
Przed chwilą dotarła do mnie wiadomość, że zmarł biskup Tadeusz Pieronek. Był wspaniałym człowiekiem, odważnie mówiącym prawdę niezależnie od tego, czy się to komuś podobało, czy nie. Mało jest takich ludzi! Mówił mądrze. Potrafił ze zgiełku wielu poglądów i wielu opinii wydobyć tę najwłaściwszą, a jeśli jej brakowało - to sam taką opinię formułował. I mówił zwięźle. Bez gadulstwa. Ale właśnie dlatego każde jego słowo tak wiele znaczyło.
REKLAMA
Był także moim Przyjacielem. Takim prawdziwym! Zawsze mogłem na Niego liczyć! Szczęśliwy los zbliżył nas w 1998 roku. Właśnie wtedy ja objąłem funkcję rektora AGH, a biskup Pieronek został rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej. Obaj byliśmy nowicjuszami (bo kadencja pozostałych rektorów trwała od 1996 roku), więc trochę nieswojo się obaj czuliśmy podczas spotkań kolegium rektorów Krakowa - i to nas trochę zbliżyło.
Ale najlepsze miało dopiero nadejść!
Jesienią 1998 roku po raz pierwszy pojechałem do Rzymu, żeby zabiegać o to, by Papież Jan Paweł II zgodził się przyjąć Doktorat Honoris Causa AGH. Jak wiadomo, cel osiągnąłem i Święty Jan Paweł II jest dziś członkiem społeczności akademickiej mojej uczelni. Ale podczas tego wyjazdu do Rzymu zdarzyło się coś jeszcze. Mieszkałem dla oszczędności w Domu Polskim (obecnie imienia Jana Pawła II) przy Via Cassia 1200 i gdy po pracowitym dniu dotarłem tam wieczorem bardzo wygłodzony - okazało się, że kolacja serwowana tego dnia była bardzo marna. W dodatku grupa rodaków z USA, którzy przybyli do Rzymu z pielgrzymką, wypiła całe przydziałowe wino i zaczęła się bardzo głośno zachowywać.
I wtedy podszedł do mnie biskup Pieronek, którego wcześniej nie zauważyłem, bo był ubrany po cywilnemu, i zaproponował, że zna niedaleko miłą małą restaurację ze wspaniałą włoską kuchnią - więc może byśmy zrezygnowali z "przydziałowej" kolacji i poszli zjeść coś porządnego?
Takiej propozycji nigdy nie odmawiam, więc już po chwili znaleźliśmy się w zupełnie innym wnętrzu i spróbowaliśmy zupełnie innej kuchni. Przy pysznych daniach i kieliszku dobrego wina dobrze nam się rozmawiało i w końcu Tadeusz zaproponował, żebyśmy zaczęli sobie mówić po imieniu. Takiej propozycji od takiej Osoby także nigdy nie odmawiam, więc wróciliśmy na nocleg już jako przyjaciele.
Przyjaźń ta przetrwała wiele prób. Jak przypominam na zdjęciu powyżej - rywalizowaliśmy w konkursie "Mistrz Mowy Polskiej" w 2001 roku. Nie wiem, jak to się stało, ale ja wygrałem, a Tadeusz mi to wspaniałomyślnie wybaczył. Zresztą ten konkurs był dla mnie prawdziwie szczęśliwy, bo w jego finale zyskałem jeszcze jednego przyjaciela, którym został profesor Wiktor Zin (ten od "Piórkiem i węglem") - ale o tym pisałem we wcześniejszym wpisie, więc teraz tego wątku tutaj nie rozwinę.
Przyjaźni biskupa Pieronka zawdzięczam też jedną z najdziwniejszych przygód mojego życia. Mianowicie gdy w 2004 roku biskup kończył swoją służbę na stanowisku rektora Papieskiej Akademii Teologicznej i obchodził jubileusz 70-lecia - jego współpracownicy postanowili zadedykować mu książkę. Wybrano tytuł "Lex Tua in Corde Meo" ("Twoje prawo w moim sercu") ponieważ profesor Pieronek był specjalistą prawa kanonicznego.
Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy redaktorzy książki zwrócili się do mnie, żebym napisał jeden z rozdziałów. Wiedząc, że pozostałymi autorami są wybitni teolodzy, prawnicy, filozofowie i ogólnie humaniści - broniłem się, że nie potrafię, że to nie moja dziedzina, że ja po prostu "jestem z innej bajki". Ale przekonał mnie argument, że to sam Jubilat życzył sobie, żeby w tej dedykowanej mu książce znalazł się tekst napisany przeze mnie. Napisałem więc esej "Wartości duchowe w cyberprzestrzeni" (jest dostępny poprzez ten link) i odtąd w moim spisie publikacji mam rozdział w książce wydanej w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Przyznacie Państwo, że w dorobku inżyniera to rzecz dość osobliwa, prawda?
Punktów stycznych z biskupem Pieronkiem mógłbym wskazać więcej. Na przykład to, że obaj co tydzień pisaliśmy felietony zamieszczane w tej samej "Gazecie Krakowskiej". Czasem zresztą występowaliśmy razem
i nawet jeśli mieliśmy odmienne zdania, to potrafiliśmy - jak to się czasem mówi - "pięknie się różnić".
A dzisiaj ta wiadomość:
Tadeusz nie żyje.
Odtąd będę mógł mówić : Miałem przyjaciela biskupa.
I tylko ja wiem, ile bólu jest w tym czasie przeszłym...
