Bartosz Arłukowicz idzie w ślad Zbigniewa Ziobry i Mariusza Kamińskiego. Gwiazdę szeryfa przypiął sobie kosztem prof. Jerzego Szaflika i 50 tys. osób, którym profesor uratował wzrok.

REKLAMA

Najpierw dymisje, potem informacja, że profesorem zajmuje się CBA. Zabrakło tylko kajdanek i konferencji ministra ze zdaniem, że „nikt przez tego pana wzroku pozbawiony nie będzie”.

Po kilku dniach CBA uznała, że nic tu po nich i sprawę Szaflika przekazało prokuraturze. O korupcji bowiem nie ma mowy. Jeśli miały miejsce proceduralne niedopatrzenia, to należy pamiętać, że prof. Szaflik kierował się dobrem pacjenta a nie własnym interesem.

Zgadzam się z opiniami, że prof. Szaflik padł zapewne ofiarą koteryjnych rozgrywek niszczących polskie życie publiczne w różnych dziedzinach. Także w medycynie. Szkoda. Jest bowiem jednym z najwybitniejszych polskich lekarzy. Tego nie musi udowadniać. Podobnie jestem przekonany o jego uczciwości.

Jeśli coś zawiodło w tej sprawie to nieprzejrzyste procedury. Za nie odpowiada minister Arłukowicz.