W tym tygodniu zobaczyłam „Klątwę” Frljića w Teatrze Powszechnym i „Kler” Smarzowskiego. Zobaczenie tych dwóch niezwykle poruszających dzieł przypomina efekt fali uderzeniowej. Pierwsza narzucająca się refleksja była, jak to możliwe, by w Polsce powstały tak antyklerykalne utwory, wywołujące ogromne kontrowersje i protesty. A jednak im większe zapędy cenzorskie są wobec nich podejmowane, tym większe tłumy „walą” do teatru i kin. Drugą refleksją było, przecież jak nie w Polsce, to gdzie jest najlepszy klimat na antyklerykalizm? W jakim kraju Kościół pozostaje wciąż całkowicie bezkarny, mimo ogromnej skali przestępstw seksualnych, których dopuściło się wielu księży.
Z kolei przed filmem Kler zamykają się kolejne miasta, w których nie będzie go można pokazywać. Cenzorskie zapędy rozkwitają. Podobno minister Jaki chciałby nawet zakazać pokazu filmu w Warszawie.
Kościól zacznie płacić za swoje przewiny. Jak w Irlandii, jak w USA, jak wszędzie.
Koniec nietykalności i bezkarności polskiego Kościoła.
Chwała artystom! Warto zauważyć, że to artyści są w tej chwili w awangardzie zmiany społecznej. Ujawnienie i zdjęcie tabu z przestępstw Kościoła, które nie udało się politykom i społecznikom, udało się artystom.
