Walka o mikrofon. Od lewej: prof. Andrzej Rzepliński, Marek Mazur, przew. Sejmiku Województwa Łódzkiego, radny Michał Król (PiS)
Walka o mikrofon. Od lewej: prof. Andrzej Rzepliński, Marek Mazur, przew. Sejmiku Województwa Łódzkiego, radny Michał Król (PiS) epiotrkow.pl

Nic nie zapowiadało nadciągającej burzy. W powietrzu unosił się jednak dziwny niepokój. Tak mniej więcej powinna rozpoczynać się każda opowieść z udziałem ekipy PiS. Nie inaczej było na wyjazdowej sesji Sejmiku Województwa Łódzkiego z okazji 20 lecia uchwalenia Konstytucji RP. Tuż przed wejściem, zaproszonego na uroczystość prof. Andrzeja Rzeplińskiego, na mównicę wtargnął radny PiS. Zabrał mikrofon oraz głos. Powiedział co wiedział i mównicę musiał opuścić, ponieważ był w... opozycji.

REKLAMA
Z działaczami Prawa i Sprawiedliwości jest, jak ze strzelbą, która niby jako rekwizyt pojawia się w drugim akcie, ale w piątym wypala. Podobnie jest z kryminałami. Czytelnik nie chce wiedzieć, jaki będzie koniec. Aż tu nagle pada hasło - będzie ktoś z PiS! I już wiadomo, że lokaj zabija.
Wiadomo, że Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej czy Trybunał Konstytucyjny, który do niedawna stał na straży przestrzegania ustawy zasadniczej, działają na PiS, niczym kołek osikowy na wampira. Jeśli do tego zestawienia dorzuć byłego prezesa TK, profesora Andrzeja Rzeplińskiego, to o "PiS and love" można tylko pomarzyć. I tak było tym razem. Z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej przewodniczący Sejmiku Województwa Łódzkiego chciała uczcić, to ważne wydarzenie podczas sesji wyjazdowej. Miejsce wybrano nieprzypadkowo. Piotrków Trybunalski to kolebka polskiego parlamentaryzmu. W tym mieście w Łódzkiem, w XVI wieku nieprzerwanie przez ponad dwieście lat odbywały się Trybunały Koronne. Dzisiaj przypomina o tym murowany zarys Ratusza w Rynku Trybunalskim.
Zorganizowanie sesji wyjazdowej zaplanowano w pobliskim Centrum Idei ku Demokracji. Nastąpiła kumulacja słów, terminów, określeń. Konstytucja RP, Trybunał Konstytucyjny, sędzia Rzepliński, demokracja. Nie trzeba było czytać całej powieści kryminalnej. Wystarczyła ostania kartka. Lokaj zabija.
O tym, że strzelba wypali w piątym akcie radni PiS zapowiadali wcześniej. Nie zgadzali się na sesję w takiej formule. Jeden z nich nazwał nawet zaproszonego profesora Rzeplińskiego "warchołem". Argumentowano, że to nie jest decyzja wszystkich radnych. Łódzki elektorat PiS nie zgodziłby się na to - podkreślano z całą stanowczością.
Argument o tym, że to decyzja nie wszystkich radnych został obalony w Centrum Idei ku Demokracji w demokratycznym głosowaniu. Po wniosku szefa klubu PiS o zdjęcie z porządku obrad wykładu prof. Rzeplińskiego odbyło się głosowanie. W Sejmiku Województwa Łódzkiego koalicję tworzą radni PO i PSL, natomiast w opozycji zasiadają wybrańcy PiS. Zatem wniosek został odrzucony.
