Jeśli patrzeć na kontynent europejski geograficznie jako całość, to w oczywisty sposób można dostrzec więcej problemów niż tylko te, które widać w samej Unii Europejskiej. Zresztą, dotyczą one również samej Unii. O stabilności i perspektywach Unii decydują przecież także sąsiedzi: na już pozaeuropejskim południu, wyraźnie w krajach Afryki Północnej, na Bałkanach, w obszarach partnerstwa wschodniego oraz w Rosji.
REKLAMA
To szerokie spojrzenie ujawnia mnóstwo napięć i skrajności targających dzisiaj Europą.
Europejską Nagrodę Sacharowa w Parlamencie Europejskim właśnie otrzymał Oleg Sencow, ukraiński reżyser filmowy, aktywny na Majdanie 5 lat temu, bohater walki o integralność terytorialną Ukrainy, przeciwnik aneksji Krymu i zawłaszczania Donbasu przez Rosję. Aresztowany, osadzony - jest teraz za kołem polarnym. Wypadają mu zęby i włosy, głoduje walcząc o uwolnienie Ukraińców trzymanych w rosyjskich więzieniach. Historia, jak z Dostojewskiego, jak z carskiej albo stalinowskiej Rosji, jak z książek Sołżenicyna.
Ale to jest także dzisiejsza, współczesna historia europejska. Sencow, o którym się mówi, że się nie podda, chyba że umrze - sam o sobie w liście do Parlamentu Europejskiego napisał: „chcę naprawdę pokazać, że zasłużyłem swoim życiem na tę nagrodę...”.
Agresywna Rosja na rubieżach Europy, Sencow za kołem polarnym w łagrze. A w Strasburgu zamach terrorystyczny.
Terrorysta - samotny wilk, czy pionek w wielkiej organizacji. Strach, tragedia, zamknięte centrum Strasburga i Parlament Europejski owej nocy. Asystentka jednej z komisji pokazuje mi zdjęcie z krwią przed hotelem, w którym mieszka. Ten atak rodzi dwie reakcje. Jedność w walce o normalność europejskiego życia, co wyraża się przyjęciem w PE kolejnych, klarownych rekomendacji do walki z terroryzmem, co tworzy podstawy dla lepszej koordynacji nie tylko walki, ale i prewencji. Zarazem - obok tej jedności jest wola rozwijania świata takiego, jakim jest Unia Europejska: integracji krajów, otwartości, jednolitego rynku, szacunku dla praw człowieka.
A naprzeciw tej postawy są bełkotliwe okrzyki skrajnej prawicy podczas posiedzenia parlamentu, domagające się potępienia unijnych wartości, bo to rzekomo one ( „lewackie”) sprowadzają na Europę terroryzm i groźby fundamentalizmu islamskiego.
Ci, którzy wykrzesują z siebie te emocje i chcą je rozpalić w Unii - przeciw każdej odmienności - nie opierają swojego przekazu na analizie, danych, rzetelnym rozpoznaniu trudnych spraw ( jak np.problem uchodźców i migracji). Żyją wyłącznie w oparach emocji. Jak jeden z polskich posłów, który domagał się debaty na temat sytuacji we Francji po wielkich protestach „żółtych kamizelek” podając jako uzasadnienie, że na zdjęciach pokazujących manifestacje oraz czołgi otaczające miejsca protestów ( co samo w sobie nie jest miłym obrazem o demokratycznym rodowodzie) widać było, że miały one rzekomo flagi europejskie. Nic to - że to osławiony fake news, że to dezinformacja, wymyślony dla celów walki politycznej antyeuropejski obrazek - co po publikacji tych zdjęć w Sieci zostało powiedziane, wyjaśnione tysiące razy.
Ci sami posłowie, którzy mówią, że Unia i jej instytucje nie powinny się wtrącać w wewnętrzne sprawy krajów - bo łamanie zasady praworządności w Polsce, czy reguł wydawania środków UE w Czechach traktują jako wewnętrzne sprawy tych krajów, bez żadnego wstydu domagają się, by jednak ingerować w wewnętrzne sprawy Francji....
Pełna instrumentalizacja wartości, polityki, zasad. Pełne rozchwianie rygorów i spójności rozumienia tego, czym jest Unia Europejska.
Gorące emocje i ujawniające się skrajności w rozumieniu Europy i jej problemów podsycane są wielką skalą dezinformacji, fałszywek informacyjnych. Część przekazów dezinformacyjnych ma swoje korzenie w Rosji, pochodzi od zewnętrznych wrogów UE.
