REKLAMA

Opisywanie działań PiS-u w kategoriach stopniowej likwidacji demokracji w Polsce i wprowadzanie systemu autorytarnego (na szczęście na razie bez więźniów politycznych, wyroków śmierci i aparatu terroru) jest oczywiście słuszne i potrzebne, ale nie wyczerpuje tematu, ani nawet nie podnosi wielu kwestii być może ubocznych, ale ważnych i interesujących. Jedną z nich jest gigantyczne lizusostwo, fala zalewającego Polskę wazeliniarstwa, bruku godności i wstydu, trudnego do określenia jednym słowem, obrzydliwego, podłego poddaństwa w stosunku do pisowskiego wodza i całej tej formacji.

Widocznego łamania charakterów i kręgosłupów sędziom, prokuratorom dziennikarzom, oficerom, pracownikom państwowym, politykom i bardzo wielu ludziom, którzy dla utrzymania lub (częściej) otrzymania stanowisk, a co za tym idzie osobistych korzyści, gotowi są do bezmiaru tchórzliwego lizusostwa. Pod tym względem Polska pisowska bardzo przypomina Polskę stalinowską, z ważnym rozróżnieniem - bez terroru. Stalinizm bez terroru ma charakter farsowy, ale otrzymywane od PiS-u pieniądze, stanowiska, spółki skarbu państwa, limuzyny, gabinety, zapraszanie do mediów, hołdy i splendory są realne. Dokładnie tak jak zapisanie się w PRL do PZPR wiązało się najczęściej z szeregiem przywilejów, tak dziś zapisanie się, a jeszcze lepiej (co jasne) obecność w PiS-ie stanowi klucz do osobistych korzyści. I tych korzyści hojnie rozdawanych i zarezerwowanych właściwie dla swoich beneficjenci PiS-u będą bronić, na co liczy (jak każdy dyktator czy kandydat na dyktatorka) Kaczyński i jego klika.

Polska staje się polem wazeliniarstwa. Im wyżej stojący urzędnik tym na ogół większy lizus i sługus podszyty lokajstwem. Stajemy się krajem pogrążającym się w ekonomicznej niewydolności, krajem bez wolności przynajmniej w wielu obszarach, krajem zapyziałym, pod rządami szmaciaków i ciemniaków za to gigantycznym imperium vaselinum. Oczywiście wiele oznak tak, jak zaczerwienienie skóry może oznaczać świerzbowca, było widoczne jeszcze zanim PiS-owi udało się dorwać do władzy (w efekcie zakłamanej kampanii). Np. mianowanie Kaczyńskiego człowiekiem roku na Forum w Krynicy, niezrozumiale czołobitny stosunek mediów do pisowskich kreatur i niezdolność prawidłowej diagnozy sytuacji przez dziennikarzy i komentatorów, dziwaczny stosunek do smoleńskiej bredni, którą mało kto miał odwagę nazwać brednią, a PiS zagrożeniem dla demokracji i wolności itd.

P. Duda wielokrotnie wychwalał zasługi Kaczyńskiego, z których największą dostrzegł w tym, że mianował go pisowskim kandydatem, a p. Szydło dziękowała i wychwalała geniusza stratega "wszechczasów" za to, że mianował ją premierem, a przecież mógł sam nim zostać. Swoistym rekordem było jednak wystąpienie p. Szydło podczas wręczenia Kaczyńskiemu nagrody "człowieka wolności" przyznanej przez propisowski tygodnik „W sieci”: „To dzięki premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, jego empatii, zdolnościom analitycznym, wyczuciu politycznemu, powstał program PiS, który dzisiaj jest realizowany w Polsce. Polska nie musi się dziś kłaniać na zagranicznych salonach, to jest wolność". Podkreślała zasługi Kaczyńskiego dla polskiej wolności. Na tej samej uroczystości niebywałym lizusostwem wyróżnił się dotychczas red. Karnowski mówiąc: "Jarosław Kaczyński od 40 lat walczy o Polską wolność. Polska jest dziś krajem wolności obywatelskich, politycznych, dotyczących rodziny i wspólnot religijnych [...] Polska spętana kajdanami zawsze będzie kłaniała się silniejszym. Nie byłoby tej wolnej Polski bez Jarosława Kaczyńskiego". To w obliczu likwidacji Sądu Konstytucyjnego, wolności w mediach, czystek z powodów politycznych, prób podporządkowania rządowi wszystkiego co się da. Mamy w Polsce niebywałe zakłamywanie rzeczywistości triumf kłamstwa i godne najbardziej odrażających dyktatur lizusostwo.

Otoczony politykami PiS-u mały siwy człowieczek trochę przypomina Stalina na słynnej fotografii z marszałkami i generałami. Na innym z łopatą otwierający program budowy mieszkań innego wąsatego polityka, który niestety ze szkodą dla wielu nie ograniczył się do projektów budowlanych. Lizusostwo i pochlebstwo wylewa się z pisowskich mediów infekując media niezależne, niszcząc debatę publiczną, paraliżując mniej odważnych krytyków i komentatorów, cofa Polskę (pod tym względem) do mrocznych czasów Józefa Wissarionowicza i Luny Brystigerowej.