Katarzyna Wiśniewska przejechała się w Gazecie Wyborczej po Dorocie Gawryluk. Poszło o felieton dziennikarki Polsatu o in vitro. Publicystka Wyborczej uznała go za przejaw ciemnoty, religijnego zabobonu i głupotę którą można usłyszeć tylko na kazaniu wiejskiego proboszcza. Przykre, że zdaniem Wiśniewskiej przeciwnicy in vitro mogą być tylko kościelnymi głupkami.

REKLAMA

W Polsce trwa dyskusja o ustawie o in vitro. Kogo w niej mamy.

Zwolennicy konserwatywnej ustawy sądzą, że tylko oni posiadają moralne prawo do racji w tej sprawie. Stoi za nimi przecież nauka Kościoła Katolickiego, którą każdy Polak powinien podzielać. Ich zdaniem za przeciwników mają lewackich, wielkomiejskich lemingów, zwolenników antykoncepcji, aborcji, eutanazji i sodomii, którzy zabijają dzieci.

Zwolennicy liberalnej ustawy sądzą, że są oświeconymi przedstawicielami jasnej strony mocy, są mądrzejsi i lepiej wyedukowani. Po drugiej zaś stronie stoją zapatrzone w ciemnych proboszczów wiejskie głupki, które nic o świecie nie wiedzą i żyją według zabobonu w zabitych dechami wiochach na Podkarpaciu.

Nic nie wiem o medycznych kompetencjach publicystki Gazety Wyborczej. Być może zgłębiała ona w karierze zawodowej "tajniki medycyny". Jeśli tak było, to warto by o nich w tekście napisała. Czytam jednak dalej:

To właśnie ten zabójczy argument - Gawryluk pewnie nawet Wikipedii nie zna, bo wszystko, co wie o świecie, wie z kościoła. A na wakacje jeździła albo do Watykanu, albo na Maltę. Ewentualnie spędzała urlop na sierpniowych pielgrzymkach do Częstochowy, lub w Fatimie.

Dorota Gawryluk jest dla przypomnienia prowadzącą jeden z trzech najważniejszych telewizyjnych programów informacyjnych w Polsce. Nie jest to stanowisko, które się zdobywa za siedzenie w kościele i pokorne słuchanie wiejskich proboszczów. Nie jest to robota, którą można wykonywać z wiedzą o świecie ograniczoną do "Uważam Rze" i katolickich pisemek. Jest wprost przeciwnie. Dorota Gawryluk jest od kilkunastu lat bardzo dobrze znaną dziennikarką, która ma na koncie sporo sukcesów. I którą osobiście wysoko cenię za jakość pracy w Polsacie.

Ile do powiedzenia o in vitro ma, zdaniem Katarzyny Wiśniewskiej, Dorota Gawryluk? Oddajmy głos Gazecie Wyborczej:

No tak, Gawryluk opowiada według Wiśniewskiej takie dyrdymały, że wszyscy szybko o tym zapomną. W przeciwieństwie do oświeconych felietonów w Gazecie Wyborczej. Cóż. To trudna sprawa. Biorąc pod uwagę pozycję telewizji i nakłady gazet może być jednak inaczej. Zobaczymy.

Nie mogę powiedzieć, by Dorota Gawryluk przedstawiła najlepsze argumenty w sprawie in vitro. Jej felieton dla katolickiego "Idziemy" jest ideologiczny.

Tyle, że odpowiedź Katarzyny Wiśniewskiej w Gazecie Wyborczej jest nie mniej ideologiczna.

Możemy mieć w Polsce dobrą dyskusję o in vitro. Żeby jednak była dobra Gazeta Wyborcza nie powinna uciszać Doroty Gawryluk. Gawryluk jest tak samo upoważniona do wyrażania opinii w tej sprawie jak Katarzyna Wiśniewska.

Kiedyś prawo do wyrażania opinii miała tylko jedna partia. Potem miała je tylko jedna gazeta. Teraz mamy czasy internetu. Każdy ma święte prawo brania udziału w dyskusji, każdy może ze swoją opinią dotrzeć do czytelników. Gazeta Katarzyny Wiśniewskiej nie ma monopolu na słuszna poglądy. Nie ma go także telewizja Doroty Gawryluk.

W kotle na blogach, forach, na różnych stronach, na Twitterze, na Facebooku i tysiącach innych miejsc ścierają się opinie. Czytajmy je, spierajmy się o nie, ale nie wysyłajmy ich do diabła. W tym przypadku do Kościoła.