Trzykrotnie w latach 2015-16 ludowy suweren decydował o losach Polski, Europy i świata. Teraz mierzymy się z skutkami. Prawomocności vox populi nikt nie podważa. Tyle, że trzykrotnie wybierano przyszłość w oparciu o zafałszowany obraz rzeczywistości, który stał się prawdą w odczuciu milionów ludzi w wyniku kłamliwej kampanii. Czy na pewno jest to zwycięstwo demokracji? Czy też zwiastun śmiertelnej choroby?

REKLAMA

W roku 2105 Polska wybierała prezydenta, Sejm i Senat. Hasłem zwycięskiej formacji PiS była „Polska w ruinie”. Bezczelne kłamstwo, bowiem wszelkie miary, jakie wynalazła ludzkość, by mierzyć rozwój gospodarczy, wskazały Polskę jako lidera Europy Środkowo-Wschodniej i wzór godny naśladowania. A jednak, wystarczyło poparcie niespełna 19 proc. uprawnionych do głosowania, by po roku zdewastować instytucje państwa prawa, zniszczyć służbę cywilną, zniewolić publiczne media i zrujnować pozycję w Europie. Straty krajowe i międzynarodowe będą trudne do odrobienia!

23 czerwca 2016, premier Cameron, z przyczyn wewnątrzpartyjnych, czyli drugorzędnych, zarządził referendum, brzemienne w skutki dla całej Unii Europejskiej. Na gruncie przygotowanym przez media Murdocha, obrzydzające Unię przez lata i na wszelkie sposoby, ruszyła kłamliwa kampania referendalna. Rozbudziła lęki angielskiej prowincji i jeszcze bardziej wykrzywiła bilans kosztów i zysków brytyjskiego członkostwa. Pokłosiem kampanii były także uprzedzenia wobec imigrantów, czego najbardziej doświadczyli Polacy pracujący na wyspach. Głośni propagatorzy Brexitu zamilkli, budząc się z realnym Brexitem. Odnaleźli się jednak, jako mili goście, w amerykańskiej kampanii Donalda Trumpa.

25 października 2016 wybrała Ameryka. Mniejsza o to, że przegrana Hilary Clinton dostała 3 mln głosów więcej, niż zwycięski Trump, bo taki jest urok tamtejszej ordynacji. Brudy kampanii to także nic nowego, choć lżąc osobiście rywalkę, Trump wyśrubował normę brudu. Nigdy jednak lawina fake news, czyli kłamstw, zalewająca cyberprzestrzeń przy pomocy służb rosyjskich, nie pustoszyła w takim stopniu zbiorowej świadomości Amerykanów. Stało się. Europa będzie żyła z prezydentem, który źle życzy Unii Europejskiej.

Wszystkie te trzy wydarzenia, jakże istotne dla Polski, Europy i całego świata, nazwano świętem demokracji. Była to jednak demokracja zatruta kłamstwem, którego bezkarnym sojusznikiem okazał się wirtualny świat Internetu. Wkraczamy w kalendarz wyborczy roku 2017 z pełną świadomością siły rażenia populizmu, który dyktował polityczną agendę i zbiorowe emocje w latach 2015-16, ku uciesze Putina.

15 marca wybiera Holandia, gdzie Geert Wilders chce prowadzić naród śladem Brexitu i Trumpa. 23 kwietnia pierwsza runda wyborów prezydenckich w Francji, gdzie tym samym tropem podąża Marine Le Pen. 27 sierpnia Frauke Petry, liderka AfD sprawdzi poziom lęku przez uchodźcami, rozbudzony w Niemczech. Nigdy wcześniej demokracja i wspólnota europejska nie były wystawione na taką, egzystencjalną próbę. Kilka takich zwycięstw demokracji, jak w Polsce, Wielkiej Brytanii i USA, a legnie w gruzach świat zachodniej demokracji, który uwolnił powojenne pokolenia od egzystencjalnych lęków, a Polskę uwolnił od przekleństwa geopolityki.