"Kapusta kiszona po polsku nie ustępuje żadnej obcej (1838 r.) Weź kapusty głowiastej, zaszatkuj i układaj w beczce warstwami np. warstwę kapusty na 2 cale grubości, posyp solą, a co dwie warstwy posyp jałowcu lub kopru, zamiast soli, natomiast na następującą warstwę dwa razy tyle soli. Można dodać jeśli chcesz 2 butelki wina białego; pokryj to wszystko dużemi liśćmi kapuścianemi które gdy się psuć zaczną, odmień, przykryj deszczułką i przyciśnij kamieniami. W 15 dni zbierz pianę z wierzchu, obmyj deszczki; już jest gotowa, bierz według potrzeby, płucz wodzie ciepłej przed użyciem."
Kiszona kapusta i bigos urastają wręcz do rangi narodowych symboli, choć historia bigosu jest powikłana i brzmi, z dzisiejszego punktu widzenia, dość zaskakująco. Choć dziś przez całą zimę możemy łatwo znaleźć świeżą kapustę, to nie możemy się obejść bez kiszonej: jej smak i przygotowywane z nią potrawy są nam z jakiegoś tajemniczego powodu niezbędne do życia. O bigosie może następnym razem, na razie przypomnimy kiszone jabłka, których powrót na nasze stoły mógłby wzbogacić naszą kuchnię prawie tak samo tak jak kiszona kapusta.
Kiszone jabłka Jana Szyttlera
Wziąć jabłka winne, gatunku najlepszego, bez plam, nie pobite, ułożyć w baryłce dwudziestogarcowej, przekładając warstwami cząbru z miętą, tak, aby jedno drugiego nie dotykało. Jeżeli się biorą do tego gruszki, wybrać jeden gatunek bergamotów i tak samo urządzić; dopiero zalać tym sposobem: np. wziąć mąki gryczanej garncy dwa, pszennej tyleż, w naczyniu drewnianem zaparzyć wrzącą wodą tyle aby zajęła jabłka lub gruszki i przemieszać mąkę, gdy się to ustoi, przez dobę, położyć zwolna na nią sito i czystą wodę, nie mącąc nalewać na jabłka czyli gruszki, zrobić okrągły woreczek takiej wielkości jaką ma powierzchnia beczki, nasypać do niego piasku, i na przykrytą szczelnie denkiem baryłkę położyć i na lodzie utrzymywać, a kiedy mróz to w piwnicy. Co tydzień zdejmować ten worek, obmyć zimną wodą i gdy woda ścieknie znowu położyć na jabłkach. Używają się te jabłka lub gruszki do pieczystego i na deser, które mogą trwać aż do Wielkiejnocy.
Jan Szyttler, Kucharka oszczędna, Wilno 1835.
