Jak część ludzi w całej Polsce wiele lat swojego życia poświęciłem ratowaniu niszczonej kompulsywnie polskiej przyrody. W miarę jak widać było, że na całym świecie, wobec grozy efektu cieplarnianego, ludzie zaczynają chować głowę w piasek, wybierając polityków systemowo odrzucających naukę, wiadomo było, że również los polskiej przyrody będzie przesądzony. Jej ochrona, zawsze ułomna, została wraz z nowelizacją pozwalającą na nieograniczone wycinanie drzew całkowicie zniesiona. Przedstawiane dziś przez PiS, a także partie opozycyjne próby nowelizacji, są tak żałosne, że w zasadzie lepiej, żeby to zło się już dokonało. Jeśli to ludzi nie obudzi, to nic już nie pomoże.
Współczuję wszystkim tym, którzy wierzyli, że tak zwany okres lęgowy powstrzyma wycinkę. Trwa ona na dobre w całej Polsce w zasadzie całodobowo. Ludzie ogarnięci są szałem wycinania i absolutnie nikt nad tym nie panuje, nawet jeśli przy okazji łamane jest inne prawo. Ustawy o ochronie przyrody mianem prawa określić nie można. Organy ochrony prawa nie reagują.
