
W nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku w Lublinie utworzono Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, którego premierem został socjalista niepodległościowy - Ignacy Daszyński. 6 listopada 2019 roku, po 4 latach nieobecności w Sejmie, odbyło się pierwsze posiedzenie wspólnego klubu parlamentarnego Lewicy.
REKLAMA
Zestawiając ze sobą powyższe wydarzenia, w żaden sposób nie zrównuję ze sobą ich doniosłości, czy historycznego znaczenia. Fakty te łączę ze względu na coś innego. Z obu jestem dumny jako człowiek lewicy, bo pokazują one mądrość i rozsądek środowiska politycznego, z którego się wywodzę.
Powołanie wspólnego klubu
Przed kampanią koalicja partii: Lewicy Razem, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Wiosny zawiązana została trochę jakby z marszu. Wszystko w tym czasie mogło się nie udać. Jednak współpraca, zarówno merytoryczna, dotycząca programu, jak i organizacyjna, związana z przebiegiem samej kampanii, układały się wręcz wzorcowo. Nasze lewicowe elektoraty uzupełniały się w kolejnych grupach wiekowych. Nie na darmo ukute zostało stwierdzenie "trzy pokolenia lewicy". Nic nie stało na przeszkodzie, żeby ta współpraca trwała nadal w Parlamencie. Takie też było oczekiwanie naszych wyborców. LEWICA jako jeden klub wróciła do Sejmu.
Przed kampanią koalicja partii: Lewicy Razem, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Wiosny zawiązana została trochę jakby z marszu. Wszystko w tym czasie mogło się nie udać. Jednak współpraca, zarówno merytoryczna, dotycząca programu, jak i organizacyjna, związana z przebiegiem samej kampanii, układały się wręcz wzorcowo. Nasze lewicowe elektoraty uzupełniały się w kolejnych grupach wiekowych. Nie na darmo ukute zostało stwierdzenie "trzy pokolenia lewicy". Nic nie stało na przeszkodzie, żeby ta współpraca trwała nadal w Parlamencie. Takie też było oczekiwanie naszych wyborców. LEWICA jako jeden klub wróciła do Sejmu.
Malkontent i kurz historii
I oczywiście znaleźli się Ci, co jedzą dużo orzechów i pamiętają różne rzeczy z przeszłości. Zazwyczaj są to mniejsze lub większe wzajemne przykrości. I tak, jeden bardzo czuły były premier nie może przejść obojętnie, gdy słyszy z ust lidera nowego koalicjanta nazwę miasta na „S”. Inny działacz partii, która nie ma jeszcze roku odchodzi, bo „nie taką wyznaczył dla niej drogę”, jakby koalicja była złamaniem co najmniej stuletniej tradycji. Są też i ci, którzy odeszli już chwilę temu. Nie wracają, bo nie są w stanie przyznać się do błędu, choć pierwszy raz mają w Sejmie swoją realną reprezentację.
I oczywiście znaleźli się Ci, co jedzą dużo orzechów i pamiętają różne rzeczy z przeszłości. Zazwyczaj są to mniejsze lub większe wzajemne przykrości. I tak, jeden bardzo czuły były premier nie może przejść obojętnie, gdy słyszy z ust lidera nowego koalicjanta nazwę miasta na „S”. Inny działacz partii, która nie ma jeszcze roku odchodzi, bo „nie taką wyznaczył dla niej drogę”, jakby koalicja była złamaniem co najmniej stuletniej tradycji. Są też i ci, którzy odeszli już chwilę temu. Nie wracają, bo nie są w stanie przyznać się do błędu, choć pierwszy raz mają w Sejmie swoją realną reprezentację.
Wszystkim im, bez arogancji i bez buty, a jedynie pod rozwagę, dedykuję fragment deklaracji lewicy: „Jako Lewica wywodzimy się z różnych środowisk i partii. Historycznie niektóre sprawy nas dzielą, ale jeszcze więcej łączy. Jako działacze i działaczki oraz politycy i polityczki partii Lewica Razem, Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Wiosny, wierzymy w siłę współpracy i moc dialogu ponad partyjnymi podziałami. Ta współpraca przyniosła efekty – Lewica wraca dziś do polskiego parlamentu. To jednak nie koniec naszej wspólnej drogi. Wspólnie możemy dojść dalej i zbudować Polskę przyszłości, w której każda i każdy będzie czuć się jak u siebie – niezależnie od płci, wieku, pochodzenia, wiary, orientacji czy zasobności portfela.”
#LEWICA #ŁączyNasPrzyszłość
