Do historii przeszły już modele mogące pokonać milion kilometrów bez remontu silnika. Wobec obecnie produkowanych modeli użytkownicy coraz częściej wyrażają się za pośrednictwem słowa „jednorazówka”. Czy tak jest faktycznie? Ten test odpowie na to pytanie.

REKLAMA
Wybór padł na auto z wypożyczalni. Dlaczego? Bo gdzie indziej użytkownicy samochodu najmniej przejmują się jego eksploatacją? Gdzie indziej można znaleźć egzemplarz, który dotychczas użytkowała nieokreślona ilość kierowców, każdy ze swoimi przyzwyczajeniami i umiejętnościami? Taką siłą dedukcji w moje ręce „wpadła”, prawie dwuletnia, Skoda Fabia kombi z manualną skrzynią biegów i z najmocniejszym (105 KM) trzycylindrowym silnikiem Diesla.
Jak doskonały okazał się to wybór niech świadczy ilość obtarć, rys i ubytków na lakierze zaznaczonych na protokole odbiorczym auta. Patrząc się tylko na niego można by dojść do wniosku, że samochód brał udział w jakiejś strzelaninie leżąc na dachu – tylko on nie został zaznaczony.
logo

O ile z zewnątrz widać było podejście i „doskonałe” umiejętności poprzednich użytkowników w kierowaniu tym skomplikowanym pojazdem, to wnętrze prezentowało się jakby nikt w nim nie przebywał. Jakby wszystkie rysy i obtarcia powstały w wyniku chodzących dookoła modelu osób z ostrymi przedmiotami. Skąd, zatem wziął się przebieg 46 935 kilometrów w odbieranym egzemplarzu? Musiał tyle przejechać. Fotele nie tylko dobrze wyglądały wizualnie, ale zachowały swoje właściwości nadane im jeszcze w fabryce. Plastiki, może nie najpiękniejsze i najprzyjemniejsze w dotyku, ale zdecydowanie okazały się użytkoodporne (z wyłączeniem tych w bagażniku, ale o tym później). Nie było na nich żadnych śladów zużycia. Wszystkie fabrycznie naniesione oznaczenia dalej prezentowały się jak w dniu umieszczenia. Co istotne, Fabia była praktycznie w podstawowej wersji wyposażenia. Co prawda posiadała nieźle grający sprzęt audio, Bluetooth, czy też manualną klimatyzację, ale pozbawiona była praktycznie wszystkich systemów aktywnego wspomagania kierowcy (oprócz tych obowiązkowych, bez których Skoda nie otrzymałaby homologacji). Nie posiadała również czujników parkowania, nawigacji, czy też podgrzewanych foteli. Jej wyposażenie można by określić jako wystarczające minimum. I co najważniejsze, wszystko działało dalej sprawnie. Tym większe należą się słowa uznania dla Skody, że nie poskąpiła środków na materiały wnętrza.
Lubicie latać Boeingami? To dobrze. Lubicie latać, ale nie robicie tego tak często jakbyście chcieli? To nawet lepiej. Jeżeli lot Boeingiem powoduje uśmiech na waszej twarzy i przynosi tylko dobre skojarzenia, Fabia będzie je odświeżać. Jest w niej w zasadzie tak samo głośno. Mało tego. Dźwięki dochodzące do uszu mają praktycznie tą samą intonację, co silniki odrzutowe Boeinga. Jeżeli przylecielibyście i ktoś odebrałby was tym egzemplarzem z lotniska, moglibyście nie zauważyć, że zmieniliście środek transportu.
Najmocniejszy z dostępnych w gamie silników Diesla zapewnia bardziej niż satysfakcjonujące przyspieszenie i elastyczność na każdym biegu – z wyłączeniem pierwszego, on służy tylko do zasygnalizowania ruszenia. Pomimo, że przyspieszenie potrafi wcisnąć w fotel, to – pozostając przy porównaniu z Boeingiem – wciśnięcie jest zdecydowanie subtelniejsze, aczkolwiek pozwala na sprawne wyprzedzenie. Za to tłumienie nierówności jest lepsze – nie podskakujemy jak kamień na wodzie robiący „kaczki”.
logo

Do prowadzenia Fabi trzeba się przyzwyczaić i nauczyć nią powozić. Wszystko zależy od tego, jakim modelem na co dzień jeździcie. Pozostając dalej w lotniczych porównaniach, bliżej jej do Boeinga, niż samolotu akrobatycznego. O ile na drodze szybkiego ruchu jest stabilna, o tyle na gminnych drogach przypomni kierowcy, że prowadzi on kombi. Tylne zawieszenie – szczególnie przy pustym bagażniku – ma tendencje do podskakiwania na nierównościach. Przy poprzecznych muldach na drodze czasami dochodziły z tyłu niepokojące odgłosy. Po oględzinach okazało się, że to tylna roleta przypomina o swoim istnieniu, a nie żaden z elementów zawieszenia informuje o dochodzeniu do końca swoich dni. Tak skrzynia biegów, jak i sprzęgło pracowały sprawnie i nie posiadały objawów nadmiernego zużycia.
Nikt nie kupuje kombi, żeby jeździć z pustym bagażnikiem. Jeżeli umieścicie w nim walizkę, która nie zajmie całej jego powierzchni, otrzymacie jeszcze jeden – dodatkowy – element wyposażenia: miernik ostrości zakrętu. Przy praktycznie każdym, nawet płynnym wejściu w zakręt, będzie z niego dochodził odgłos przesuwającej się walizki. Chwilę potem usłyszycie informację plastiku o osiągnięciu przez nią maksymalnej szerokości bagażnika. Jeżeli pokonywać będziecie sekwencje zakrętów, nie musicie ich liczyć. Ilość dźwięków „pierdut, pierdut, pierdut”, określi dokładnie ich liczbę, a wy otrzymacie potwierdzenie, że to, co umieściliście w bagażniku dalej się tam znajduje. Cierpią na tym plastiki. Praktycznie wszystkie były porysowane przez umieszczone wcześniej w nim bagaże. Problem rozwiązałoby zastosowanie maty antypoślizgowej, ale wypożyczalnia nie zdecydowała się na taki dodatkowy wydatek. Ale poszukajmy pozytywów: żaden z plastików nie był pęknięty.
Podsumowując. Skoda stworzyła model, który nie boi się przemierzanych kilometrów i przechodzenia z „rąk do rąk”. Trwałość wszystkich elementów okazała się nad wyraz odporna na użytkowników i ich pomysły w korzystaniu z nich. Brawo. Jeżeli nie przeszkadza wam nadmierna głośność w kabinie, nie musicie się martwić, że nie jeździcie ubrani tylko w jedwab, bo inaczej jej wnętrze będzie przypominało mieszkanie po nalocie szczeniaków.