Wolność w Internecie, to kluczowy problem. I widać go na wielu polach, a walka o wolność w Internecie toczy się ciągle. Choćby wtedy, gdy debatowaliśmy w Parlamencie Europejskim o ochronie prywatności. I wówczas, gdy walczymy przy dyskusjach o Sztucznej Inteligencji o przejrzystości reguł jej funkcjonowania i o kontroli człowieka nad technologiami, a nie dominacji technologii nad ludźmi. I wówczas, gdy mówimy, że w imię bezpieczeństwa nie można zapominać o prawach człowieka i redukować je.
REKLAMA
Dyskusja nad prawem autorskim, szczególnie o art.13 tej dyrektywy - także dotyczyła spraw wolności. Dlatego od początku, od momentu przygotowywania jako sprawozdawca Komisji Wolności raportu o art.13, byłem przeciwny, by platformy brały całą odpowiedzialność za pilnowanie licencji, bo - uważałem - wymusi to konieczność filtrowania wszystkich treści i ostrożnościową prewencję: zatrzymywanie treści lub ich zdejmowanie.
Dziś - dyrektywa przeszła i odpowiedzialność za wolność w Internecie nakazuje, by zorganizować na poziomie europejskim okrągły stół wszystkich partnerów, odbyć poważną dyskusję i znaleźć praktyczne rozwiązania, które pozwolą mądrze wdrażać tę dyrektywę. Tak, by chronić prawa autorskie, ale nie niszczyć swobody działania kreatorów i komentatorów Sieci, i naruszać wolności użytkowników. To trudne zadanie, ale przygotowane europejsko, i wdrażane jednolicie krajowo, pozwoli ustrzec się największych zagrożeń.
To jest droga do obrony wolności w Internecie.
Tak, jak drogą obrony wolności w Internecie byłoby w Polsce wyrzucenie do kosza części zapisów z ustawy o policji, gdzie służby różnego rodzaju otrzymują nieskrępowany dostęp do różnych danych, za naruszeniem wolności naszej, użytkowników - w niezgodzie z przepisami europejskimi. Podobnie jest z dostępem do naszych danych dla wszystkich rodzajów służb w ustawie dającej możliwość elektronicznej rejestracji narodzin dziecka w USC.
Tak, jak drogą do wolności w Internecie byłaby procedura wyłaniania szefa Urzędu Ochrony Danych Osobowych - jako osoby kompetentnej i politycznie bezstronnej ( dzisiejszy kandydat nie jest ekspercko przygotowany do tej funkcji, i jest de facto funkcjonariuszem partyjnym i politycznym, a nie osobą gwarantującą bezstronność). Takie wymogi są jasno zapisane w Rozporządzeniu Europejskim o Ochronie Danych Osobowych.
Tak, jak drogą do wolności i swobód w Internecie byłby realny udział struktur rządowych w walce z dezinformacją ( fake-newsami) i mową nienawiści, która pleni się na wielką skalę, a wszelkie zgłoszenia w tej sprawie ( sam tego doświadczam) są przez policję, prokuraturę i władze administracyjne - totalnie bagatelizowane.
W żadnej z wymienionych prac prowadzonych europejsko - w ciągu kilku ostatnich lat, nie widziałem zaangażowania żadnego z posłów PiS w Parlamencie Europejskim, także w sprawach dyrektywy o prawie autorskim. To oznacza, że krzykliwe upominanie się przez Jarosława Kaczyńskiego o wolność w Internecie jest elementem czysto politycznej gry i kalkulacji, i jest hipokryzją!
Głosowałem przeciw dyrektywie o prawie autorskim, miałem i mam wiele wątpliwości co do art.13 - i dlatego z otwartą przyłbicą mówię o sprawach wolności w Internecie. I bez cienia wątpliwości traktuję pisowskie upominanie się o wolność w Internecie, w kontekście różnych działań, jakie rząd PiSu w sprawach Internetu podejmował - za czysto polityczną zagrywkę.
Michał Boni
30 marca 2019
30 marca 2019
