REKLAMA
Termin "dyktatura ciemniaków" autorstwa Kisiela, chociaż też dość trafnie oddaje charakter pisowskiej autokracji, pozostawiam dla niepowtarzalnych w swej formie i treści rządów Władysława Gomułki. Jak na razie najwierniejszym naśladowcą Gomułki wydaje się być Jarosław Kaczyński, który ciągle się z resztą w tej dziedzinie doskonali. Ale wydaje mi się dla bezmiaru nieuctwa, tępej propagandy, kompleksów, frustracji, małostkowości i dyktatorskich zapędów, co stanowi istotę rządów Kaczyńskiego, lepiej pasuje określenie - dyktatura idiotów. Dyktatura idiotów lub rząd idiotów lepiej oddany jest w mającym tendencję do trafnych połączeń wyrazów języku niemieckim - Idiotenregierung. Na użytek krajowy z oczywistych powodów wystarczy określenie polskie.
Nie chodzi tylko o ujawniającą się co jakiś czas ignorancję na każdym polu, bezguście (odpustowy wygląd p. Szydło), stopniowe, lecz nieubłagane i postępujące niszczenie gospodarki, służby zdrowia, przyrody (wycinanie lasów i wybijanie zwierząt), edukacji, obronności, pozycji Polski w Europie i w świecie, w zasadzie wszystkiego, co zbudowali poprzednicy. Nachalne zaklinanie rzeczywistości (ujawnimy prawdę o Smoleńsku, osądzimy sprawców tej zbrodni, sprowadzimy wrak, cieszymy sie szacunkiem całego świata itp.).
Nie chodzi wyłącznie o jakąś niepojętą zdolność do niszczenia, spaskudzenia czegokolwiek pisowscy głowacze dotkną. Nie chodzi wreszcie o nieustanne fałszowanie historii, daremną próbę uczynienia z Lecha Kaczyńskiego wielkiego patrioty i męża stanu poprzez nazywanie jego imieniem wszystkiego, co się da i stawianie pomników (które wylądują mam nadzieję w Kozłówce), obchodzenie absurdalnych rocznic (2-ga rocznica pochówka Lecha i Marii Kaczyńskich, lub 14-ta rocznica zaprzysiężenia prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego), ale przede wszystkim o jakąś wszechogarniającą atmosferę kłamstwa, duszności, podejrzliwości, załgania. Ktoś na Zachodzie powiedział o rozpoczynającej się właśnie dyktaturze komunistów w Polsce - dadzą wam żyć, ale zanudzą was na śmierć. PiS nawet nie zanudza, tylko jest w swoim sprawowaniu władzy tak obrzydliwy jak uśmiech Kaczyńskiego czy Sakiewicza, albo wystąpienia p. Szydło, generalnie jest niestrawny, prymitywny, gruboskórny, co widać patrząc i słuchając jego reprezentantów i podlizujących się namnożonych propagandystów z pisowskiej szczujni.
Z drugiej strony uderzająca jest ignorancja liderów partii uważającej się za uprawnioną do uczenia patriotyzmu i prawdziwej historii. Jarosław Kaczyński nie zna słów hymnu narodowego i mruczy – „z ziemi wolskiej do polskiej”; Waszczykowski rozmawia z przedstawicielami nieistniejącego San Escobar; Morawiecki uważa, że Dzień Niepodległości wypada w Polsce 11 września; Suski nic nie wie o Katarzynie II (Wielkiej); według p. Szydło Polska weszła do Unii w 1993 r.; dla p. Dudy Norwegia jest krajem bałtyckim; Elżbieta Witek z przedwojennych książek uczyła się o pakcie Ribbentrop - Mołotow i o Katyniu.
Ten popis niebywałego nieuctwa i głupoty można by ciągnąć w nieskończoność, a do tego dochodzi popis mieszaniny nieprawdopodobnego nieuctwa pomieszanego z chamstwem i obrzydliwością w wykonaniu propisowskich mediów, wyróżniających się słodko-mendowatym głosem tzw. katolickich. Jak mówi wybitny węgierski ekonomista Janos Kornai: "Demokracja jest kruchą wartością, bo jej wrogowie mogą czynić użytek z podstawowych uprawnień - wolności prasy, zgromadzeń i zrzeszeń. Architekci autokratycznego ładu odrobili tę lekcję. Nie pozwalają sobie na luksus przegrania wyborów, których wynik nie jest z góry przesądzony [...] Inną anomalią jest nacjonalizm, przed którym, niestety, nie chroni demokracja" ("Nasza krucha demokracja". "Gazeta Wyborcza", nr z dn. 18-19 02 2017 r.).
Pisowska autokracja (lub dyktatura zależnie od definicji) infekuje i zakaża wszystko, czego dotknie i dość długo będzie trwało oczyszczanie Polski, gdy wreszcie ta dyktatura infantylna, ale zdolna do rozprzestrzeniania się jak dżuma w powieści Camusa, upadnie. Demokracja bowiem jest krucha, ale znajdzie dość obrońców i ten dzień nadejdzie, bo jeszcze nigdy w historii fala kłamstwa i nienawiści nie zalała naszego kraju, więc nie ma powodu by sądzić, że stanie sie to tym razem.