
Polacy piją wina zgodnie ze schematem: zimą więcej czerwonych a latem więcej białych. Wciąż królują tanie wina z dyskontów, choć poszukiwane są i wina lepsze. Na zmianę zwyczajów mają wpływ migracje i podróże zagraniczne – Dario Squarzanti, Dyrektor międzynarodowych targów Wine Expo Poland opowiada o swoich doświadczeniach na polskim rynku wina i zaprasza 25 i 26 października na tegoroczną edycję tej imprezy.
REKLAMA
Wydarzenia Kulinarne: Z danych branżowych wynika, że Polacy od ponad dekady przestawiają się na wino, porzucając piwo i mocne alkohole. Ale wciąż piwo radzi sobie dobrze, co najmniej tak dobrze jak wino. Czy aby na pewno Polacy przestawiają się na wina?
Dario Squarzanti: Z pewnością tak, Polacy przestawiają się na wino. Jeśli mówimy o piwie, to ciekawe, że w trakcie mistrzostw Europy w piłce nożnej, gdy Polska grała z Ukrainą, spożycie piwa osiągnęło najwyższy poziom w historii. To pokazuje, jak bardzo stabilny i nasycony jest rynek piwa i jak bardzo piwo zakorzenione jest w zwyczajach konsumentów. W przypadku wina jest zupełnie inaczej. Konsumpcja wina jest coraz popularniejsza, pomimo tradycji picia wódki, która zresztą traci udziały w rynku. Ale wzrost o 10% w spożyciu wina nie pokrywa 2% spadku w spożyciu wódki. Jednak rynek ewoluuje bardzo mocno. Zmiana będzie bardzo widoczna w perspektywie następnych 10 – 15 lat.
Trzeba pamiętać, że zmienia się demografia Polski. Trwa okres zwiększonej migracji ludzi ze wsi i małych miast do dużych ośrodków. W mieście życie jest inne niż na prowincji: chodzi się częściej do restauracji, poznaje wina, podróżuje poza kraj, głownie podczas letnich wakacji. Kontaktuje się z kulturami, w których spożycie wina jest na porządku dziennym. Po powrocie szuka się produktów poznanych na wakacjach. Wiele ludzi przyjechało do Warszawy na studia wiele lat temu. Teraz wiele osób przyjeżdża do dużych miast z mniejszych miejscowości, ale i z innych krajów, jak choćby z Ukrainy. Ci ludzie wkrótce po przyjeździe kupują mieszkania. Większość kupujących nowe mieszkania jest w wieku ok 30 lat. Pojawiają się więc dzieci. Te dzieci rosną w atmosferze, w której butelka wina pojawia się na stole jako element stylu życia. Gdy dorastają, chodzą do restauracji i stają się konsumentami wina. Ta wielka migracja za ok 10 – 13 lat przyczyni się do tego, że, gdy te dzieci podrosną, zaczną pić wino. Bycie świadkiem konsumpcji wina powoduje, że samemu staje się konsumentem wina.
Ta zmiana została zapoczątkowana przez dyskonty, oferujące tanie wina. Dziś, ze względu na podróże i ofertę restauracji, konsumenci są bardziej przyzwyczajeni do wina. Zaczynają szukać win, które bardziej docenią.
Jakie są preferencje polskich klientów? Jakie wina lubią?
- Musimy rozróżnić zwyczaje w miastach i poza nimi. W miastach pija się całkiem sporo wytrawnych win, zarówno białych jak i czerwonych, przy czym zgodnie ze schematem: zimą więcej czerwonych a latem więcej białych. Musujące zyskują popularność, choć ich jakość jeszcze nie jest na wysokim poziomie. Tendencja jednak przeważa wina wytrawne. Jeśli spojrzymy na prowincję to tam królują wina słodkie, często będące częścią deseru. Supermarkety i dyskonty wprowadzają liczne dostępne cenowo wina. Powiedzmy, że pomagają zmieniać styl życia, choć nie zawsze proponują wina wysokiej jakości. Pomogły stworzyć rynek win, ale nie rozwinęły go.
Co z nowościami, jak winami pomarańczowymi i musującymi, które rozkwitają w krajach zachodnich? Czy w Polsce tę widać tę modę, czy jest to jednak margines?
- W Polsce wiele win, ale także produktów spożywczych, musi być aromatyzowanych lub wzmacnianych, co zmienia ich naturalny smak. Dobre wino porządnie zrobione nie musi być ani wzmacniane ani aromatyzowane. Polska jest jednym z krajów, w których takie praktyki są na porządku dziennym, a klienci tego oczekują. Wprowadzanie nowinek przynosi duże zyski, ale nie zwiększa jakości sprzedawanych win.
A Polskie wina? Są dobre?
