Ostatnio żyliśmy w Polsce dwoma wydarzeniami sportowymi – Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej i Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Londynie. Nasi reprezentanci na żadnej z tych imprez nie zachwycili osiągnięciami. Zaczęło się więc szukanie winnych i snucie wizji, jak w przyszłości poprawić stan polskiego sportu. Ministra Mucha zapowiedziała długoletni plan naprawczy. Jednym z jego elementów jest upowszechnienie sportu w polskim społeczeństwie zgodnie z logiką: im bardziej popularny będzie sport, tym więcej medali na olimpiadach. I na odwrót: im więcej medali, tym częściej Polacy będą podejmowali aktywność fizyczną. Czy na pewno jest to dobra droga rozwoju polskiego sportu? Tak, ale medali nam od tego nie przybędzie.
Sport masowy, uprawiany w celach rekreacyjnych i sport wyczynowy, którego celem jest bicie rekordów i zdobywanie medali, to dwa różne światy. Chcąc zachęcić rzesze Polaków do aktywności fizycznej należy finansować kampanie upowszechniające uprawianie sportu, budować ścieżki rowerowe, inwestować w ogólnodostępną infrastrukturę ułatwiającą podejmowanie aktywności fizycznej. Będziemy jako społeczeństwo zdrowsi i sprawniejsi, ale nie przybędzie nam od tego medali. Chcąc zwiększyć liczbę krążków przywożonych przez naszych narodowych bohaterów trzeba inwestować w sport wyczynowy, zachęcać rzesze młodych ludzi, by poświęcali życie karierze w sporcie wyczynowym. Znaczną cześć z nich skażemy w przyszłości na wegetację zawodową, ale na pewno zaczniemy przywozić z olimpiad więcej medali i to w ulubionym kolorze prezesa Amber Gold.
O tym, że upowszechnienie kultury fizycznej ma niewiele wspólnego z osiągnięciami sportowców wyczynowych, można się przekonać zestawiając liczbę medali zdobytych przez poszczególne kraje podczas Igrzysk w Londynie z podejmowaniem aktywności fizycznej obywateli. Przeprowadziłem krótką analizę dla państw UE. Potwierdził się zupełny brak związku pomiędzy odsetkiem osób regularnie uprawiających sport w danym kraju a osiągnięciami medalowymi sportowców w Londynie, nawet po uwzględnieniu liczby ludności w danym kraju. Wniosek? Aktywne uprawianie sportu w poszczególnych krajach nie przełożyło się na sukcesy olimpijczyków.
Najbardziej aktywni w Unii Europejskiej są Irlandczycy – aż 23% z nich regularnie uprawia sport. W Londynie zdobyli tylko 5 medali. W pierwszej dziesiątce rankingu medalowego ostatniej olimpiady jest 5 państw z UE: Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy i Węgry. Żaden z tych krajów nie zdobyłby medalu za aktywność fizyczną obywateli. W Wielkiej Brytanii tylko 14% obywateli regularnie uprawia sport, we Francji 13%, w Niemczech 9%, na Węgrzech 5% a we Włoszech zaledwie 3%. Ten ostatni kraj jest barwnym przykładem biernej miłości do sportu – wraz z Grecją i Bułgarią zamyka unijny ranking pod względem regularności uprawiania sportu.
Nie jestem kibicem. Nie oglądałem ani jednego meczu podczas Euro i ani minuty relacji z Igrzysk w Londynie. Dalsi znajomi widząc mój brak orientacji w doniesieniach ze stadionów czasem pytają: nie lubisz sportu? Wtedy tłumaczę, że tak nie jest, że lubię, że regularnie biegam, pływam, jeżdżę na rowerze, gram w siatkę, czasem w kosza. W Polsce coraz bardziej zainteresowanie sportem jest kojarzone z kibicowaniem, oglądaniem sportu na kanapie przed telewizorem lub w pubie przed telebimem. Tylko 6% Polaków regularnie uprawia sport. Czy o naszej utęsknionej potędze narodowej bardziej będzie świadczyć większa liczba medali przywiezionych z kolejnej olimpiady, czy wzrost liczby osób aktywnych fizycznie? Dla mnie ten drugi wskaźnik jest ważniejszy, choć wiem, że wiele osób się z tym nie zgodzi.
Póki co jednym z elementów planu rozwoju polskiego sportu jest jego umasowienie. Trzymajmy więc kciuki za ministrę Muchę, a jeśli jej plan doprowadzi tylko do upowszechnienia aktywności fizycznej w polskim społeczeństwie, to i tak wszyscy na tym skorzystamy. Może nawet bardziej niż na kilku krążkach więcej przywiezionych z następnej olimpiady.
