Ostatnie tygodnie pokazały stan naszego państwa. Jedna afera goni drugą, a w międzyczasie ta pierwsza dogania trzecią, a to wszystko jest okraszone udowadnianiem, że czarne jest białe, a białe jest czarne. Jednak przede wszystkim te ostatnie tygodnie pokazały nam, jak niewielką odpowiedzialność czujemy za nasze państwo jako społeczeństwo.

REKLAMA
"Opowieść o państwa prawa to bajka"
- J. Kaczyński
Obecnie głównym graczem polskiej polityki jest oczywiście partia o szumnej nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Problem w tym, że z prawem i sprawiedliwością to wiele wspólnego nie ma. Przykłady można mnożyć, ale przywołajmy pierwsze z brzegu. Prawo? Sprawa Taśm Kaczyńskiego jest już szeroko znana i na tyle, na ile znamy prezesa partii rządzącej, możemy założyć, że w sprawie biurowców Srebrnej nie chodzi o jego prywatną korzyść. Prędzej chodzi o szukanie dodatkowych pieniędzy na finansowanie partyjnego aparatu i uzależnianie od siebie ludzi, którzy dla pieniędzy zrobią wiele a cechują się syndromem Bierny-Mierny-(ale)Wierny. Sprawiedliwość? Przedstawiciele PiS wykrzykując „precz z komuną” zabierają emerytury ludziom, którzy z komuną mieli tyle wspólnego, że w jej trakcie pracowali. Dlaczego to kłuje w oczy? Bo jednocześnie otaczają się ludźmi, którzy w swoich komunistycznych kartotekach mają wpisane „Tajny Współpracownik”. Dość wspomnieć, że ci ludzie całkiem przyzwoicie przy tej władzy zarabiają.
- Idź na wybory!
- Eee, mój głos nic nie znaczy.
Mamy państwo, w którym partia rządząca wprowadziła karuzelowych prezesów w spółkach skarbu państwa, również tych strategicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego. Karuzelowy prezes to taki, który zostając prezesem już wie, za ile miesięcy przestanie nim być, żeby zrobić miejsce dla kolejnego sympatyzującego z aparatem partyjnym. Ważne, że przez te kilka miesięcy wpadnie do kieszeni kilkaset tysięcy zł i pewnie jakiś milion odprawy. W państwowej Enerdze niedawno hucznie świętowano powołanie siódmego już prezesa. W przeciągu trzech lat.
To wszystko jest oczywiście skrzętnie notowane i fabrycznie przerabiane na słowną papkę bez znaczenia przez rzeczniczkę partii rządzącej, której niemal każda publiczna wypowiedź dość jasno określa jej stosunek do przeciętnego, polskiego widza. Z kamiennym wyrazem twarzy dowiesz się od niej, że czarne jest białe a białe jest czarne. I to bez mrugnięcia okiem. Są wątpliwości związane z oświadczeniami majątkowymi Kaczyńskiego? „To krystalicznie uczciwy człowiek”! Kolejna osoba z jego otoczenia współpracowała z SB? „Nie znam sprawy”. Spałowali cię pseudonarodowcy? „Ja ich rozumiem”. PiSowski minister dorzuci jeszcze, że „to wina totalnej opozycji”.
Premier państwa polskiego robi pośmiewisko ze swojego urzędu organizując konferencję, na której wykrzykuje „człowieku, daj fakturę”, tylko po to, żeby chronić szeregowego posła i prezesa partii rządzącej, któremu formalnie nie podlega. Z kolei w innej aferze, którą obserwujemy równolegle, Prezes Narodowego Banku Polskiego pozwala sobie na skandaliczne wycieczki słowne tylko po to, żeby przypadkiem nie wyjaśnić ile zarabiają jego najbliższe współpracowniczki, co do których kompetencji i zakresu obowiązków są, delikatnie rzecz ujmując... pewne wątpliwości. Oczywiście same zainteresowane w przedmiotowej sprawie się nie wypowiadają. Kaczyński w sprawie taśm również nie. Pomijam oczywiście radosny wywiad w jednym z propagandowych dzienników obecnej władzy, w którym prezes partii stwierdza, że „na taśmach nic nie ma”. No, skoro tak stwierdził, to znaczy, że tak jest. W końcu to prezes.
- Idź na protest!
