Uwagi formalne, dotyczące sygnalistów, przywołujące ustawę o związkach zawodowych, kodeks pracy itd., przesłałyśmy mailem do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Nieformalnie, bez powoływania się na artykuły, mówimy, jak jawi nam się w projekcie ustawy postać sygnalisty. Donosiciel w majestacie prawa z sankcjonowanymi uprawnieniami. Przynajmniej przez jakiś czas.

REKLAMA
Jak wiele nasze prawodawstwo zawdzięcza prawu rzymskiemu, nikogo obecnego uświadamiać chyba nie trzeba. Czy tenże sygnalista mógłby działać na czyjeś zlecenie? Czy poruszane sprawy zawsze będą rzeczywistymi naruszeniami prawa, a nie pomówieniami, rzucanymi w poczuciu bezkarności? Na te pytania bezwzględnie trzeba sobie odpowiedzieć.
Na temat poziomu edukacji obywatelskiej, odnośnie konieczności zgłaszania nieprawidłowości można napisać tomy, bo wszyscy za to płacimy. Zasiłkami chorobowymi, podatkami i tak dalej. Ale zaproponowane rozwiązania budzą w nas kilka niepokojących skojarzeń. Jak choćby wspomniane prawo rzymskie. A ściślej mówiąc panowanie Tyberiusza.
Za którego to czasów urząd prefekta sprawował niejaki Sejan. Który podporządkował sobie Senat rzymski za pomocą sfingowanych oskarżeń o obrazę majestatu. Można stwierdzić, że tego rodzaju donosicielstwo podniósł do rangi sztuki. Nie należy przy tym zapominać o tym, że w zasadzie wszystko mogło taką obrazę spowodować, a i przeprowadzenia przewodu dowodowego nie wymagano.
Zdecydowana większość spraw skończyła się śmiercią lub samobójstwem pozwanych. Wspomnijmy też o pieniądzach, czyli tradycyjnej przy tej okazji konfiskacie majątku. Donosicielstwo w czasach Tyberiusza (delator czy sykofant w starożytnych Atenach) – stanowiło dosyć intratne zajęcie. Oskarżyciele, jak i ich „inspiratorzy” bogacili się na mniej czy bardziej prawdziwych oskarżeniach (lub szantażu, że oskarżą), bowiem to im przypadała część majątku oskarżonych. Taka nagroda. Znajdą się zleceniodawcy?
O przepraszam – inspiratorzy?
To jedna strona medalu. A druga?
O nadaniu statusu sygnalisty zdecyduje prokurator. Zdecyduje. Nie nada z urzędu, tylko może zdecydować. A potem może zdecydować, że mu ten status zabierze, jeżeli przekazane przez niego informacje, nie umożliwią wszczęcia postępowania przygotowawczego w sprawach, których dotyczyły. Czyli wina sygnalisty, że się do zgłoszenia słabo przygotował. Nie nagrał, nie skopiował, za mało teczek przyniósł.
Trudna sytuacja. Tę sytuacje można byłoby spuentować wypowiedzią obywatela Piszczyka: "Mój pech musiał wyglądać efektownie nawet na tle zbiorowego pecha całego narodu".
Tak jak on, wygląda z grubsza w projekcie ustawy rzeczony sygnalista.
Obywatel Piszczyk – świadek koronny o rzymskich korzeniach.
Formalnie z Fundacja Miasto Obywatelskie Lubartów
wysłałyśmy dwie uwagi. Dlaczego tylko tyle? Bo wypadałoby przepracować artykuł po artykule, a na koniec poprosić o napisanie tekstu projektu ustawy od początku.
Treść przesłanych uwag:
Wskazujemy zaledwie dwa zagadnienia, bowiem z uwagi na już obowiązujące przepisy uważamy, że zamiast projektować kolejny akt prawny, należałoby znowelizować ustawę o dostępie do informacji publicznej.

