Zachowanie polityków PiS-u, a zwłaszcza Napoleona z Żoliborza w sprawie wyboru Donalda Tuska na stanowisko Przewodniczącego Rady Europy trudno nazwać inaczej niż obsesje i wściekłość. Tusk był przez dwa lata doskonałym Przewodniczącym Rady, w znaczącym stopniu przyczynił się do zażegnania kryzysu migracyjnego, a także do rozwiązania problemów związanych ze wzrostem fali nacjonalizmu, populizmu i demagogii, której efektem był miedzy innymi wybór p. Trumpa i nie dał się szantażować szantażystom z Polski domagającym się rezygnacji z obrony fundamentalnych wartości demokracji i wolności, na których została zbudowana Unia Europejska. I wreszcie to Donald Tusk sformułował nie mającą racjonalnej alternatywy koncepcję dalszej integracji i umocnienia jedności Unii w oparciu o dotychczasowe traktaty i osiągnięcia zamiast mętnej i prowadzącej do wojny nacjonalizmów koncepcji narodowych państw i narodowych interesów (de facto egoizmów). Czyli redukcji wielkiego projektu integracji państw naszego kontynentu jako odpowiedzi na zbrodnie II wojny, do roli instytucji finansowej polegającej na tym, że część państw, nie wiadomo dlaczego, miałaby płacić innym, wiecznie niezadowolonym, w tym Polsce, za to, że są.
Te i wiele innych zasług oraz sam charakter uprawiania polityki i styl przywództwa Donalda Tuska powoduje, że po dwóch latach sprawowania urzędu jego wybór na kolejną kadencję jest przesądzony. W tej sytuacji wyjątkowo żałośnie, a w wymiarze czysto ludzkim i politycznym obrzydliwie i podle wyglądają stękania i narzekania polityków PiS-u, którzy kierowania mściwą nienawiścią stają na głowie, aby ten wybór uniemożliwić. U podstaw tej nienawiści leży zapiekła osobista wściekłość p. Kaczyńskiego, który najpierw sromotnie przegrał z Tuskiem debatę polityczną i w efekcie wybory parlamentarne, a następnie zarówno partia p. Kaczyńskiego jak i on sam przegrywali wszystko, co było do przegrania przez mniej więcej 8 lat. Zaowocowało to u mściwego tytana z Żoliborza swoistym kompleksem Tuska, tak samo jak kiedyś, gdy został wyrzucony z kancelarii prezydenckiej przez Lecha Wałęsę trwającym po dziś dzień kompleksem Wałęsy. Nienawiść i kompleksy pchają Kaczyńskiego i cały PiS (bezradny i bezbronny wobec urojeń i kompleksu wodza) do dziwacznych, bezmyślnych i bardzo szkodliwych dla Polski działań.
Od dawna było oczywiste, że PiS, a w efekcie rząd p. Szydło, gwiazda naszej polityki zagranicznej p. Waszczykowski itp. Donalda Tuska nie poprą, ale wyżej wymienieni coś kręcili, mataczyli, że nie wiedzą, zastanawiają się, czekają na oficjalną deklarację itd. W końcu, gdy dalsze kluczenie i zwlekanie prowadziło do umacniania i tak bardzo mocnej pozycji dotychczasowego Przewodniczącego liderzy PiS-u przestali udawać i wydali z siebie ryk wściekłości okraszony bezczelnymi kłamstwami. Przy okazji ujawniła się kompromitująca i obrzydliwa rola zarówno samego Saryusz-Wolskiego, który przez mniej więcej tydzień unikał kontaktu z mediami, jak i p. Schetyny, który udawał, że nie ma sprawy. Tak sprawny w wyrzucaniu, zawieszaniu i mianowaniu komisarzy Schetyna tym razem wydawał jakieś niezrozumiałe oświadczenia i w końcu zdecydował się na wyrzucenie Saryusz-Wolskiego, gdy dalsze zwlekanie stało się kompromitujące. Jak widać stosunek Schetyny do Tuska delikatnie mówiąc nie jest pełen życzliwości i może lepiej, żeby nie wypowiadał się na temat obecnych wyborów Przewodniczącego Rady Europy i samej przyszłości Donalda Tuska, który doskonale poradzi sobie bez rad Schetyny.
Teraz sytuacja jest z grubsza wyjaśniona. Kaczyński nadal nie rozumie tej prostej prawdy, że sam fakt jego konfliktu z kimkolwiek, musi temu przeciwnikowi przysporzyć sympatii. Między innymi dlatego Tusk gładko zostanie Przewodniczącym na drugą kadencję, uruchomiona zostanie fala pisowskich kłamstw, nienawiści i lizusostwa, a przy okazji dojdzie do kolejnej tym razem gigantycznej kompromitacji Polski.
