Na starcie nowej kadencji Sejmu rząd musi spiąć przyszłoroczny budżet, który pełen jest pieniędzy bez pokrycia. Mit o zrównoważonym budżecie legł w gruzach wraz z końcem kampanii wyborczej i od tygodnia wrze o nowych propozycjach ustawowych PiS, których celem jest wyciągnięcie miliardów złotych z kieszeni obywateli. Będzie grabież pieniędzy z OFE, będzie grabież pieniędzy odkładanych na poprawę życia osób z niepełnosprawnością, będą wyższe składki na ZUS, w końcu zmierzyć się nam przyjdzie z oskładkowaniem pracy studentów, umów cywilnoprawnych, będzie ponoć także podatek „korkowy”. Wiadomo było od zawsze, że za „piątką Kaczyńskiego” pójdzie „dziesiątka Morawieckiego” czyli zestaw nowych opłat i podatków, bo by wydać trzeba zarobić i nikt za nas tego nie zrobi.
Porozumienie Jarosława Gowina już w kampanii wyborczej zapowiedziało weto dla tej ustawy, ale socjaliści z Razem zgłosili gotowość wsparcia prezesa Kaczyńskiego w rujnowaniu systemu emerytalnego. Rzecz oczywista przecież to partia, która walczy o prawo do samodecydowania a chce Polkom i Polakom zabrać prawo do bogacenia się, nigdy tego nie ukrywali. Tylko nie rozumiem, dlaczego partia, która szła w wyborach z hasłami odnowy konstytucji, stanowienia lepszego prawa, przestrzegania procesu legislacyjnego chce zacząć obecność w sejmie od pogwałcenia wszelkich norm w tym zakresie.
Partia Razem chce by zlikwidować próg składek na ZUS, ale ograniczyć emerytury, które w przyszłości miałyby otrzymać osoby odprowadzające horrendalnie wysokie składki. Tyle tylko, że to rozwiązanie jest niezgodne z ustawą o ZUS, której podstawowa zasada dziś brzmi: ile wpłacisz dziś tyle otrzymasz na emeryturze. Zmiana takich podstaw systemowych nie tylko nie może być wprowadzana projektem poselskim bez konsultacji, opinii prawnych i oceny skutków regulacji, ona może naruszać prawa nabyte osób już objętych systemem, bo skoro przywileje emerytalne stanowią prawa nabyte to zasady przeliczania emerytury śmiem twierdzić też.