- Próbuję wielu z nich. Wciąż się rozwijają. Białe są całkiem dobre, a czerwone przeważnie mają jeszcze sporo przed sobą. Zwykle mają wysoką cenę, bo produkowane są w małej ilości. Żeby zrobić dobre wino potrzeba dobrego środowiska: gleby, słońca, odpowiedniej ilości wody. W Polsce brakuje tych składników dobrego wina. Do tego dochodzi brak doświadczenia winiarzy. W Polsce produkuje się duże ilości świetnych jabłek czy wódkę – i w tym Polacy są świetni. Czy będą dobrzy też w produkcji wina? Nie mam pewności. Zmiana klimatu pomaga polskim winiarzom w pewnym stopniu, ale nie mam pewności, że to wystarczy.
Piąta edycja Wine Expo Poland już za moment, a jaka była pierwsza?
- Format jest taki sam od początku. Wine Expo Poland to nie tylko dwudniowe targi, ale cały rokiem pracy. Zorganizowaliśmy swego czasu największy show degustacyjny. Nasze warsztaty także przyciągają ogromną liczbę uczestników. A trzeba pamiętać, że nasze wydarzenie jest niezależne od jakiejkolwiek sieci sprzedaży.
Jakie wydarzenie winiarskie oprócz Wine Expo Poland poleciłbyś polskim klientom?
- Sugerowałbym wybór pojedynczych targów i degustacji w różnych krajach. Zwykle w krajach znanych z produkcji win odbywa się wiele spotkań winnych: przed zbiorami, po zbiorach, i z innych okazji. Warto wybierać te monotematyczne, poświęcone albo jednemu rodzajowi wina albo konkretnemu obszarowi. Wzięcie udziału w nich pozwala odczuć ich cechy w pełnym zakresie, w regionie, gdzie zostały wyprodukowane. Pozwala spotkać prawdziwych producentów, rozmawiać z nimi, poznać środowisko, w którym wino dojrzewa. Odwiedzanie winnic jest też ważne. Można uczestniczyć w wycieczkach po winnicach i w ten sposób pełniej odczuć atmosferę i zwyczaje w których powstaje wino.
Czy jest coś specjalnego, co poleciłbyś podczas tegorocznej edycji Wine Expo Poland? Specjalne wydarzenia? Warsztaty? Premiery?
- Tak. Organizujemy interesujące seminarium na temat używania słowa „wino” z prawnego i biznesowego punktu widzenia. To ma bardzo duże znaczenie zarówno dla sprzedawców wina w Polsce, którzy nie chcą balansować na granicy prawa, jak i dla klientów, którzy chcą wiedzieć, co tak naprawdę piją. Problem z definicją wina jest istotny. Często w Polsce produkty, które nie są winami są reklamowane jako wina. To myli konsumentów i nie służy rozwojowi rynku. Podczas naszej debaty dowiemy się jak rozpoznawać prawdziwe wino. Zapraszam też na trwające dwa dni degustacje i warsztaty. To porcja solidnego doświadczenia, dzięki któremu stajemy się bardziej wymagającymi konsumentami.
Dario Squarzanti: Z pewnością tak, Polacy przestawiają się na wino. Jeśli mówimy o piwie, to ciekawe, że w trakcie mistrzostw Europy w piłce nożnej, gdy Polska grała z Ukrainą, spożycie piwa osiągnęło najwyższy poziom w historii. To pokazuje, jak bardzo stabilny i nasycony jest rynek piwa i jak bardzo piwo zakorzenione jest w zwyczajach konsumentów. W przypadku wina jest zupełnie inaczej. Konsumpcja wina jest coraz popularniejsza, pomimo tradycji picia wódki, która zresztą traci udziały w rynku. Ale wzrost o 10% w spożyciu wina nie pokrywa 2% spadku w spożyciu wódki. Jednak rynek ewoluuje bardzo mocno. Zmiana będzie bardzo widoczna w perspektywie następnych 10 – 15 lat.
Trzeba pamiętać, że zmienia się demografia Polski. Trwa okres zwiększonej migracji ludzi ze wsi i małych miast do dużych ośrodków. W mieście życie jest inne niż na prowincji: chodzi się częściej do restauracji, poznaje wina, podróżuje poza kraj, głownie podczas letnich wakacji. Kontaktuje się z kulturami, w których spożycie wina jest na porządku dziennym. Po powrocie szuka się produktów poznanych na wakacjach. Wiele ludzi przyjechało do Warszawy na studia wiele lat temu. Teraz wiele osób przyjeżdża do dużych miast z mniejszych miejscowości, ale i z innych krajów, jak choćby z Ukrainy. Ci ludzie wkrótce po przyjeździe kupują mieszkania. Większość kupujących nowe mieszkania jest w wieku ok 30 lat. Pojawiają się więc dzieci. Te dzieci rosną w atmosferze, w której butelka wina pojawia się na stole jako element stylu życia. Gdy dorastają, chodzą do restauracji i stają się konsumentami wina. Ta wielka migracja za ok 10 – 13 lat przyczyni się do tego, że, gdy te dzieci podrosną, zaczną pić wino. Bycie świadkiem konsumpcji wina powoduje, że samemu staje się konsumentem wina.