- Eee, to nic nie da.
I to jest kolejny przykład dramatu naszego państwa, którym de facto nie rządzi ani premier, ani prezydent, ani rząd, tylko szeregowy poseł, prezes partii rządzącej. Poseł, który nie ma konta w banku, wygląda jak obwieś, udaje ofiarę losu i jawi się jako krystalicznie uczciwy i kulturalny, może trochę zamknięty w sobie, ale w gruncie rzeczy sympatyczny starszy pan. Jednocześnie ten sympatyczny starszy pan zarządza partyjną maszyną ludzi pozbawionych własnego jestestwa, którzy wykonają każde jego polecenie bez mrugnięcia okiem. Byle mieć władzę, byle dzielić i rządzić tymi resztkami, którymi Ukochany Przywódca się nie zainteresuje. No i oczywiście, żeby mieć… pieniądze. Bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zatrudniłby tej zgrai w swojej prywatnej firmie. Ale ciepła posadka w spółce skarbu państwa… Czujecie piniądz?
Służby państwowe zamiast zbadać sprawę, nie robią z nią kompletnie nic, ale nikt się niczego innego nie spodziewa, bo przecież na czele dwóch kluczowych dla sprawy służb, stoją faceci, którzy przez lata pracowali dla spółki, która jest w centrum całej afery związanej z taśmami Kaczyńskiego. Ale to nie wszystko, bo szef jednej z tych służb w wypowiedzi do mediów stwierdza, że „agencja nie jest od tego, żeby zajmować się prywatną spółką”, co w zasadzie rodzi pytanie o dotychczasową działalność tejże agencji, nie tylko w sprawie prywatnych spółek (jak Huawei i afera szpiegowska, czy właśnie Srebrna), ale również o dbanie o nasze bezpieczeństwo, bo co gdyby jakaś prywatna spółka była przykrywką dla działalności agenturalnej obcego wywiadu? Też się tym nie zajmie? To kto ma się zająć? MacGyver? Drużyna A?
- A wiesz, że zwinęli twojego sąsiada? Był na jakimś proteście.
- I tak nigdy go nie lubiłem.
Oświadczenia majątkowe opozycyjnego posła, który od miesięcy jest zaszczuwany przez upolitycznione służby państwowe, kontrolowało czterech agentów CBA. Nie trzeba chyba wspominać, że w oświadczeniach nic znaleźli, ale za to znaleźli dla niego miejsce w areszcie? Z kolei oświadczenia prezesa partii rządzącej agenci nawet nie wąchneli, „bo nie ma podstaw”.
Przy okazji tego wszystkiego dowiadujemy się od rzecznika prezydenta, że jego pryncypał nie odniesie się do tego wszystkiego co się dzieje, bo w sumie to rzecznik nie wie gdzie przebywa prezydent, ale to w zasadzie i tak nieważne, bo na pewno nie przebywa na nartach. No tak, bo przecież to jest najważniejsze. Równie ważne co noce rozmowy prezydenta z "ruchadłem leśnym" na jednym z portali społecznościowych.
Nie macie dość obojętności wobec tego? Tej prawdziwej obojętności? Były protesty, były marsze i zawsze były jakieś argumenty na „nie”. Zawsze jakieś będą. Może nie kochamy opozycji, może czasem trąci myszką, może nie zawsze odpowiada na to, na co byśmy chcieli. Może nie jest taka, jaka byśmy chcieli, żeby była? Nigdy nie będzie. Ale jest opozycją, która szanuje demokrację i obywateli. To jest moment, w którym pewnie powinienem napisać, ze przecież nasi rodzice, dziadowie i pradziadowie walczyli właśnie za demokrację i za naszą wolność i to takie ważne i wartości i w ogóle. Ale tak zupełnie szczerze, to poza ludźmi, których znam z protestów ulicznych i samymi zainteresowanymi, kogoś to obchodzi? Czy może jest to argument do którego sięgamy, żeby pokazać się w dobrym świetle i poczuć się lepiej? No tak, fajnie, wolność, ważna sprawa. Ale przecież są rachunki do zapłacenia, dzieci trzeba zawieźć do szkoły, zakupy zrobić, koniecznie wyjść do kawiarni, a tak w ogóle to boli mnie głowa...
- Nie wkurza cię to?
- Eee, nie interesuję się polityką.