REKLAMA

Wybór Donalda Tuska na ponowną kadencję Przewodniczącego Rady Europy jest największą polityczną klęską PiS-u od wyborów i jednocześnie wielkim zwycięstwem Polski. Po raz kolejny potwierdza się, że to, co jest dobre dla Polski, jest złe dla PiS-u i odwrotnie. Nie pomogą tu żadne kłamstwa Kaczyńskiego, jego lizusów i całej pisowskiej szczujni, do których nasz kraj zdążył się przyzwyczaić, zaklinanie rzeczywistości, uruchomienie machiny propagandowej.

Wynik wyborów był druzgoczący, 27 krajów poparło Donalda Tuska, a tylko żałosna przedstawicielka Polski, o której Tusk powiedział, że miała niewdzięczne zadanie do wykonania, co było przejawem politycznej elegancji, gdyż raczej w/w była przekonana, że realizuje patriotyczną misję, głosowała przeciwko. Nie wiadomo, co jest bardziej żałosne, głupota bezmyślność czy podłość?

Unia tym razem wreszcie pokazała swoją siłę. Po paśmie polskich klęsk, którymi było: objęcie rządów przez PiS i personalnie Kaczyńskiego oraz każdy dzień ich dobrej zmiany, Brexit, zwycięstwo Trumpa, bałem się, że i tym razem jakieś przeklęte fatum zaciąży nad Polska np. w postaci odroczenia głosowania, co byłoby już gigantycznym triumfem Kaczyńskiego i upokorzeniem naszego kraju. Ale tym razem ta Unia, która wydawać się mogło, jest bezradna w obliczu siły, przemocy, dyktatury, chamstwa i hipokryzji, ta Unia zmęczona ustawicznymi sporami, falą populizmu, ofensywą oszalałego w swojej podłości i głupocie nacjonalizmu na czele z polskim, ta sama Unia sparaliżowana brakiem należytej reakcji na reżim Orbana, a zwłaszcza Kaczyńskiego, dość niemrawa w reakcji na zaczepki Trumpa i coraz bezczelniejsze głosy polityków, którym marzy się jakaś mała wojenka, albo fala prześladowań, wreszcie pokazała swoją siłę.

Najpierw premier Malty odrzucił bezczelne i idiotyczne żądanie polskiego Metternicha, aby p. Saryusz-Wolski prezentował swój "program" wszystkim szefom delegacji. Ten ”program" da się sprowadzić do jednego zdania - będę lizusem Kaczyńskiego, potem jednogłośnie zebrani odrzucili desperacką i bezsensowną (bo niby dlaczego?) próbę odroczenia głosowania i wreszcie doszło do głosowania i nokautującego pisowską delegację rezultatu 27 do 1. To jest miara izolacji pisowskiej ekipy i to jest wielkie zwycięstwo Polski, której pisowskie nieuki i polityczne cymbały nie reprezentują. Miarą poziomu p. Szydło była zapowiedź, że nie podpisze ona ustaleń szczytu i tym samym wybór Tuska jest nieważny, co reszta Unii skwitowała śmiechem. Pozostaje p. Szydło nie publikować w kontrolowanych przez PiS narodowych mediach tego wyniku, p. Duda może "zaprzysiąc" Saryusz-Wolskiego, a posłowie PiS-u w jakiejś sali w Brukseli dokonają tym razem legalnego i prawomocnego wyboru p. Wolskiego. Jakąś rolę może też odegrać pisowski komisarz w TK p. Przyłębska np. wydać wyrok unieważniający mandat Donalda Tuska?

Ale to głosowanie ukazuje coś jeszcze równie ważnego. Unia obroniła się przed najpoważniejszą próbą sparaliżowania przez wprowadzenie zasady liberum veto zamiast większości. Okazało się, że można nie ulegać szantażystom. Teraz powinno być łatwiejsze uzależnienie rozdziału funduszy unijnych w zależności od przestrzegania demokracji przez poszczególne państwa (Unia jest dobrowolnym zrzeszeniem państw demokratycznych a nie dyktatorskich).

Pisowcy już przebąkują o "konfrontacyjnej" polityce wobec Unii, jeden z wyjątkowych dziennikarskich lizusów wprost sugerował wyjście naszego kraju z Unii, co jest być może zamiarem części pisowców i co byłoby o tyle dobre, że doprowadziłoby do fali rozruchów i obalenia rządów Kaczyńskiego, ale niestety dość kosztowne. Czy PiS podniesie się z tej klęski? Trudno powiedzieć, z pewnością uległ poważnemu osłabieniu reakcja szokowa jest widoczna i opozycja powinna to wykorzystać. W pierwszym rzędzie zrobić to, co zależy od samej opozycji, bo odwoływanie tragicznych ministrów zależy niestety na razie od PiS-u, czyli szybko zjednoczyć się łącznie z KOD-em i lewicą oraz rozpocząć pracę nad listami samorządowymi. Jest to podstawowy warunek odsunięcia tej kliki w drodze parlamentarnej. I jeszcze podsumowanie redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej": „Wy, ludzie tej władzy, przejdziecie do historii jako najwięksi po 1989 r. szkodnicy i destruktorzy Polski, którzy zaprzepaścili dorobek poprzedników. Polacy nie mogą pozwolić temu rządowi na "Polexit", którego przedsmakiem było czwartkowe liberum veto z najgorszej tradycji szlacheckiej anarchii. To obywatele Polski zdecydowali w referendum o naszym członkostwie w Unii. Dlatego dziś opozycja i demokratyczne społeczeństwo muszą przejąć ciężar dyplomacji proeuropejskiej. Tysiące ludzi, którzy wychodzą na ulice naszych miast pod flagami Unii, muszą się stać ambasadorami Polski w Brukseli" (J. Kurski, "Europa dwóch prędkości. Tylko czy gdziekolwiek pojedziemy?", "Gazeta Wyborcza" z dn. 11-12 03 2017 r.). W najbliższych dniach i miesiącach przekonamy się czy tak będzie?