Gdy Kuchnia Kuronia gotowała w La Playi, było już po deszczu. Chmury jednak wciąż widoczne były nad Wisłą...

REKLAMA

Było fantastycznie. Przyjechałem do klubu La Playa w lekkim niedoczasie (nie, nie byłem spóźniony, jednak przygotowanie stanowiska musiałem przyspieszyć zdecydowanie). Gdy już udało się wszystko przygotować, sprawdzić mikrofon, prąd do kuchenek indukcyjnych i całość potrzebności, mogliśmy zacząć gotować. Moim dzielnym asystentem był Maksymilian Wierzchoń (kucharz, który 10 lat asystował mojemu Ojcu podczas pokazów).

po lewej Maksymilian Wierzchoń, po prawej Jasiek Kuroń
po lewej Maksymilian Wierzchoń, po prawej Jasiek Kuroń www.pomponik.pl / AKPA

Przygotowaliśmy tabbouleh, babaganoush, hummus i cymes - całe menu bez mięsa (jakiegokolwiek). Pokaz trwał tylko godzinę, więc sprężaliśmy się (ja w dużej mierze mówiłem ale już tak mam - gdy gotuję, mogę o tym opowiadać godzinami!). Pomimo średniej pogody (cały ranek lało jak z cebra, gdy zaczęliśmy gotować zaczęło się powoli wypogadzać. To był dobry znak!) goście dopisali! Zadawali dużo ciekawych pytań, a potem smakowali przygotowane potrawy.

ja - jak zwykle - gadam :)
ja - jak zwykle - gadam :) www.pomponik.pl/ AKPA

Dziękuję Wam wszystkim, którzy przyszliście. Dziękuję także organizatorom za to, że miałem okazję brać udział w tym zacnym wydarzeniu. Do zobaczenia, mam nadzieję, wkrótce!!!