Chianina

Czekając na popis Bolta na Olimpiadzie, chciałam podsumować toskańskie przeżycia kulinarne tego lata. Z częstotliwości wpisów wyglądałoby, że próżnuję..Nic bardziej mylnego! Bardzo intensywnie szkolę się kulinarnie i już wkrótce przedstawię Wam kilka ciekawych przepisów kuchni meksykańskiej, hiszpańskiej i potrawy, których nauczyłam się na kursie u Kurta Schellera.

REKLAMA

A więc:

Koniecznie spróbujcie różnych rodzajów pecorino, polecam sklep Zazzeri w Pienzie (z którego pochodzi Pecorino Toscano). Właściciel pakuje sery w folię i można je spokojnie przywieźć do domu, w lodówce wytrzymają kilka tygodni. Mnie najbardziej smakował ten w sadzy i w sianku.W tym sklepie znajdziecie też wspaniałe mieszanki przypraw. Takie jak ta ze zdjęcia, do putaneski.

Jak traficie do stolicy Chianti Greve to polecam pizzę w Pizza e Bottega, zaraz przy rynku, obok Kościoła S.Croce. Ta oto była najlepsza jaką jadłam podczas tego pobytu - z gorgonozlą, bresaolą i rukolą.

Pobyt we Włoszech w ogóle by się nie liczył bez lodów i chianiny.

Najlepsze lody dotychczas jedliśmy na rynku w San Gimignano, Gelateria DiPiazza ->http://www.gelateriadipiazza.com/english/coppa-del-mondo.html Próbowałam wielu smaków, ale najbardziej zapadły mi w pamięci malinowe z rozmarynem. Obłęd. Zamierzam takie zrobić w domu.

Chianinę (nazwa rasy pochodzi od doliny Chiana, położonej w Toskanii), czyli doskonałą wołowinę, z jak wyczytałam najstarszej na świecie rasy bydła, można zjeść w każdej restauracjiw Toskanii. Mięso jest posolone, popieprzone i szybko zgrillowane z odrobiną rozmarynu. Nic więcej nie potrzeba. Genialne.

O winie wiem niewiele, ale próbowaliśmy tych najbardziej znanych, czyli Brunello di Montalcino (Montalcion jest przepiękne!) i Nobile di Montepulciano i mnie nie powaliły. Także te z kogutem moim zdaniem nie gwarantują niezpomnianego przeżycia. Próbujcie więc wszystkiego:)