Obchody Dnia Flagi w 2017 r. na Placu Zamkowym
Obchody Dnia Flagi w 2017 r. na Placu Zamkowym c Nowoczesna, fot. Łukasz Kamiński

Polska nie będzie naprawdę niepodległa, dopóki jakaś partia będzie odmawiać części Polaków prawa do patriotyzmu. I dopóki nie zajmiemy się tym, co z darem niepodległości zrobić w przyszłości i jak go rozwijać.

REKLAMA
Za rok będziemy obchodzić stulecie odzyskania niepodległości. 11 listopada 2018 mógłby – i powinien – połączyć Polaków. Takie święto pozwala każdej wspólnocie odnaleźć wspólne emocje i radość.
Czego trzeba, by tak się stało? Na świecie jest ponad 190 niepodległych państw. Każde z nich jakoś obchodzi rocznice swojej niepodległości. Widziałem takie święta w ponad trzydziestu krajach. Im mniejsza pewność swojej tożsamości, im większa niepewność historii, im więcej w niej białych plam, im bardziej autorytarne i nacjonalistyczne rządy, tym bardziej rocznice te były sztywne i oficjalne. Tym mniej angażowały one zwykłych ludzi. Były bardziej pokazówką władzy niż prawdziwym świętem obywateli.
Czy my też jesteśmy w Polsce na to skazani?
Pomysły na nowoczesną niepodległość
Nie chcę, by taki był 11 listopada. A dziś nasza wspólnotowość nie oferuje nam zbyt wielu możliwości przeżywania tego dnia. Wystarczy popatrzeć na agresywny nastrój Marszu Niepodległości i wznoszone tam okrzyki. To nie jest marsz, na który może pójść każdy, z rodziną, dziećmi i przyjaciółmi.
Z drugiej strony, nie ma zbyt wiele innych form cieszenia się z 11 listopada, chyba że za taki uznamy wywieszenie na balkonie flagi albo tradycyjny obiad z gęsiną. Jest wielu Polaków, których żadna z tych form – agresywnych czy pasywnych – zwyczajnie nie satysfakcjonuje. Mnie także nie.
Wolałbym, aby był to dzień, w którym każdy z Polaków znajdzie własny sposób i formę, by wyrazić swoją radość i dumę. Odnajdzie czas i miejsce, by na swój sposób poczuć się częścią wspólnoty. Myślę, że pomogłyby w tym trzy rzeczy.
1. Cieszmy się z niepodległości na różne sposoby
Po pierwsze, różne sposoby celebrowania tego święta.
Ciągle brakuje nam dobrych pomysłów, jak to zrobić, symbolicznie i godnie, ale też i na luzie. Nie tylko w formie mszy i wieców oraz oficjalnych przemówień, ale także koncertów, wystaw, debat, dyskusji. Pamiętania nie tylko poprzez zadumę nad poległymi i znaczeniem czynów zbrojnych, ale również przez dumę z tego, jacy jesteśmy dzisiaj jako państwo, i co osiągnęliśmy.
Dramatycznie potrzebujemy patriotyzmu współczesności, a nie patriotyzmu ciągłego zawodzenia nad trumnami. Nowego sposobu wyrażania dumy z niepodległości przez dumę z kultury, kuchni, piosenki, tańca, filmu, bycia ze sobą we wspólnocie na różne sposoby. Bo to wszystko składa się przecież dziś na naszą niepodległość. To jest jej treścią. Nasza niepodległość to współczesność, nie tylko historia, jak do niej doszliśmy.
Można czcić 11 listopada z traumą minionej niesuwerenności i plemiennym kijkiem w tyłku, a można radośnie i w poczuciu dumy z osiągnięć.
Wolę ten drugi sposób. Bo przywołując Churchilla: niepodległość po coś wywalczyliśmy. Nie po to, żeby siedzieć na brzegu rzeki i płakać. Wolę by Polska dojrzale rozwijała państwo, społeczeństwo, kulturę i siebie. By dzień niepodległości świętował sukcesy, a nie klęski.