Ale część, olbrzymia część antyeuropejskiej narracji pochodzi z europejskich ruchów populistycznych i nacjonalistycznych, także od szefów rządów, jak węgierski premier Viktor Orban. Ostatnie protesty biorące się z niezgody na restrykcyjne ograniczenia prawa pracy - nazwał wprost atakiem na chrześcijańską tradycję Węgier. To kłamstwo rzeczowe i ideowe. To sianie strachu - bo na strachu dobrze się buduje reżym autorytarny.
Dobrze, że w Unii nie tylko dyskutuje się, ale i podejmuje realne działania w walce z dezinformacją. Od reagowania i sprawdzania faktów, poprzez współpracę platform internetowych, flagowanie tekstów uznawanych za fałszywki informacyjne, rosnące współdziałanie wszystkich partnerów ekosystemu informacyjnego online i offline, by odsłaniać kłamstwa i podejmować działania na rzecz edukacji medialnej, na rzecz uczenia krytycznego myślenia.
Jedno - czego brakuje, to mocniejszego wskazania, że źródłem problemu oprócz Rosja trolli i botów Putina są również populiści stricte europejscy. Bo to nie tylko Unia jest atakowana dezinformacyjną bronią, ale i demokracja - ta w środku Unii, w krajach członkowskich, atakowana z samego środka Unii. I to wyzwala bezradność. Paraliżuje Radę Europejską i jej zdolność decyzyjną.
Największą słabością Unii są dzisiaj jej państwa członkowskie, dokładniej mówiąc - rządy.
Ale nie jest tak do końca, że brunatne siły mają przewagę i pewność wygranej.
Ostatnie dni właśnie pokazały, że nawet na Węgrzech coś się zaczyna ruszać. Protesty w parlamencie, konfuzja Orbana, manifestacje uliczne - to początek odzyskiwania przez społeczeństwo węgierskie swojej obywatelskiej, społecznej, związkowej siły. Katalizatorem nie było wyrugowanie Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego z Budapesztu, ale przyjęcie w parlamencie ustawy naruszającej prawa pracownicze, wymuszającej tzw.pracę niewolniczą, czyli ponadgodzinową w dużej skali ( 400 godzin) za niskie wynagrodzenia, i w rozliczeniach 3 letnich.
Na pewno do obudzenia się silnej opozycji na Węgrzech jest jeszcze daleko - ale alchemiczny proces buntu już się rozpoczął. Te procesy obywatelskiego buntu tlą się w Rumunii, w Czechach, na Słowacji, na Malcie. Są mocne u nas - w Polsce.
Europa populizmu, buntów obywatelskich, aktów terrorystycznych, zagrożeń ze strony Rosji - i Europa Brexitu.
Nie wiadomo, jak się rzeczy ułożą. Po trudnych rozmowach przygotowujących grunt do szczegółowych negocjacji, przy kurczącym się czasie ( koniec marca zgodnie z regułami Traktatu i funkcjonowania art.50), przy niejasności wynikającej z orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości ( choć to w jakimś sensie niepodważalne) mówiącego o możliwości odwrócenia procesu wyjścia z UE, i przy politycznej słabości Pani Premier May i jej kontredansie decyzyjnym - nie wiadomo, jak wybrnąć z tak splątanej sytuacji, jak rozciąć ten węzeł gordyjski....
Brexit z porozumieniem i wynegocjowanym okresem przejściowym, który nigdy nie zamieni się tzw.stałą prowizorkę - jest coraz mniej prawdopodobny. Odwrócenie Brexitu, nawet mimo orzeczenia ETS, jest politycznie mało możliwe w Wielkiej Brytanii, choć do ponownego referendum nawołuje Tony Blair. Brexit bez porozumienia staje się coraz bliższą realnością i kraje europejskie, Rada Europejska musi się nad tym zastanawiać. Ale będzie to najgorsza z możliwych wersja Brexitu.
Czy Unia Europejska da sobie radę z wieloma z tych problemów ? Tak, jak dawała sobie radę przez już ponad 60 lat swojego istnienia. I pomimo dzisiejszego kryzysu przywództwa w różnych krajach.
Czy była kiedyś taka sytuacja, że przy kumulacji zagrożeń, przy tym swoistym europejskim tańcu skrajności - działo się to przy słabnącej pozycji liderów Francji i Niemiec, i przy relatywnie słabym przywództwie w instytucjach unijnych ( częściowo chyba jednak poza Tuskiem), które jest także pochodną końcówki kadencji.
Chyba nigdy tak nie było.
I dlatego wybory do Parlamentu Europejskiego są tak ważne. To będzie znacząca próba sił, która pokaże nie tylko to, które ugrupowania są najmocniejsze, a które słabną, ale też pozwoli zobaczyć, czy i jaką przyszłość ma Europa.
Michał Boni
14 grudnia 2018
14 grudnia 2018
