Można przypisać idiotyczne wpadki Pana Prezydenta w Berlinie rzekomo zastawionym “pułapkom”.
REKLAMA
Wydaje się Państwu to niemożliwe? A jednak. Można przypisać idiotyczne wpadki Pana Prezydenta w Berlinie rzekomo zastawionym “pułapkom” – a potem skojarzyć zadanie niepożądanych pytań przez niemieckich dziennikarzy z agresją Niemiec 1939.
Można? Można. Tylko trzeba się nazywać Jacek Karnowski:
https://wpolityce.pl/polityka/418172-prezydenta-polski-potraktowano-w-berlinie-skandalicznie
Mniejsza jednak o idiotyzmy dobrze opłacanego przez SKOK-i agitatora partii władzy. Interesuje mnie bardziej proces, zachodzacy w głowie Andrzeja Dudy. Jak bardzo musi on być pokrętny, by w stolicy Niemiec wyrazić zrozumienie dla Brexitu, a także insynuować gospodarzom cenzurę prasy, przy okazji wywlekając bolesne dla Niemców wydarzenia, z których tylko propaganda putinowska ma radość.
Nie, nie mówię, że Andrzej Duda jest agentem wpływu Putina.
Ale kogo mamy za Prezydenta?
Ale kogo mamy za Prezydenta?
