J. Kaczyńskie nie odniósł się do tej pory do artykułu w Gazecie Wyborczej
J. Kaczyńskie nie odniósł się do tej pory do artykułu w Gazecie Wyborczej pis.org.pl

Jarosław Kaczyński, „szeregowy” poseł i prezes partii rządzącej bez problemu mógł zaciągnąć gigantyczny kredyt od kontrolowanego przez państwo (czyli przez swoją partię, a de facto przez siebie) banku na 1,3 mld zł w celu wybudowania przez spółkę "Srebrna" w centrum Warszawy budynków, na których miała zarabiać fundacja, w której radzie zasiada sam Kaczyński. Cała inwestycja owiana była tajemnicą, dlatego do jej realizacji powołana została szybko inna spółka. Co to ma wspólnego z uczciwością?

REKLAMA
W publikacji „Gazety Wyborczej” wkradł się błąd. W artykule czytamy, że rozmowę nagrano pod koniec lipca 2017 roku. Nic podobnego. Nagranie musiała zostać zarejestrowana rok później, czyli w gorącym okresie kampanii samorządowej w Warszawie. Jarosław Kaczyński zaniepokojony był pojawieniem się Jana Śpiewaka, jako kandydata na prezydenta stolicy, który zarzucił PiS, że partia ta chce wybudować bliźniacze wieżowce przy Srebrnej. Sprawa stała się medialna. Prezes śledząc sondaże przedwyborcze obawiał się, że Patryk Jaki przegra wybory, a od wygranej kandydata PiS w stolicy zależało powodzenie inwestycji w centrum stolicy.
Najważniejsze osoby w państwie: premier, dwóch marszałków Sejmu RP, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, którzy z uporem maniaka twierdzą, że Jarosław Kaczyński wykazał się uczciwością, przestrzeganiem prawa, próbują zwyczajnie poprawić samopoczucie prezesowi, zaklinają rzeczywistość i drżą o swoje stanowiska. Mecenas Jacek Dubois - pełnomocnik austriackiego biznesmena, podkreśla, że wszystkie rozmowy z jego klientem od początku do końca prowadził Jarosław Kaczyński, który nie miał pełnomocnictwa, aby reprezentować "Srebrną", choćby dlatego, iż jest zawodowym posłem. Partia również nie może prowadzić działalności gospodarczej. Prezes powoływał się też na wpływy. A to już jest niezgodne z prawem. To właśnie były podstawy, żeby złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Sprawa była na tyle utajniona, dlatego "Srebrna" nie jest nawet w stanie zapłacić firmom, które wykonały już prace. Wówczas Jarosław Kaczyński zaproponował dziwne rozwiązanie - wejście na drogę sądową, czym zaskoczona była tłumaczka. Można przypuszczać, że to temida miała zobowiązać wyrokiem "Srebrną" do zapłaty zaległości. W lipcu, kiedy prowadzona była owa rozmowa, trwała batalia PiS o sądy, więc można spodziewać, że prezes mógł liczyć na werdykt na jego korzyść. Na nagraniu słychać również, że wszyscy jej uczestnicy są w zażyłych stosunkach. Zwracają się do siebie po imieniu. Wynika z tego, że to biznes partyjny, rodzinny i koleżeński. Jedyne czego obawiał się Kaczyński, to to, że wyjdą na jaw niejasne interesy, które może wykorzystać opozycja i media, co mogłoby zaważyć na wynikach wyborów. Obawiał się również przecieków z sądu. Główny negocjator nie może sobie pozwolić na zapłatę podwykonawcom, ponieważ nie sposób byłoby wyjaśnić wyprowadzenia ze spółki kilku milionów złotych bez pokrycia w fakturach. Nie umknęłoby to przecież uwadze dziennikarzy, którzy kilka miesięcy wcześniej zajęli się K - Tower w tekście "Kaczyński deweloper".
