Żeby czytać ten blog trzeba zgodzić się z jednym: nigdy nie będę reklamy piętnował dla samego piętnowania. Zwłaszcza na poziomie: zła, szkodliwa, masońska.
Reklamy uwielbiam. Im więcej oglądam filmów tym częściej dziwie się jak to możliwe, że wciąż pojawiają się coraz lepsze i lepsze pomysły. Coraz ciekawsze rozwiązania, coraz ciekawsi aktorzy, interesujący montaż, chodząca po głowie muzyka. Jak do cholery udaje się w 30 sekundach zmieścić historie- ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. No jednym słowem, żyje reklamą i mam nadzieje, że Wy też spojrzycie na nią w ten sposób. Ale wracając do tematu- jeden produkt, dwie reklamy. Pamiętacie emitowaną do zmęczenia reklamę Lipton Ice Tea z Hugh Jackmanem tańczącym wesoło pomiędzy Azjatami? Przyznaje, że zmęczyła mnie wtedy, tak samo jak męczy wiele reklam z występującymi w nich celebrytami. W tym sezonie Hugh wrócił, ale w nieco innym stylu i z dużo smaczniejszym "przymrużeniem oka" co do swej celebrytowatości.
Film przyjemnie się ogląda, jest ładnie zrealizowany. Cieszy oko dobór lokacji, smakują kolory, tempo opowiadania jak i puenta.
Jednakże, w tym samym czasie światło dzienne ujrzał film "Wodospad"
I tu z kolei jest gorzej. Można powiedzieć, że to typowy przykład reklamy bazującej na wielokrotnie powtarzanych gagach, metaforach i porównaniach. Drogo, tandetnie. Nic świeżego, nic odkrywczego i z pewnością nic wartego przypomnienia sobie po latach. Ot, jedna z reklam, które wyłączamy na YouTube gdy minie upragnione 5 sekund, po których można kliknąć „pomiń reklamę”
Dlaczego tak oceniam ten film?
Rozkładając go na części pierwsze i począwszy od pierwszych sekund. Razi płaskość i teatralność scenografii.
Sztuczne kwiaty, podkolorowana woda wystrzeliwująca pod ciśnieniem, rekwizyty na biurku bohaterów w pierwszym planie i wszechobecne nijakie, nowiutkie kartony na dalszych planach. Zatrzymajcie film i poczujcie ten plastik, sztuczność i nieżyciowość filmu.
Biurko na, którym stoi woda i dwie szklanki? Albo jeden telefon idealnie w rogu i tyle samo kartek? Tak u Was wyglądają biurka? Gość z kartonami na wózku brodzący przez wodę. Okey, u mnie w firmie też są kartony, ale za nic nie przypominają takich jak te- złożonych przez rekwizytora pięć minut przed ujęciem i do tego wyraźnie pustych. Marna rybka przepływająca w kadrze w sekwencji pod wodą? I na koniec zamykająca historie część biurowa. Oderwijcie wzrok od bohatera na pierwszym planie, oderwijcie wzrok od epizodystów siedzących w drugim planie przy biurku bez kabli, kubków za to z trzema kalkulatorami. Zerknijcie głębiej na chodzących statystów w tle. Klasyczny, szybki zabieg, na wypełnienie kadru, stosowany w kręconych na szybko serialach. Puszczamy w tle poruszających się liniowo statystów, koniecznie w innej osi niż kierunek poruszania się bohatera i mamy na prędce stworzone wrażenie, że "coś się dzieje". Może więc i coś się dzieje, ale ja widzę tam tylko snujących się statystów. I mam nadzieje, że teraz Wy też widzicie to samo.
Patrzcie na reklamę inaczej niż zwykle. Patrzcie na kostiumy, na rekwizyty, na drugi i trzeci plan. Zaczniecie wtedy dostrzegać różne majstersztyki, ale i wpadki, niedopilnowania czy zwykłe oszczędności budżetowe. A i przy tym odkryjecie, czemu niektóre filmy fabularne tak wciągają i pozwalają się wczuć, a czemu innym "czegoś brakuje". Właśnie temu. Film to kadr. A kadr musi być kompletny.
Biorę łyk orzeźwienia, ale z tym:
Czy nie przypominam Wam on, naszego Asa, który nomen omen jest dość podobny do mojego Korektora.