1) Zgodnie z Ustawą o samorządzie gminnym (tekst jedn.: Dz.U. z 2017 r., poz. 1875), art. 1. 1. Mieszkańcy gminy tworzą z mocy prawa wspólnotę samorządową. A zatem radny gminny jest, co do zasady, członkiem tej wspólnoty.
Projekt Ustawy o jawności życia publicznego stanowi w: Art. 96. W ustawie z dnia 20 grudnia 1996 r. o gospodarce komunalnej (Dz.U. z 2016 r. poz. 573, z późn. zm.) po art. 4 dodaje się art. 4a w brzmieniu:
„Art. 4a. Podmiot realizujący na obszarze danej jednostki samorządu terytorialnego zadania gospodarki komunalnej o charakterze użyteczności publicznej jest obowiązany, na żądanie radnego tej jednostki samorządu terytorialnego, w terminie przez niego określonym nie dłuższym niż 14 dni, przedstawić mu do wglądu umowy cywilnoprawne, których przedmiot jest finansowany z udziałem środków publicznych.”.
Jest to zapis sprzeczny z założeniami projektu Ustawy, biorąc pod uwagę przedstawioną definicję informacji publicznej i jako takiej – dostępnej (w założeniu) każdemu wnioskującemu.
Art. 61. Konstytucji RP stanowi:
Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
Treść artykułu 4a projektu Ustawy wyłącza, zatem faktycznie dostęp do wglądu tych umów przez każdą osobę, niesprawującą mandatu radnego. Ponieważ są to środki publiczne – w tym względzie jest to ograniczenie praw konstytucyjnych obywateli. Należałoby, zatem – albo skreślić zupełnie ten zapis, pozostawiając możliwość wnioskowania o te dane na gruncie projektu Ustawy, ponieważ stanowią informację publiczną, albo poprawić brzmienie projektowanego art. 4a poprzez zmianę treści tak, aby każdy wnioskujący miał prawo wglądu w tego rodzaju dokumenty.
Należy także w tym miejscu zauważyć, że jakkolwiek Art. 23. 1. Ustawy o samorządzie gminnym stanowi: (…) Radny utrzymuje stałą więź z mieszkańcami oraz ich organizacjami, a w szczególności przyjmuje zgłaszane przez mieszkańców gminy postulaty i przedstawia je organom gminy do rozpatrzenia, nie jest jednak związany instrukcjami wyborców. – Mieszkańcy mają często problem z kontaktem z radnym.
Konkretnie taki, że nie ma z nimi możliwości kontaktu. Trudno, więc liczyć na to, że radny podejmie zgłaszane przez mieszkańców tematy, nie tylko w odniesieniu do podmiotów komunalnych, a nawet w ogóle odniesie się do składanej korespondencji.
W związku z powyższym należałoby raczej doprecyzować art. 6 projektu Ustawy poprzez stwierdzenie, że radny, jako przedstawiciel organu władzy publicznej podlega obowiązkowi udostępniania danych publicznych na takich samych zasadach, jak wspomniany organ.
A co za tym idzie, w związku z pełnieniem mandatu nakłada się na niego takie same obowiązki administracyjne, dotyczące korespondencji, jak w przypadku organu, w którym pełni te funkcję. Podobnie, jak w przypadku ustawy o petycjach, nie ma żadnej możliwości wyegzekwowania udzielenia odpowiedzi na przesyłane pisma, co stoi w rażącej sprzeczności z istotą demokracji przedstawicielskiej.
2) Obowiązek powiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa lub o jego popełnieniu spoczywa na każdym obywatelu, zgodnie z Kodeksem postępowania karnego: "Każdy dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję" (art. 304 § 1 k.p.k.)
Jest to społeczny obowiązek. Są również takie przestępstwa w przypadku, których istnieje bezwzględny obowiązek prawny zgłoszenia, ale niezależnie od przesłanek, rzecz dotyczy przestępstw ściganych z urzędu. Nie będziemy tu omawiać oczywistych niedostatków edukacji, dotyczącej zysków społecznych, prawnych, finansowych z wypełniania tego obowiązku, chcemy natomiast zwrócić uwagę na pośrednie zdejmowanie go z obywateli, poprzez zapisy projektowanego aktu.
