
Kilka lat temu napisałem felieton w Gazecie Krakowskiej (pokazany na rysunku), w którym ubolewałem nad pogarszającym się poziomem matematycznego przygotowania uczniów, których potem usiłujemy kształcić - między innymi - na inżynierów. Wpadł mi on ostatnio w ręce i postanowiłem go przypomnieć na tym blogu, bo niestety - mimo mijających lat sytuacja ciągle nie ulega poprawie. Zachęcam do przeczytania, bo ogólne wywody zabawnie ilustruje zadanie o drwalu, które pokazuje, ile w istocie umieją uczniowie po kolejnych reformach oświaty.
REKLAMA
A oto tekst, który w oryginale można przeczytać posługując się tym linkiem.
Do napisania tego felietonu skłonił mnie żart krążący ostatnio w internecie na temat zadania matematycznego o drwalu. Mam nadzieję, że anonimowy autor tego pomysłowego dowcipu nie będzie miał mi za złe, że żart ten będę przywoływał (po kawałku) w moim felietonie, ilustrując nim moją – wcale nie żartobliwą! - tezę. Teza ta głosi, że kolejne reformy systemu edukacji, z którymi mamy do czynienia, prowadzą do tego, że poziom wymagań stawianych uczniom systematycznie się obniża.
Nie będę moich rozważań rozciągał na nauczanie wszystkich przedmiotów, ale jako profesor AGH z dużym niepokojem obserwuję pogarszający się poziom wiedzy matematycznej osób, które teraz rozpoczynają studia. Te studia po 3,5 roku mają zakończyć się dyplomem inżynierskim. Jakim inżynierem będzie ktoś, kto ma trudności z trygonometrią, przeraża go logarytm, a pochodną uważa za czarną magię?
W latach 60. funkcjonowała 12-letnia szkoła ogólnokształcąca, złożona z 8–letniej szkoły podstawowej i 4–letniego liceum ogólnokształcącego (lub 5-letniego technikum). W tamtych czasach sporo wymagano i praktycznie każdy uczeń kończący szkołę podstawową potrafił rozwiązać takie zadanie (jest to pierwszy fragment zapowiedzianego żartu):
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Ścięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?
W 1973 roku próbowano dokonać pierwszej reformy oświaty likwidując (w założeniach) podział na szkołę podstawową i liceum oraz ustalając czas obowiązkowej nauki w szkole średniej na 10 lat. Ostatecznie z tej reformy edukacji zrezygnowano – i dobrze, bo jej wprowadzenie wiązałoby się nieuchronnie z obniżeniem poziomu nauczania. Niestety w okresie przygotowań do reformy (która nie nastąpiła) w latach 70. ogłaszano kolejne wersje coraz to bardziej "odchudzanych" ministerialnych programów nauczania matematyki, które zresztą często zmieniano jeszcze przed ich wprowadzeniem w życie. W efekcie ubytek wiedzy uczniów był taki, że przytoczone wyżej zadanie o drwalu dla typowego ucznia szkoły podstawowe w dobie zmierzania do „dziesięciolatki” byłoby za trudne.
To prawie nie do wiary – ale kłopoty sprawiały nawet ułamki!
Aby uczeń mógł rozwiązać zadanie o drwalu w jego tekście musiałaby być dodatkowa wskazówka. Tekst zadania powinien więc brzmieć na przykład tak:
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Ścięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty czyli 80 zł. Ile zarobił drwal?
Katastrofę „dziesięciolatki” udało się zahamować, ale w 1999 roku system oświaty zreformował (niestety!) skutecznie minister Handke, wprowadzając podział na szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. Swojego zdania na temat tej reformy nie wypowiem, ale zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z tekstem profesora Andrzeja Waśko zatytułowanym „Reforma Handkego”, opublikowanym w kwartalniku PRESSJE. Znamienne jest wyróżnione zdanie tego tekstu: „Wśród wielu najgorszych decyzji, jakie podjęto w III RP, za błąd godny specjalnego wyróżnienia uważam rozpoczęcie przez rząd Jerzego Buzka reformy oświaty, w kierunku, który wówczas przyjęto i który – niestety – jest kontynuowany.” Resztę Państwo sami poznacie sięgając do źródłowego tekstu.
Jednym z katastrofalnych składników reformy Handkego było wprowadzenie na wszystkich etapach nauczania kontroli wiadomości uczniów za pomocą testów. Dawniej uczeń musiał rozwiązać zadanie albo sformułować własną opinię - i na tej podstawie był oceniany. Teraz stawia w kratkach krzyżyki lub zakreśla kółeczka. Cały wysiłek intelektualny przeniesiony został z ucznia na twórcę testu, który musi nieraz dokonywać karkołomnych ewolucji umysłowych, żeby niebanalny problem oceny wiedzy i umiejętności ucznia zawrzeć w pytaniu testowym, na które można odpowiedzieć tylko kółkiem lub krzyżykiem. W dodatku twórca testu musi zadbać o to, żeby większość uczniów uzyskała w teście pozytywne oceny, bo jak wszyscy dostaną „pały”, to rodzice nie akceptują gorzkiej prawdy, że dzieci są źle uczone i nic nie umieją, tylko uznają, że test był wadliwy.
Żartobliwa karykatura takiego pytania testowego, odnosząca się do eksploatowanego tu problemu drwala, może więc wyglądać następująco:
Żartobliwa karykatura takiego pytania testowego, odnosząca się do eksploatowanego tu problemu drwala, może więc wyglądać następująco:
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Ścięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty czyli 80 zł. Drwal zarobił 20 zł. Zakreśl liczbę 20.
Niestety, reformatorzy polskiej edukacji nie spoczęli na laurach i znów mówi się o kolejnej reformie w najbliższym czasie. Oby jednak nie sprawdziła się prognoza, że po tej reformie jedyne pytanie, jakie będzie można postawić absolwentowi szkoły podstawowej w związku z problemem drwala, będzie następujące:
Drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.