Teraz wyobraźmy sobie polityka opozycji, który prowadzi takie rozmowy i stoi za wielką inwestycją szacowaną na 1,3 mld zł z publicznych środków, wykorzystując swoje wpływy. W jednej chwili zostałby uruchomione służby specjalne, a tenże polityk znalazłby się szybko za kratkami, a wraz z nim osoby zaangażowane w proceder. Medialnie i politycznie zostałyby natychmiast zniszczony. Ale nie prezes Kaczyński, który kontroluje służby specjalne, policję, prokuraturę oraz sądy, a do realizacji swoich celów może śmiało wykorzystać spółki skarbu państwa. Od wtorku czołowi politycy PiS próbują przekonać opinię publiczną, że prezes Kaczyński znalazł się podczas rozmowy z biznesmenem przypadkiem i wykazał się wyjątkową uczciwością, co ma czynić go człowiekiem prawym, wręcz krystalicznym. Takimi wypowiedziami wykazują się wyjątkową arogancją i szydzą ze swoich wyborców. Nie można spodziewać się oczywiście, że nagle partia rządząca posypie głowę popiołem, a rząd runie w posadach, ponieważ prezes po prostu kontroluje całe państwo.
Legł jednak w gruzach wizerunek Kaczyńskiego i cała strategia partii, dzięki czemu PiS wygrało wybory w 2015 roku. To właśnie PiS miało walczyć ze skompromitowanymi elitami. Pamiętamy przecież zbulwersowanego prezesa, który cofnął w 2017 roku decyzję o kolosalnych podwyżkach dla posłów i ministrów. To Kaczyński kazał zwrócić nagrody przyznane ministrom i wojewodą przez ówczesną premier Szydło. Z kolei przed wyborami samorządowymi zakazał kandydowania członkom PiS, którzy czerpią gigantyczne dochody w spółkach skarbu państwa. Prezes objawiał się Polakom, jako pierwszy sprawiedliwy i aż do bólu uczciwy człowiek. Do tej pory Kaczyński przestawiany był, jako „asceta” bez konta w banku, który nie zna się nawet na płaceniu rachunków za gaz. Prawdziwy wizerunek szefa PiS będzie szokiem dla wyborców i to oni rozliczą prezesa podczas wyborów. To właśnie próby przyznawania sobie nagród przez PiS najbardziej zbulwersowało opinię publiczną. Nierealne będzie stworzyć inny, nowy wizerunek, ponieważ prezes grzmiał, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, a ci, którzy myślą inaczej powinni odejść. Było to oczywiście nawiązanie do koalicji PO - PSL. Tą narracją Zjednoczona Prawica doszła do władzy.
Jeśli ktoś twierdzi, że artykuł GW jest "kapiszonem", wystarczy poczekać na wyniki sondaży. Wyborcy partii rządzącej po prostu mogą czuć się oszukani. Przecież prezes miał walczyć z elitami i układami, z patologią w polityce, a sam stał się twórcą kliki, której jest guru. Kaczyński latami obsesyjnie szukał układów i sieci powiązań polityczno - biznesowych. Okazuje się, że sam je tworzył w zaciszu gabinetu przy Nowogrodzkiej. Udzielał wywiadów, w których jasno deklarował brak przywiązania do sfery materialnej. Idealnie i skutecznie wmawiał wszystkim swoją "ascezę". Być może te poszukiwania spisków i układów tak naprawdę było próbą zwalczania biznesowej konkurencji? Najważniejsze, że w końcu mamy pewność i dowód (na taśmie), że to Jarosław Kaczyński stoi za spółką "Srebrna" i podejmuje w niej strategiczne decyzje. To z nim spotykają się wszyscy, którzy mają coś wspólnego z budową wieżowców, a nie ze fundacyjnymi "słupami". To on pociąga za biznesowo-polityczne sznurki i jako szef rządzącej partii ma tak naprawdę nieograniczoną władzę w Polsce (repolonizowane banki, spółki skarbu państwa, prokuratura, ministerstwa czy sądy - wszyscy na usługach Prezesa PiS). O tym, że PiS bało się skutków publikacji GW, świadczą poniedziałkowe zatrzymania bliskich współpracowników Antoniego Macierewicza.
News dnia miał przykryć przedsiębiorczość prezesa. Tymczasem "Taśmy Kaczyńskiego" przełożono na wtorek. Efekt jest taki, że PiS pokazuje patologię w swoim obozie władzy. Do tego dochodzi afera KNF i wiele innych, a odbiór jest jednoznaczny - w szeregach partii Kaczyńskiego roi się od czarnych owiec, z czego władza musi się dzisiaj tłumaczyć. Dodatkowo sam prezes zapewniając o swojej uczciwości i rozliczeniu się z austriackim biznesmen nie dotrzymał słowa, dlatego sprawa znalazła się w prokuraturze. A to nie koniec Afery Srebrna. GW zapewnia, że ma kolejne nagrania, które będzie stopniowo upubliczniać, odkrywając nowe rewelacje. A to dopiero początek afery.
dc