Kolumna samochodów wioząca Antoniego Macierewicza jadąc z nadmierną prędkością wpadła na stojące na czerwonym świetle samochody. Nikt na szczęście nie zginął, ale byli ranni. Prywatne pojazdy zniszczone. Pan minister przesiadł się do „ocalałej” limuzyny i popędził dalej. Nie zainteresował się losem poszkodowanych osób. Było mu to obojętne.

REKLAMA

Sprawą zajmuje się żandarmeria wojskowa i można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że zbyt wiele się już na temat tego wypadku nie dowiemy. Wiemy natomiast, że jeszcze kilka godzin przed zdarzeniem Macierewicz publicznie chwalił swojego kierowcę za szybką jazdę mówiąc m.in. „oklaski dla Pana Kazimierza”. Mógł przecież zabić, a tylko zranił postronnych użytkowników drogi.

Agent za kierownicą

Portal, dzięki uprzejmości którego mogę pisać te słowa poinformował, że owym kierowcą był Kazimierz B., który swoją karierę rozpoczął w głębokim PRL-u jako agent służb specjalnych. Pomijając aspekt zupełnie skandalicznego i nagannego zachowania ministra Macierewicza oraz jego ekipy biorącej udział w wypadku warto pochylić się nad kilkoma innymi sprawami.

Pierwsza to kwestia najbliższych współpracowników ministra. Jak bańka mydlana (po raz kolejny) pęka mit wielkiego obrońcy Polski. Faktem jest, że Macierewicz ma za sobą antykomunistyczną kartę, ale coraz mniej jasne jest jaka naprawdę była wtedy jego rola. Co takiego faktycznie robił wówczas skoro dzisiaj najbardziej zaufane osoby w jego otoczeniu byli ważnymi funkcjonariuszami komunistycznego reżimu, z którym rzekomo tak zaciekle walczył Macierewicz?

Po drugie warto odnotować, że Macierewicz uciekł z miejsca wypadku nie po raz pierwszy. „Pierwszy kapłan religii smoleńskiej”, który od ponad roku mając wszelkie instrumenty próbuje udowadniać, że prezydencki samolot w 2010 rozbił się w wyniku zamachu także uciekł ze Smoleńska, gdy tylko dowiedział się o katastrofie. Przepraszam, zanim uciekł zdążył jeszcze zjeść obiad, o czym donosiły media. Przy okazji kolejne pytanie brzmi, czy człowiek, który za nic ma zasady, prawa i przepisy (w tym przypadku drogowe) ma jakąkolwiek wiarygodność w wyjaśnianiu jakiegokolwiek wypadku?

I wreszcie po trzecie. Co mają myśleć zwykli obywatele? Dlaczego ze strony premier Beaty Szydło nie padło nawet jedno słowo krytyki wobec Macierewicza? Czy tzw. szeroka opinia publiczna usłyszy chociażby słowo „przepraszam” za to, że mogło dojść do tragedii? Czy usłyszą to poszkodowani w tym zdarzeniu?

Wolność zagrożona

Do wypadku doszło, kiedy Macierewicz spieszył się na galę wręczenia tytułu „człowieka wolności” jednej z prawicowych gazet Jarosławowi Kaczyńskiemu. Mówił podczas tej imprezy poseł Kaczyński, że „wolność, także ta podstawowa jest zagrożona”. Tak. Zagrożeniem dla podstawowej wolności jest dzisiaj rządząca partia. Począwszy od wolności słowa, a na bezpieczeństwie drogowym kończąc.

Przychodzi mi na myśl słynne i znane chyba wszystkim zdanie wypowiedziane przez Johna Actona, brytyjskiego historyka i teoretyka wolności XIX wieku. „Władza demoralizuje, władza absolutna demoralizuje absolutnie”. Mamy dzisiaj w Polsce do czynienia z władzą absolutnie zdemoralizowaną, a przykład Macierewicza jest tego kwintesencją.