Prezydent zaskoczył dziś pozytywnie - niespodziewanie ogłosił weto dwóch z trzech ustaw likwidujących wolne sądy w Polsce. Przekonaliśmy go my – obywatele. Pokazaliśmy, że wbrew intencjom PiS potrafimy zjednoczyć się i tworzyć wspólnotę. Teraz od nas zależy, czy to dopiero początek naprawdę dobrych zmian.

REKLAMA
Przyznam, że nie spodziewałam się takiego rozstrzygnięcia. Co prawda prezydent zastosował swoją regułę „trzech piątych” wetując dwie z trzech ustaw, niemniej i tak wykazał się odpowiedzialnością i umiejętnością słuchania ludzi. Jego partyjni koledzy lekceważyli i wyśmiewali stanowisko tysięcy Polaków. Nie chcieli rozmawiać z obywatelami, ulica musiała więc stać się agorą.
Gra toczyła się – i jednak dalej toczy – o wysoką stawkę. Sąd Najwyższy stoi na straży wolnych i uczciwie rozstrzyganych wyborów, samorządowych i parlamentarnych. Po aneksji SN politycy PiS zyskaliby nieograniczoną możliwość fałszowania wyników. Władzy raz zdobytej nie oddaliby nigdy, a już na pewno nie w pokojowych warunkach. Nawet kosztem wyjścia Polski z UE, nawet kosztem standardów powrotu do standardów PRL z zamykaniem niepokornych w więzieniach. Prezydent ochronił Polaków przed dyktaturą, a swoją partię przed zbiorowym Trybunałem Stanu.
 „Lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach” – pisał noblista Czesław Miłosz. Miejmy więc nadzieję, że  wydarzenia dopiero uruchomiły lawinę zmian. Tym razem prawdziwych dobrych zmian, które doprowadzą do przeformułowania sceny politycznej i odejścia – co najmniej na drugi plan – głównych autorów skoku na praworządność w Polsce.
Prezydent do września przygotuje własne projekty ustaw o wymiarze sprawiedliwości. Kiedy Sejm zacznie nam nimi pracować, parlamentarzyści PiS nie muszą być już tak jednomyślni jak tydzień temu. Ci, którzy liczący się z suwerenem i myślą o przyszłości Polski, już będą mieli odwagę pójść drogą rozpoczętą przez posła Rzepeckiego i wytyczoną przez prezydenta. Poprze ich wielu prawicowych publicystów, poprze większość wyborców. A wtedy najwięksi podpalacze Polski – Kaczyński, Ziobro, Macierewicz itd. - stracą zaplecze i zejdą na margines partii. PiS zyska szansę powrotu do korzeni z 2001 roku, gdy było konserwatywną, silnie propaństwową, ale otwartą i demokratyczną partią.
Czy tak się stanie? Wierzę, że wszystko wciąż w rękach obywateli. Tylko od nas zależy, czy uda nam się zatrzymać niszczącą machinę wprowadzaną w ruch przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników.  Oni boją się tylko Polaków, obywatelskich protestów. Dlatego dziś nie traćmy czujności. Nie pozwólmy zapomnieć o swoich postulatach, przypominajmy o naszych wspólnych celach. Dobre zmiany zależą od nas.