Spotkanie z przywódcami religijnymi. Biały Dom 29 października 2019 r.
Spotkanie z przywódcami religijnymi. Biały Dom 29 października 2019 r. https://www1.cbn.com/cbnnews/us/2019/october/great-discussion-and-celebration-faith-leaders-pray-for-trump-at-white-house

W gorączce prawyborów w 2016 r. w jednym z wywiadów dla CNN, Barbara Bush, seniorka klanu, z obrzydzeniem wyrzuciła z siebie: ten Trump przyprawia mnie o mdłości. Trump długo nie czekał z reakcją, tym bardziej, że syn Barbary - Jeb Bush był jego konkurentem o nominację Republikanów. Trump zatweetował: "radzę Jebowi, żeby przyszedł do mnie z mamusią, by dała mi klapsa”, czym skutecznie ośmieszył kontrkandydata. Ten "straszny” i nieprzewidywalny Trump jak taran parł do zwycięstwa, pokonując swoich konkurentów i na końcu, to co się wydawało niemożliwe – zwyciężył z Hilary Clinton. Jeszcze przed najważniejszymi bataliami dla politycznych tuzów Trump był bardziej ekscentryczną ciekawostką, która miała jak meteor przelecieć przez scenę polityczną i równie szybko zniknąć. Po jakimś czasie Republikanie z coraz bardziej kwaśnymi minami stawali się zakładnikami coraz brutalniej prowadzonej przez Trumpa kampanii, potem jego obecnej prezydentury i być może kolejnej.

REKLAMA
Od kilkunastu dni uwagę opinii publicznej przykuwają przesłuchania związane z procedurą impeachmentu przed Kongresową Komisją ds. Wywiadu, kierowaną przez Demokratę Adama Schiffa. Pomimo nacisków Trumpa, na przesłuchania komisji stawiają się dyplomaci, pracownicy Departamentu Stanu, byli i obecni urzędnicy administracji prezydenta. Hitem mają być zeznania najbliższych współpracowników prezydenta jak Rudy Giuliani i nie wiadomo czy do nich dojedzie.
Trwa medialny spektakl i niby nic nowego z niego nie wynika ponad to, że prezydent jest notorycznym kłamcą, łamie standardy, szantażuje także przywódców obcych państw i w jego kampanię zaangażowali się Rosjanie. Wszystko to toczy się w silnie spolaryzowanym klimacie politycznym. Przełączając kanały można nabawić się niezłej schizofrenii. Fox News donosi, że świadkowie gubią się w zeznaniach i prace komisji to dmuchanie w balon, który za chwilę z hukiem pęknie. Natomiast w CNN spieszą donieść, że kolejne szokujące zeznania świadków coraz bardziej pogrążają prezydenta. Demokraci nie mają złudzeń, nawet jeśli artykuły impeachmentu zostaną przegłosowane w Izbie Reprezentantów, to w Senacie, w którym Republikanie mają większość, nie uda się zmontować 2/3 głosów niezbędnej do usunięcia prezydenta z urzędu. Demokraci liczą na to, że przesłuchania, a następnie artykuły impeachmentu będą polityczną bombą, której huk i rażenie odbierze Trumpowi szanse na reelekcję. Czy tak będzie?
Dlaczego Trump może znowu wygrać i to mimo nagminnego łamania i standardów amerykańskiej demokracji? Wielu komentatorów zwraca uwagę na wyjątkową umiejętność Trumpa w przykuwania uwagi mediów. Prezydent jest showmanem i wie, jak podkręcać zainteresować media i skupiać na sobie ich nieustanną uwagę, a także mistrzowsko wykorzystuje tweetera. W 2016 r. w mediach praktycznie dominował już od momentu prawyborów – zgarniając dla siebie ponad 50 proc. uwagi, reszcie pozostawiające ochłapy. To wszystko się zgadza się, ale jest jeszcze kilka innych kwestii, które też miały i mogą mieć decydujący wpływ na zwycięstwo Trumpa. Nie należy o nich zapominać.
Oto w mojej opinii najważniejsze z nich.
Przede wszystkim gospodarka, głupcze
Jest w świetnej kondycji i to o wiele lepszej, aniżeli w czasach Obamy, który musiał zmagać ze skutkami największego kryzysu finansowego od czasów Wielkiej Depresji. O świetnej sytuacji dowodzi najniższy- uwaga! - od 1969 r. wskaźnik bezrobocia. W 2018 r. pojawiły 263 tysiące nowych miejsc pracy, o 50 proc. więcej od najśmielszych prognoz ekonomistów. Obniżenie podatków dla najbogatszych, uszczupla budżet federalny o astronomiczne 900 mld dolarów i choć są już widoczne skutki mniejszych subwencji na edukację, służbę zdrowia czy infrastrukturę, to jeszcze nie na tyle by zagrozić prezydenturze Trumpa w 2020 r. Musiało by dojść do zapaści na początku przyszłego roku. Niewiele na to wskazuje, czyli Make America Great Again jest w trakcie skutecznej realizacji.