2. Politycy, ręce precz od historii
Po drugie, by dojrzale zarządzać niepodległością i świętowaniem jej, powinniśmy zabrać politykom kontrolę nad historią. Polityka nie może zajmować się historią i jej wykładnią. Bo politycy nią bezwzględnie manipulują.
Polskie celebrowanie niepodległości jest zbyt silnie nastawione na przeszłość. Tego nie da się szybko zmienić, bo mamy swoją trudną historię. Ale historia nie może być narzędziem dzielenia ludzi. A PiS tak właśnie jej używa.
Nie będziemy prawdziwie niepodlegli, nie nauczymy się jako naród odczuwać i przeżywać prawdziwej i spokojnej dumy z naszej niepodległości i osiągnięć, jeśli nie uznamy we własnym sercu i umyśle całej swej historii, a nie tylko jej części.

Nie staniemy się jako naród dojrzali i nie pozbędziemy się kompleksów niższości, dopóki każdy Polak nie zrozumie, że nasze dzieje to nie tylko blaski, ale i cienie – i one też są nasze. Że polska historia to nie tylko Grunwald, konstytucja 3 maja i Unia Lubelska, ale także Targowica, Jedwabne i magnackie rokosze. Że to nie tylko Powstanie Warszawskie i Bitwa Warszawska, ale także praktyczne niewolnictwo chłopów aż do XIX w. oraz szmalcownictwo podczas wojny.
Sorry, tacy jesteśmy, taką mamy historię. Można ją przemilczeć i przekłamywać, albo uznać za swoją, ocenić i wyciągnąć wnioski. Polska i Polacy dążyli do niepodległości i dojrzałości długą i krętą ścieżką, i często zbaczali na ślepe tory. Różni Polacy oddalali i przybliżali nas do niej. Nie da się tego wymazać z kart naszej historii.
Politycy PiS nie potrafią uznać całej przeszłości, wolą nią manipulować. To nie jest droga do rozwijania niepodległości, ale do kłamstwa i zniewolenia. Dopóty nie będziemy w pełni przeżywać święta niepodległości, dopóki nie będziemy sami ze sobą szczerzy w kwestii swojej przeszłości. I dopóki jakaś partia polityczna będzie pogrywać historią tak, by jednych w społeczeństwie wywyższać, a drugich poniżać.
Tak – nie będzie prawdziwego świętowania niepodległości, dopóki jakakolwiek partia, jakikolwiek rząd, będzie odmawiał części Polaków prawa do patriotyzmu, do świętowania niepodległości, do bycia częścią wspólnoty. Dopóki jakikolwiek polityczny lider będzie wyzywał swoich rodaków od „gorszego sortu” i „zdradzieckich mord”. Każdy, kto tak robi, stawia się po stronie mentalnego okupanta współobywateli, i świadomie pomniejsza polską niepodległość.
Mówiąc konkretem, nie będzie pełnego świętowania niepodległości, dopóki jakakolwiek władza będzie chciała przemilczeć rolę w odzyskaniu wolności Józefa Piłsudskiego albo Lecha Wałęsy.
Zajmijmy się wreszcie przyszłością
I po trzecie, w naszym myśleniu o niepodległości za mało jest przyszłości. A przecież jej służy niepodległość.
Nie wywalczyliśmy jej sobie, nie okupiliśmy jej krwią po to, by dzisiaj nie wiedzieć, co z nią zrobić. Dziś gdy mówimy o suwerenności mało rozmawiamy o przyszłości. Zupełnie jakbyśmy nie umieszczali niepodległości w tym kontekście i nie wiedzieli, jak ją wykorzystać.
Bo ten rząd naprawdę tego nie wie. Upija się swoja celebracją patriotyzmu, swoją polityką historyczną, a zupełnie nie potrafi zadbać o to, by niepodległość rosła i się wzmacniała. Tymczasem niepodległość jest nie tylko pewnym stanem faktycznym, jest również stanem świadomości.
