Sądzić by można, że pomniki służą upamiętnieniu, refleksji, a nawet budowie pewnej wspólnoty. Stołeczny pomnik Lecha Kaczyńskiego zamiast łączyć - dzieli. Pytanie brzmi, czy aby na pewno intencją pomysłodawców było łączenie? [POLEMIKA]
REKLAMA
Redaktor Paweł Gawlik z Gazety Wyborczej w swoim tekście „Pomnik Kaczyńskiego już z nami zostanie. Czas wyciszyć emocje” [LINK] żałuje, że ani prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Walt, ani prezydent-elekt Rafał Trzaskowski nie odcięli się od deklaracji szefa klubu Platformy Obywatelskiej w Radzie Warszawy o przeniesieniu pomnika z placu Piłsudskiego po upadku „pisowskiego reżimu”.
Ja żałuję, że wciąż tak wiele uwagi poświęca się konwenansom, podczas gdy nasza demokratyczna rzeczywistość ulega stałej i systematycznej destrukcji do której doprowadzają politycy ugrupowania, które reprezentował Lech Kaczyński. To nie jest tak, że mam coś przeciwko konwenansom, wprost przeciwnie, bo to między innymi konwenanse na swój sposób spajają społeczeństwo. Jednak w momencie, w którym biorą one górę nad zdrowym rozsądkiem i świadomością politycznej rzeczywistości, robi się nieciekawie.
Redaktor Gawlik pyta, "czy klub [PO w Radzie Warszawy - przyp. autora] kiedykolwiek wyszedł z propozycją uhonorowania prezydenta ulicą albo pomnikiem”? Nie, nie wyszedł. Tylko nie rozumiem, dlaczego autor uważa, że z inicjatywą uhonorowania prezydenta mają wychodzić ludzie, którzy uważają prezydenturę Lecha Kaczyńskiego za mierną w najlepszym przypadku? Dlaczego z taką inicjatywą powinni wychodzić ci, którzy uważają, że plac Piłsudskiego nie jest miejscem na upamiętnienie zmarłego Prezydenta, do którego to upamiętnienia, jak autor słusznie zauważył, doprowadzono naginając prawo do granic możliwości? Dlaczego ci ludzie powinni organizować konkursy, dzięki którym pomnik byłby może odrobinę mniej szpetny? Bo tak wypada? Bo tak byłoby elegancko? Może i tak, ale w innych czasach.
Autor wyobraża sobie „czołówki serwisów internetowych z całego świata ze zdjęciami robotników zdejmujących z cokołu na polecenie Platformy pomnik demokratycznie wybranego prezydenta”. Nie jest w tym jedyny, również je sobie wyobrażam. Nie muszę sobie za to wyobrażać czołówek serwisów internetowych z całego świata traktujących o tym, co się w Polsce dzieje od trzech lat. Der Spiegel pisze o „puczu w Sądzie Najwyższym”, zaś The Economist donosi, że „Polska ze wzoru europejskiej integracji stała się bólem głowy”. Kolejny nagłówek pochodzi z Frankfurter Allgemeine Zeitung: „Partia dyktuje, czym jest prawo. Przypomina to czasy sowieckie”. New York Times pisze, że "obserwowanie sytuacji w Polsce przez ostatnie kilka tygodni było przygnębiającym doświadczeniem, że przez długi czas Polska była prymusem Europy Wschodniej. Lecz w ostatnim czasie zeszła na drogę rządów prawicowej dyktatury”, zaś w The Guardian przeczytamy, że premier Polski wypowiedział słowa „haniebne” a „Polska i Węgry mogą stać się pierwszymi zbójeckimi państwami w Unii Europejskiej”.
Autor nazywa „barbarzyństwem” ewentualne przeniesienie pomnika Lecha Kaczyńskiego, stawiając słuszną skądinąd tezę, że do tej pory „los taki spotykał w zasadzie tylko pomniki dyktatorów w krajach, które uwolniły się spod jego jarzma”. Zastanówmy się może najpierw co jest, a co nie jest barbarzyństwem?