Proste odpowiedzi na skomplikowane zagadnienia
Na rosnącą imigrację z południa – postawienie muru i deportacje nielegalnych imigrantów. Porozumienie nuklearne z Iranem – najgorzej wynegocjowana w historii umowa – trzeba anulować. Na lęki przed utratą miejsc pracy – wojna handlowa z Chinami. Na impeachment – polowanie na czarownice i wielkie oszustwo Demokratów. Na rosnące napięcia pomiędzy Assadem, Kurdami a Turkami – wycofać siły i zostawić Kurdów samych sobie. Na swoją rywalkę w wyborach prezydenckich w 2016 r. – nazwanie jej oszustką. Na problem broni jądrowej w Korei Północnej – wielki szczyt z Kim Dżong Unem i w bezpośrednich rozmowach rozwiązanie tego zagrożenia. Na razie bez powodzenia. Na napięte relacje z Rosją – bezpośrednie rozmowy z Putinem i rozwiązanie wszelkich przeszkód. Nie ustaje w próbach i nie pomogło wyznanie, że bardziej wierzy Putinowi, aniżeli swoim doradcom czy wywiadowczym danym. Na wznowienie programu atomowego przez Iran – najlepiej bezpośrednie rozmowy z Hassanem Rouhanim – choć mimo gotowości ze strony prezydenta USA, Teheran milczy.
Dla Trumpa świat jest jak Manhattan i jego rynek nieruchomości. Żeby zrobić deal trzeba ponegocjować, najlepiej bezpośrednio. Nie ma odróżnienia pomiędzy sferą polityczną a biznesem, a w zasadzie to ostatnie powinno decydować. Do sojuszników w NATO: jeśli chcecie być chronieni, płaćcie więcej. Na ambicje geopolityczne Chin: przecież Xi jest moim dobrym znajomym i jedyny problem to zmniejszyć deficyt handlowy z Państwem Środka. Tuż przed wyborami w 2020 r. zapewne Trump ogłosi, że właśnie wynegocjował z Xi najlepsze porozumienie handlowe w historii.
Nieprzewidywalność
Trump nie słucha doradców, może z paroma wyjątkami, jak np. zięcia Jareda Kushnera czy powiernika i speca od misji specjalnych - Rudy’ego Giulianiego. Trump sprawia wrażenie, że bardziej ceni dyktatorów, nie szczędząc im pochwał, a często ma napięte relacje ze swoimi demokratycznymi sojusznikami z Europy i Azji. Nieprzewidywalność Trumpa zdaje się być atutem w relacjach z dyktaturami. Nie wiadomo, jak zareaguje, co zrobi - impulsywnie podejmuje decyzje i zaskakuje także swoich doradców.
Niewielu przychylnych Trumpowi komentatorów politycznych uważa, że Chiny i Iran bardziej liczą się z nieprzewidywalnym Trumpem, niż przewidywalnym do bólu Obamą. Iran testował na ile groźby Trumpa są realne: zestrzelił wartego kilkaset milionów amerykańskiego drona, stał za atakami dronami w rafinerie w Arabii Saudyjskiej, zaatakował tankowce i co? I nic, Trump nie zareagował na te prowokacje.
Młodzieńczość i charyzma
Trump, mimo że w połowie czerwca 2020 r. przekroczy 74 lata, nie wygląda na tyle. Kwestia wieku w jego wypadku nie jest tematem dla mediów. Ostatnio pojawiły się spekulacje na temat jego zdrowia, ale jak widać nie trwały za długo. Trump zachowuje spontaniczność, arogancję, jest niebywale energiczny oraz ma niewątpliwą charyzmę. Wydaje się być nieczuły na krytykę oraz ataki przeciwników politycznych i sam potrafi być dosadny, a nawet brutalny w swoich krucjatach przeciwko nim. Nie przejmuje się gafami, niewiedzą czy niekompetencją oraz tym, że nie ma zbyt starannie dopasowanego garnituru. Ta niezwykła witalność, a także odgrywanie z powodzeniem człowieka spełnionego w biznesie idzie Trumpowi całkiem nieźle.
Wyrazistość, charyzma oraz medialność czynią z niego bardzo trudnego przeciwnika, szczególnie dla bardziej mdłych w przekazie rywali z Partii Demokratycznej.
Środkowe Stany i Pas Rdzy
Hilary Clinton miała atuty, budżet na kampanię o połowę większy od Trumpa, mainstreamowe media za sobą i wreszcie w wyborach prawie 3 miliony głosów przewagi. Na niewiele się to zdało, bo przegrała w newralgicznych, niestabilnych pod względem preferencji politycznych tzw. swing states. Drogę do prezydentury utorowało Trumpwi zwycięstwo, choć często niemal o włos w takich stanach jak: Floryda, Michigan, Pensylwania oraz Wisconsin.