Art. 2 Projektu Ustawy o jawności życia publicznego, zakłada umieszczenie w niej definicję sygnalisty w brzmieniu: sygnalista – osoba fizyczna lub przedsiębiorca, których współpraca z wymiarem sprawiedliwości polegająca na zgłoszeniu informacji o możliwości popełnienia przestępstwa przez podmiot, z którym jest związana umową o pracę lub innym stosunkiem umownym może niekorzystnie wpłynąć na jej sytuację życiową, zawodową, materialną.
W tym miejscu należy zauważyć, że przestępstwa opisane w art. 218 k.k., które obejmują ochroną prawa osób wykonujących pracę zarobkową, są czynami ściganymi z urzędu.
A zatem – konsekwentnie – jest to społeczny obowiązek zgłaszającego. Jeżeli w wyniku takiego zgłoszenia, pracownik doznaje mobbingu, dyskryminacji, rozwiązania umowy o pracę – przysługuje mu szereg środków odwoławczych. Zgodnie z treścią art. 94 pkt 2b kodeksu pracy, pracodawca jest zobowiązany w szczególności do przeciwdziałania dyskryminacji w zatrudnieniu, a tym samym pracownik ma prawo pracować w takich warunkach gdzie nie dochodzi do działań.
W tym – z powodu zgłoszenia możliwości popełnienia przestępstwa.
Możemy mieć w tym przypadku do czynienia także z poczuciem zdjęcia odpowiedzialności obowiązku takiego zgłoszenia z wszystkich pozostałych pracowników, którym znane są naruszenia prawa, a nie został im nadany status sygnalisty. W związku z powyższym wnosimy o wykreślenie z projektu Ustawy zapisów dotyczących sygnalistów, bądź rozszerzenie definicji o osoby niepracujące w podmiocie, o którym mowa w projekcie. Obawiamy się, że taki status posłuży funkcjonowaniu osób o statusie „nie do ruszenia”, być może pożytecznych dla rozmaitych władz. Już w tej chwili mamy do czynienia z ochroną działaczy związkowych, którzy niezupełnie, bądź w ogóle nie spełniają swojej funkcji. Przypominamy, że Art. 23. 1. Ustawy o związkach zawodowych stanowi: Związki zawodowe sprawują kontrolę nad przestrzeganiem prawa pracy oraz uczestniczą, na zasadach określonych odrębnymi przepisami, w nadzorze nad przestrzeganiem przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. 2. Jeżeli w sprawach, o których mowa w ust. 1, zdaniem związku zawodowego postępowanie organu administracji państwowej i samorządu terytorialnego lub pracodawcy jest niezgodne z prawem lub narusza zasady sprawiedliwości, związek może wystąpić do właściwego organu z żądaniem spowodowania usunięcia we właściwym trybie stwierdzonej nieprawidłowości.
A zatem z definicji, członkowie związków zawodowych są, co do zasady sygnalistami.
I przysługuje im z tego tytułu ochrona zatrudnienia. W przedsiębiorstwach, w których nie działają związki zawodowe, prawodawca nałożył obowiązek konsultowania zmian z wyłonioną reprezentacja pracowników. Którym przysługuje taka sama ochrona, jak w przypadku działaczy związkowych.
Przy tym należy zauważyć, że o nadaniu statusu sygnalisty zdecyduje prokurator. Następnie może zdecydować, że mu ten status zabierze, jeżeli przekazane przez niego informacje, nie umożliwią wszczęcia postępowania przygotowawczego w sprawach, których dotyczyły.
Czyli wina sygnalisty, że się do zgłoszenia słabo przygotował. Spowoduje to, że już chociażby w sprawach korupcyjnych, prokurator będzie mógł żądać dodatkowych dokumentów, czy pozbawić statusu sygnalisty takiego zgłaszającego. Zatem przepisy odnośnie sygnalistów należy bezwzględnie poprawić.
Podzielamy w tym względzie zastrzeżenia przedstawiane przez Fundację Batorego