Pomagamy USA wstać z kolan! Amerykanie korzystają z polskich najwyższych standardów demokracji, wolności i jawności. Jak poinformowała PAP, IPN ujawnił raport dotyczący współpracy polskich i amerykańskich służb wywiadowczych w latach 90. nie ukrywając nawet danych osobowych agentów CIA.

REKLAMA
W opisywanych raportach przytaczano szczegóły spotkań, daty, oraz dane rozmówców – w tym, żyjących wciąż agentów polskich i amerykańskich. Można się jedynie domyślać, jak wdzięczni za tę lekcję demokracji i jawności są Amerykanie. Swej wdzięczności ambasada Amerykańska nie okazuje poprzestając komunikacie: „Nie komentujemy spraw związanych z wywiadem”. Łatwo zrozumieć tę powściągliwość, bo powiedzmy to wprost: Amerykę dogoniliśmy i przegoniliśmy pod względem standardów demokracji obowiązujących w cywilizowanych krajach. Przekonuje mnie o tym komentarz do całej sprawy Władysława Bułhaka z Biura Badań Historycznych IPN: "Minęło 30 lat. W standardowym ujęciu archiwum to moment, kiedy się akta otwiera. Po to, by wiedza dotarła do społeczeństwa. Tak działają cywilizowane kraje"
Panie Bułhak! Spieszę poinformować, że nie tak działają kraje cywilizowane. A już zupełnie nie tak działają w sprawach związanych z wywiadem. By to Panu uzmysłowić, opowiem pewną arcy pouczającą historyjkę. Otóż od dawna polscy historycy podejrzewali, że poległy za ojczyznę Romuald Traugutt mógł być w istocie angielskim agentem. Heroiczna śmierć przydała postaci Traugutta aury męczeńskiej – Piłsudski miał ponoć osobiście zabiegać o jego beatyfikację. Traugutt wprost idealnie nadawał się na polskiego bohatera i świętego, bo był dowódcą właściwie z przypadku; swą walkę zakończył klęską; a skończył ponosząc śmierć z rąk wroga. Wszystko brzmiało wprost doskonale i pięknie, a jednak... historycy podejrzewali, że Traugutt był angielskim agentem. Trudno to było zweryfikować za czasów komuny, bo państwo robotników i chłopów nie współpracowało z wywiadem Jej Królewskiej Mości.
logo
Ale przełom nastał w latach 90., bo nie dość, że zachód wspierał nasze polityczne i gospodarcze przemiany, to zaczęliśmy współpracować z ich służbami wywiadowczymi. Historycy chcieli wykorzystać dobrą koniunkturę i dowiedzieć się czegoś u Brytyjczyków. Profesor Samsonowicz miał sprawić, że „sprawę Traugutta” poruszono nawet podczas wizyty Wałęsy składanej królowej angielskiej. Jak pamiętamy, Wałęsę w pałacu Buckingham potraktowano z całą galanterią, a sama królowa uśmiechała się do Wałęsy ciepło. W sprawie Traugutta udzielono jednak odpowiedzi raczej powściągliwej, bo poinformowano, że wywiad brytyjski informacji na temat swoich współpracownikach nie ujawnia nigdy.
logo
FB

Tu pewne wyjaśnienie kieruję szczególnie do urzędników IPN. Otóż „nigdy” wypowiedziane przez Brytyjczyków zajmujących się bezpieczeństwem korony brytyjskiej oznacza... nigdy. Ich wyjaśnienia co do Traugutta nie były z resztą kierowane do historyków, ale do potencjalnych współpracowników Secret Service. Komunikat ten brzmiał mniej więcej tak: Jeśli z nami będziesz współpracować, to nikt nigdy się o tym nie dowie. Nikt - nawet twoje dzieci i wnuki! Nigdy - ani teraz, ani za miesiąc, ani za... 150 lat. Wiedz, że sprawę poufności traktujemy raczej serio... I nic nie zagrozi staraniom o Twoją beatyfikację, jeśli potomni będą mieli życzenie modlić się do Ciebie, jak do świętego.
Kiedy 5 sierpnia 1864 roku Romuald Traugutt wstępował na stopnie szubienicy, tłum śpiewał „Święty Boże, święty mocny”, by w ten sposób zagłuszyć rosyjską orkiestrę grającą „Na stopkach Mandżurii”. To doprawdy fascynujące, jak wiele rzeczy trwa niewzruszenie: minęło przeszło 150 lat, a nadal aktualnym komentarzem do tego, co dzieje się nad Wisłą jest śpiew „Święty Boże, święty mocny”; nadal Rosjanie mogą - obserwując naszą nieudolność - grać dla uciechy walce; nadal Brytyjczycy nie ujawniają informacji o agentach swojego wywiadu.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?