Do tego ostatniego stanu Hilary Clinton w czasie swojej kampanii nigdy nie dotarła i być może przez to pogrzebała swoje szanse. Oczywiście przyczyn porażki Clinton było znacznie więcej, aniżeli mniejsza aktywność od Trumpa w kampanijnym objeżdżaniu poszczególnych stanów.
Obama i rewolucja internetowa
Obama i jego współpracownicy odkryli siłę internetu jako narzędzia komunikacji, pozyskiwania danych, a także zbierania funduszy. Obamie udało się uzbierać dwa razy więcej na kampanię, aniżeli jogo rywalowi Johnowi McCainowi. To było jak starcie się dwóch światów nowego ze starym, McCain preferował kontakt bezpośredni i jak już to rozmowę telefoniczną, mail zdawał się być czymś dziwacznym i odhumanizowanym.
Obama i jego internetowa strategia, a także zebrane za jego pomocą dane o wyborcach i niesłychana mobilizacja zaskoczyły Republikanów, tkwiących jeszcze w poprzedniej epoce. Republikanie odrobili lekcję a Trump i Mike Pence prześcignęli mistrzów.
Apki Trumpa, apki Pence’a
Proces kryzysu i znikania mediów lokalnych przyspieszył w latach dwutysięcznych. Od 2004 roku zamknięto prawie dwa tysiące gazet, setki wytrawnych dziennikarzy zmuszonych było znaleźć inny zawód. Nie było już wnikliwych dziennikarzy śledczych, tropiących miejscowe układy, naużywanie władzy i korupcję. Szczególnie środkowe stany zaczęły przypominać medialną pustynię. Podupadłe struktury medialne zaczęły przejmować organizacje religijnych fundamentalistów. Był to wieloletni, konsekwentny proces - docierano z przekazem do określonej grupy odbiorców, którą są biali Amerykanie w średnim wieku z mniejszym niż przeciętnym dochodem i pełni obaw przed wszelką innością: imigrantami, gejami, transseksualistami, a także globalizacją, która wyssała ich miejsca pracy.
Powstała imponująca internetowa sieć począwszy od gazet, rozgłośni, a także aplikacji z wyjątkowo spójnym przekazem i to docierająca do dziesiątek milionów wyborców. W 2016 r. fundamentaliści postawili na ultrakonserwatywnego Teda Cruza, gdy ten przepadł, Trump zabiegając o ich poparcie na spotkania z przywódcami przychodził dzierżąc w dłoni Biblię i obiecując, że będzie za zakazem aborcji, małżeństwom gejów i transseksualizmowi. To wystarczyło, by ta imponująca sieć, a także apki pomogły Trumpowi zwyciężyć w newralgicznych, wahających się stanach - swing states.
Nieważne było to, że Trump był kilkukrotnym rozwodnikiem i często mijał się z faktami. Ważne było to, że nawet jeśli nie przepadał za swoimi wyborcami, to skutecznie sprawiał wrażenie, że ich lubi. Z tym natomiast poważny problem miała Hilary Clinton.
Biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło w 2016 r., zakładając, że nawet zdobycie przez rywala albo rywalkę Trumpa w wyborach prezydenckich w 2020 r. aż pięciomilionowej przewagi, wcale nie musi to oznaczać jego pokonania, pod warunkiem, że uda się jemu utrzymać choćby niewielką przewagę w kluczowych swing states.
Elektorat 2020
Być może decydujące dla zwycięstwa będzie dotarcie do tej grupy, która w 2016 r. była zarejestrowana, ale z różnych względów nie poszła do wyborów – chodzi o 33,5 proc. elektoratu. Jest o co walczyć. Sztabowcom i religijnym sojusznikom Trumpa zależeć będzie na uaktywnieniu tylko tych, którzy mogliby na niego zagłosować. Demokraci przegapili moment zapaści edukacyjnej, medialnej oraz infrastrukturalnej, a także radykalizacji religijnej, szczególnie w środkowych stanach. Przed Demokratami tygodnie batalii politycznych związanych z wyłanianiem w prawyborach kandydata albo kandydatki i potem jeszcze trudniejsza droga w aktywizowaniu utraconego elektoratu i pokonanie urzędującego prezydenta.
Wydaje się, że w 2020 r. zwycięstwo Trumpa jest przesądzone, ale w polityce okazuje się, że nic nie jest pewne – przecież sam jest tego świetnym przykładem. Nie tyle cud nad urną, co bardziej chłodna analiza tego, co poszło nie tak w 2016 r. i wyrazista, nieszablonowa kampania są potrzebne Demokratom.
Jedno wydaje się być pewne – będzie to żywiołowe starcie… siedemdziesięciolatków!