Ta zmiana została zapoczątkowana przez dyskonty, oferujące tanie wina. Dziś, ze względu na podróże i ofertę restauracji, konsumenci są bardziej przyzwyczajeni do wina. Zaczynają szukać win, które bardziej docenią.
Jakie są preferencje polskich klientów? Jakie wina lubią?
- Musimy rozróżnić zwyczaje w miastach i poza nimi. W miastach pija się całkiem sporo wytrawnych win, zarówno białych jak i czerwonych, przy czym zgodnie ze schematem: zimą więcej czerwonych a latem więcej białych. Musujące zyskują popularność, choć ich jakość jeszcze nie jest na wysokim poziomie. Tendencja jednak przeważa wina wytrawne. Jeśli spojrzymy na prowincję to tam królują wina słodkie, często będące częścią deseru. Supermarkety i dyskonty wprowadzają liczne dostępne cenowo wina. Powiedzmy, że pomagają zmieniać styl życia, choć nie zawsze proponują wina wysokiej jakości. Pomogły stworzyć rynek win, ale nie rozwinęły go.
Co z nowościami, jak winami pomarańczowymi i musującymi, które rozkwitają w krajach zachodnich? Czy w Polsce tę widać tę modę, czy jest to jednak margines?
- W Polsce wiele win, ale także produktów spożywczych, musi być aromatyzowanych lub wzmacnianych, co zmienia ich naturalny smak. Dobre wino porządnie zrobione nie musi być ani wzmacniane ani aromatyzowane. Polska jest jednym z krajów, w których takie praktyki są na porządku dziennym, a klienci tego oczekują. Wprowadzanie nowinek przynosi duże zyski, ale nie zwiększa jakości sprzedawanych win.
A Polskie wina? Są dobre?
- Próbuję wielu z nich. Wciąż się rozwijają. Białe są całkiem dobre, a czerwone przeważnie mają jeszcze sporo przed sobą. Zwykle mają wysoką cenę, bo produkowane są w małej ilości. Żeby zrobić dobre wino potrzeba dobrego środowiska: gleby, słońca, odpowiedniej ilości wody. W Polsce brakuje tych składników dobrego wina. Do tego dochodzi brak doświadczenia winiarzy. W Polsce produkuje się duże ilości świetnych jabłek czy wódkę – i w tym Polacy są świetni. Czy będą dobrzy też w produkcji wina? Nie mam pewności. Zmiana klimatu pomaga polskim winiarzom w pewnym stopniu, ale nie mam pewności, że to wystarczy.
Piąta edycja Wine Expo Poland już za moment, a jaka była pierwsza?
- Format jest taki sam od początku. Wine Expo Poland to nie tylko dwudniowe targi, ale cały rokiem pracy. Zorganizowaliśmy swego czasu największy show degustacyjny. Nasze warsztaty także przyciągają ogromną liczbę uczestników. A trzeba pamiętać, że nasze wydarzenie jest niezależne od jakiejkolwiek sieci sprzedaży.
Jakie wydarzenie winiarskie oprócz Wine Expo Poland poleciłbyś polskim klientom?
- Sugerowałbym wybór pojedynczych targów i degustacji w różnych krajach. Zwykle w krajach znanych z produkcji win odbywa się wiele spotkań winnych: przed zbiorami, po zbiorach, i z innych okazji. Warto wybierać te monotematyczne, poświęcone albo jednemu rodzajowi wina albo konkretnemu obszarowi. Wzięcie udziału w nich pozwala odczuć ich cechy w pełnym zakresie, w regionie, gdzie zostały wyprodukowane. Pozwala spotkać prawdziwych producentów, rozmawiać z nimi, poznać środowisko, w którym wino dojrzewa. Odwiedzanie winnic jest też ważne. Można uczestniczyć w wycieczkach po winnicach i w ten sposób pełniej odczuć atmosferę i zwyczaje w których powstaje wino.
Czy jest coś specjalnego, co poleciłbyś podczas tegorocznej edycji Wine Expo Poland? Specjalne wydarzenia? Warsztaty? Premiery?
- Tak. Organizujemy interesujące seminarium na temat używania słowa „wino” z prawnego i biznesowego punktu widzenia. To ma bardzo duże znaczenie zarówno dla sprzedawców wina w Polsce, którzy nie chcą balansować na granicy prawa, jak i dla klientów, którzy chcą wiedzieć, co tak naprawdę piją. Problem z definicją wina jest istotny. Często w Polsce produkty, które nie są winami są reklamowane jako wina. To myli konsumentów i nie służy rozwojowi rynku. Podczas naszej debaty dowiemy się jak rozpoznawać prawdziwe wino. Zapraszam też na trwające dwa dni degustacje i warsztaty. To porcja solidnego doświadczenia, dzięki któremu stajemy się bardziej wymagającymi konsumentami.