I znowu zaczęło się o tej Konstytucji, kolebce parlamentaryzmu, sadownictwa, demokracji, czemu przysłuchiwali się parlamentarzyści oraz samorządowcy PO i PSL z okręgów: łódzkiego i piotrkowskiego. Mimo wysłanych zaproszeń nie skorzystali z przysłuchiwania się posłowie PiS. Kiedy przewodniczący obrad zapowiedział wykład byłego prezesa TK, sędziego Rzeplińskiego, w unoszących się oparach tej demokracji, ciśnienia nie wytrzymał kolejny radny PiS. Wpadł na mównicę z siłą wodospadu i przebił swojego klubowego kolegę. Zgłosił oświecony fleszami aparatów oraz w blasku kamer drugi formalny wniosek, okupując mównicę. Ten już był mocniejszego kalibru. "Składam wniosek formalny o zamknięcie listy mówców przed wystąpieniem prof. Andrzeja Rzeplińskiego" - powiedział do mikrofonu radny, trzymając przechylony statyw, jak zwykł to robić na scenie Mick Jagger. Z tym, że ten drugi nie musi się obawiać, że ktoś zabierze mu mikrofon na scenie podczas koncertu.
W tym akcie na scenie stały trzy osoby: prof. Rzepliński, zachowując kamienną twarz i nie komentując zachowania radnego PiS, przewodniczący oraz wnioskodawca, który wykazał się znajomością podstaw algebry. Stwierdził, że jeśli i ten wniosek nie zostanie przegłosowany, ma prośbę o to, aby profesor Rzepliński uszanował to, że jest persona non grata dla nas (radni PiS) oraz dla mieszkańców, którzy protestują przeciwko jego obecności. Sędzia miał oddać szacunek tego dnia i nie występować. Wspomnianych mieszkańców, młodego wieku z opaskami ONR, było siedmioro aż.
Na ziemię sprowadził rozjuszonego radnego przewodniczący sejmiku tymi słowami: "Panie radny, ten wniosek był już głosowany. Pod koniec sesji zaplanowane są występy artystyczne, może tam pan będzie się realizował." I być może show, które relacjonowały czołowe stacje telewizyjne trwałoby dłużej, gdyby nagle nie zabrakło... prądu. Zastosowano znaną metodę marszałka Kuchcińskiego, stosowaną często przez niego w Sejmie RP. Organizatorzy wyłączyli mikrofon, a radny królujący na scenie, który rozkręcał się jeszcze bardziej, wersji unplugged już "nie pociągnął". Opuścił mównicę, a po chwili z innymi rajcami PiS, ostentacyjnie również Centrum Idei ku Demokracji. Na odchodne zbulwersowani radni wykrzykiwali - "hańba!". Po kilkuminutowej przerwie na support bez prośby publiczności brawami na bis, profesor Rzepliński mógł rozpocząć wygłaszanie prelekcji.
W Piotrkowie Trybunalskim - kolebce parlamentaryzmu, sądownictwa oraz prawa, w Centrum Idei ku Demokracji, nastąpiła zmiana ról. Ten kto ma mikrofon, ten ma władzę i odwrotnie. A to wszystko wydarzyło się w stolicy okręgu wyborczego nr 10., który od trzech kadencji upodobał sobie minister Antonii Macierewicz, startując w nim z "jedynki", po wcześniejszym niepowodzeniu zostania posłem ze stołecznej listy. Zaproszonego na uroczystości szefa MON nie było. Antonii Macierewicz w październiku 2015 r. na listę wyborczą w kolebce parlamentaryzmu zaprosił Bartłomieja Misiewicza - "spadochroniarza" z podwarszawskich Łomianek. Ten jednak posłem nie został, mimo, że kandydował z wysokiego, czwartego miejsca.
Akt ostatni. Profesor Andrzej Rzepliński pytany później o ten incydent, kwitował krótko, że nie ma o to żalu, bo po to jest właśnie demokracja, aby każdy mógł wyrazić swoją opinię. I to się właśnie nazywa klasa.
Kilka tygodni temu Robert Biedroń powiedział, że głosowanie na PiS, to będzie obciach dla Polaków. I być może tymi słowami odkrył elektorat, który opuści partię Kaczyńskiego właśnie ze względu na powszechny obciach oraz wstyd.