Kiedy z mównicy sejmowej posłowie partii rządzącej nazywają innych idiotami, czy kanaliami, kiedy na sali plenarnej Sejmu jeden z posłów wykonuje obraźliwy gest, pokazując środkowy palec. Kiedy obserwujemy coraz bardziej prymitywne zachowania parlamentarnych przedstawicieli i kiedy widzimy, że jakiekolwiek standardy polityczne są na równi pochyłej, kiedy politycy PiS bezczelnie wymuszają stawianie pomników, których nie chcemy, wtedy możemy mówić o barbarzyństwie. Kiedy rząd demontuje trójpodział władzy upolityczniając wymiar sprawiedliwości, kiedy próbuje się ograniczać prawa kobiet, jednocześnie hołubiąc pseudopatriotyczne ruchy radykalnych nacjonalistów, kiedy z powagi i majestatu Rzeczpospolitej robi się pośmiewisko na arenie międzynarodowej, kiedy zmusza się innych do życia i funkcjonowania pod dyktando naszego światopoglądu, i wreszcie kiedy stawia się na prymat religii nad nauką, wtedy możemy mówić o barbarzyństwie. Czy to wszystko rozbudza emocje? Oczywiście! Ale czy po trzech latach politycznej chuliganerii naprawdę podchodzimy do tego bez refleksji i głębszego zastanowienia? Nie sądzę. Emocje w polityce zawsze były i będą obecne. Obserwując bieżące wydarzenia można oczywiście debatować nad obecnością rozumu, jednak on także był, jest i będzie obecny.
Redaktor Gawlik ma rację w tym, że politycy Platformy Obywatelskiej brali udział w marszach, podczas których na transparentach przypominano słowa Lecha Kaczyńskiego na temat Trybunału Konstytucyjnego. Myli się jednak co do tego, że był on dla nich autorytetem. Część społeczeństwa faktycznie uważa zmarłego prezydenta za postać wybitną i to do nich owe transparenty były adresowane. Bo wynoszenie na piedestał zmarłego prezydenta, przy jednoczesnym deptaniu tego, w co wierzył i co mówił, jest nie tylko hipokryzją, ale również cynizmem i ignorancją. Laurka tworzy się sama.
Jarosław Kaczyński zrobił ze smoleńskiej katastrowy i śmierci swojego brata narzędzie walki politycznej, zaś prawda na jej temat nie liczy się od dawna. A nawet jeśli, to nie przyjmuje jej do wiadomości. Co więcej, jest on osobą odpowiedzialną za groteskowy spektakl jakim stało się „upamiętnianie” tej tragedii. Jeśli ktoś, kiedykolwiek zbijał na tym polityczny kapitał, to jest to prezes partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”. Wsadzanie w te buty opozycji nijak się ma do rzeczywistości. Pamiętajmy też, że warszawiacy zostali w kwestii pomnika postawieni przed faktem dokonanym. Jako mieszkaniec tego miasta nie życzę sobie pomnika Lecha Kaczyńskiego, a jeśli już ma się znajdować w przestrzeni miejskiej, to w miejscu do tego właściwym. Z jakich powodów ten pomnik powinien powstać? Z uwagi na zasługi sprawowania przeciętnej prezydentury w mieście, czy w państwie? Z uwagi na to, że zginął śmiercią tragiczną? W stolicy mamy ponad dwadzieścia osiem miejsc pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej - pomniki, tablice i popiersia. O kolejne, mieszkańców powinni pytać inicjatorzy, nie przeciwnicy inicjatywy. Ale któż z obecnego rządu zawracałby sobie głowę pytaniem Polaków o cokolwiek? Czy to nie jest kolejny przykład barbarzyństwa?
Nie możemy się zgodzić na stawianie pomników człowiekowi, który był słabym prezydentem, wzniecał wrogość w społeczeństwie, działał pod dyktando swojej partii i najzwyczajniej w świecie szczuł Polaków przeciwko sobie. Niestety, wiele osób zdaje się nie rozumieć, że szacunku nie da się ani zadekretować ani wymusić, zaś stawianie pomników takiej postaci jest po prostu niemoralne.
