W nocy „nasz” Oscar pojechał do Iranu. Tak zresztą od dawna mówili fachowcy. Za 150 dni w Londynie igrzyska. Nie wiadomo, kto wygra w pływaniu i siatkówce, ale wiadomo, że złote medale dostaną Hindus Anish Kapoor i Irakijka Zaha Hadid. Nie staną na podium dlatego, że szybko biegają i skaczą, ale świat się nimi zachwyci za wartość dodaną do sportu, czyli za sztukę na igrzyskach. To już dzisiaj pewne jak pewny był Oscar dla Iranu.
Kapoor zaprojektował wieżę Orbit, która w brytyjskich ambicjach ma być odpowiedzią na Wieżę Eiffla. A którą nazywają już dzisiaj różnie – od ataku oszalałych dżdżownic po spaghetti w sosie bolońskim. Wieża kosztowała majątek, który wyłożył krajan Kapoora pan Lakshmi Mittal. Jak wiadomo, ma on wszystkie huty na świecie, a nawet więcej. Bez sponsora ciężko dzisiaj pobić rekord świata, a tym bardziej wybudować wieżę wyższą od Big Bena.
Kapoor urodził się w Mumbaju (za starej Polski mówiło się Bombaj), Zaha Hadid urodziła się w Bagdadzie. Diwa światowej architektury zachwyci w Londynie świat, nadzwyczajnej urody i lekkości (jak to ona) pływalnią. Miała budować największy polski wieżowiec tuż obok Marriotta, ale bliżej nie wiadomo co z tym projektem się dzieje. Chyba się komuś nie podobał. Jak to u nas.
Podobnie jak filmowiec irański, Anish i Zaha udowadniają krzepiącą dla prowincjonalnego świata tezę, że urodzić się można wszędzie, żeby spełnić swoje marzenie. Sport tak jak film potrzebuje „łinerów” z dalekiego świata. Poprawia sobie w ten sposób samopoczucie. Choć tak naprawdę nawet ci artystyczni geniusze wykształcili się i działają w centrach dyktujących standardy cywilizacyjne. Pewnie inaczej tych Oscarów by nie dostali…