PiS prezentuje anachroniczną, XIX-wieczną koncepcję obecności w świecie i przestarzałą koncepcję suwerenności. Taką z czasów epoki kamienia łupanego, bo już nawet nie „koncertu mocarstw”. Nie potrafi połączyć twardej walki o swoje interesy z dobrą współpracą z innymi krajami. A takie połączenie znacznie poszerza dziś suwerenność i dobrobyt wielu krajów.
Mało który kraj wdraża dziś model suwerenności „ja kontra wszyscy”, raczej dominuje model „suwerenny ja i suwerenna reszta”, w którym uznając swoją tożsamość i interesy szuka się wspólnych zwycięstw. Fałszywie pojmowana „suwerenność dziecka”, które jeszcze nie odkryło gdzie są bariery i możliwości często kończy się boleśnie. Tak może być i w tym przypadku. Polska polityka zagraniczna jest toczona przez taką właśnie chorobę, i dobrze byłoby dokonać jej mądrej zmiany.
Bo obecnie polityka zagraniczna i „polityka histeryczna” PiS narażają Polskę nie na wzrost, ale na utratę suwerenności. Osłabiają państwo i naszą niepodległość.
Winimy za swoją historię innych, ale to nie Jałta i nie Okrągły Stół, nie Magdalenka i nie Unia Europejska zdecydowały o tym, jak zagospodarowujemy swoją suwerenność przez ostatnie dwie dekady. Decydują o tym od 1989 r. polskie rządy: w dużym stopniu słabe, kłótliwe, oportunistyczne, nie kierujące się racją stanu, nie potrafiące myśleć o przyszłości, za ostrożne, bez wyobraźni.
To one, a nie jakieś ciemne siły, odpowiadają za to, że nie potrafiliśmy zbudować silnego państwa, że wydarzyły się afera reprywatyzacyjna, Amber Gold, SKOK-i, karuzele VAT, przemyt paliw i tytoniu na wielką skalę.
To niskiej wyobraźni klasy politycznej zawdzięczamy, że model gospodarczy Polski zbyt sługo opierał się na dostarczaniu taniej siły roboczej, a w zbyt małym stopniu rozwijał to, co każdy postrzega w Polakach jako najcenniejsze – kreatywność, innowacyjność i przedsiębiorczość. To polskie rządy nie przeprowadziły reprywatyzacji i nie stworzyły dostatecznie dobrych warunków do działania przedsiębiorczości, to one niszczą dziś zaufanie do instytucji, demolują Trybunał Konstytucyjny, sądy i media.
Pytanie o niepodległość to również pytanie o sposób, w jaki wykorzystamy ten dar. Małe znaczenie ma więc to, kto stanie obok Andrzeja Dudy 11 listopada w tym roku albo za rok. Jedyne co się liczy, to fakt, czy potrafimy wykorzystać niepodległość i ją rozwijać.
Marzę, abyśmy co roku 11 listopada nie tylko czcili przeszłość, ale i rozmawiali o przyszłości. O swoich marzeniach. Tych najbardziej ambitnych. O szklanych domach i obfitych ogrodach w których chcieliby mieszkać, o sprawiedliwym, godnym i szczęśliwym życiu jakim chcieliby żyć. I żeby to było paliwo do myślenia o polskiej niepodległości, powód do dumy z niej.
Aby 11 listopada był dniem rozmowy o tym o jakiej – a nie „czyjej” – Polsce marzymy. O tym, jak sprawić, by niepodległość wzmacniała się i kwitła, a nie więdła. Jak zadbać, by nie przeciekła nam przez palce –bo przecieka.
Są kraje, które tak właśnie pojmują wyzwania niepodległości. W których święto niepodległości to nie tylko święto wspólnej historii i więzów krwi, ale także święto wspólnego myślenia o przyszłości. Jestem pewien, że chciałby tego również wielu Polaków.