"My fast is faster than your fast" parafrazując tekst z reklamy Nike, prezentuje Wam reklamę Volkswagena, który jest zdecydowanym liderem w kategorii tworzenia reklam, które długo po pierwszej emisji mają swoje drugie, trzecie i czternaste życie w internecie.
Młody Lord Vader, Psy wyszczekujące motyw z Gwiezdnych Wojen, czy Babcia i jej kochany Golf stały się szybko klasykami. Wysoko postawiona poprzeczka została i tym razem przeskoczona, chociaż już bez znacznego zapasu, który był przy wcześniej wymienionych spotach.
W filmie sprawdzamy kto jest szybszy:
Oczywiście konkurencje bezsprzecznie wygrywają reklamowane auta. Co do samego filmu i rzeczywistości, to klasycznie i po naszemu: jest prawda czasu i prawda ekranu.
Dźwięk silnika to zdecydowanie bardziej F1 niż poczciwy Volkswagen Jetta, a to co robi nim kierowca jest niewykonalne w seryjnym aucie. No i na koniec zostaje to co po pomyśle w reklamie jest najważniejsze: obrazki. Kadry, światło, praca kamery- tu niestety nie mamy nic nad czym warto by było się zatrzymać i zawiesić oko. Dużo ładniejsze obrazki dostajemy od lat od ekipy z Top Gear.
Co do pokazywania prędkości w reklamie, dla mnie od lat numerem jeden jest ten film:
Co jest siłą reklam samochodowych?
Dokładnie to co jest zarazem największym wyzwaniem, czyli pokazanie w stabilny i kontrolowany sposób prędkości i dynamiki. Przez wiele lat historii kinematografii próbowano sobie z tym radzić na różne sposoby. Westerny oferowały nam jeźdźców w siodle na tle przewijanych teł z widokiem prerii.
Kino noir wlepiło w tylną szybę samochodu uprzednio nakręconą projekcie drogi, a nam pozostawało przyglądać się wesoło kręcącym kierownicą aktorom, którzy w tym czasie poruszali się po idealnie prostej drodze.
Potem "Bullit", "Cannonball", z sekwencjami kręconymi ze śmigłowca. I tak przez "Blues Brothers", "60 sekund", aż po cykl z serii "Szybcy i Wściekli". We wszystkich tych produkcjach wyznacznikiem jakości nigdy nie był scenariusz, ani gra aktorów, ale właśnie realistyczne i dynamiczne pościgi samochodowe.
I w tym temacie rewolucja musiała w końcu nadejść. Początek lat 2000 to zderzenie techniki wojskowej z kinematografią. Rozebrano czołg i wyjęto z niego to co najfajniejsze- czyli żyroskop. A do niego, zamiast lufy, przytwierdzono kamerę.
Tym sposobem otrzymaliśmy urządzenie, które po dziś dzień nazywa się Russian Arm i które, po dziś dzień śni się po nocach naszym krajowym operatorom i reżyserom.
Oczywiście urządzenie przeszło wiele ewolucji, powstało wiele odmian, zmieniły się rozmiary i waga, ale wciąż idea bazuje na tym samym.
Stablizacja obrazu, pełna kontrola ruchu we wszystkich płaszczyznach i... świetnie wyszkoleni specjaliści do obsługi rozpędzonego i ważącego swoje pojazdu uzbrojonego w najnowocześniejsze kamery.
Russian Arm to nie jedyny rosyjski wynalazek, który przysłużył się światu reklamy, a samo ramię na aucie to nie jedyna metoda filmowania. Technik i możliwości jest dużo więcej, ale mam nadzieje, że ten jeden przykład pozwoli Wam docenić wysiłki i starania wielu ludzi pracujących przy reklamie czy filmie, by to co oglądacie, naprawdę robiło wrażenie.
PS Odsyłam do ciekawego artykułu o legendzie kina samochodowego w Hollywood, mowa o Polaku: http://www.film.org.pl/prace/halicki.html
