
W gorączce prawyborów w 2016 r. w jednym z wywiadów dla CNN, Barbara Bush, seniorka klanu, z obrzydzeniem wyrzuciła z siebie: ten Trump przyprawia mnie o mdłości. Trump długo nie czekał z reakcją, tym bardziej, że syn Barbary - Jeb Bush był jego konkurentem o nominację Republikanów. Trump zatweetował: "radzę Jebowi, żeby przyszedł do mnie z mamusią, by dała mi klapsa”, czym skutecznie ośmieszył kontrkandydata. Ten "straszny” i nieprzewidywalny Trump jak taran parł do zwycięstwa, pokonując swoich konkurentów i na końcu, to co się wydawało niemożliwe – zwyciężył z Hilary Clinton. Jeszcze przed najważniejszymi bataliami dla politycznych tuzów Trump był bardziej ekscentryczną ciekawostką, która miała jak meteor przelecieć przez scenę polityczną i równie szybko zniknąć. Po jakimś czasie Republikanie z coraz bardziej kwaśnymi minami stawali się zakładnikami coraz brutalniej prowadzonej przez Trumpa kampanii, potem jego obecnej prezydentury i być może kolejnej.
Jest w świetnej kondycji i to o wiele lepszej, aniżeli w czasach Obamy, który musiał zmagać ze skutkami największego kryzysu finansowego od czasów Wielkiej Depresji. O świetnej sytuacji dowodzi najniższy- uwaga! - od 1969 r. wskaźnik bezrobocia. W 2018 r. pojawiły 263 tysiące nowych miejsc pracy, o 50 proc. więcej od najśmielszych prognoz ekonomistów. Obniżenie podatków dla najbogatszych, uszczupla budżet federalny o astronomiczne 900 mld dolarów i choć są już widoczne skutki mniejszych subwencji na edukację, służbę zdrowia czy infrastrukturę, to jeszcze nie na tyle by zagrozić prezydenturze Trumpa w 2020 r. Musiało by dojść do zapaści na początku przyszłego roku. Niewiele na to wskazuje, czyli Make America Great Again jest w trakcie skutecznej realizacji.
Na rosnącą imigrację z południa – postawienie muru i deportacje nielegalnych imigrantów. Porozumienie nuklearne z Iranem – najgorzej wynegocjowana w historii umowa – trzeba anulować. Na lęki przed utratą miejsc pracy – wojna handlowa z Chinami. Na impeachment – polowanie na czarownice i wielkie oszustwo Demokratów. Na rosnące napięcia pomiędzy Assadem, Kurdami a Turkami – wycofać siły i zostawić Kurdów samych sobie. Na swoją rywalkę w wyborach prezydenckich w 2016 r. – nazwanie jej oszustką. Na problem broni jądrowej w Korei Północnej – wielki szczyt z Kim Dżong Unem i w bezpośrednich rozmowach rozwiązanie tego zagrożenia. Na razie bez powodzenia. Na napięte relacje z Rosją – bezpośrednie rozmowy z Putinem i rozwiązanie wszelkich przeszkód. Nie ustaje w próbach i nie pomogło wyznanie, że bardziej wierzy Putinowi, aniżeli swoim doradcom czy wywiadowczym danym. Na wznowienie programu atomowego przez Iran – najlepiej bezpośrednie rozmowy z Hassanem Rouhanim – choć mimo gotowości ze strony prezydenta USA, Teheran milczy.
Trump nie słucha doradców, może z paroma wyjątkami, jak np. zięcia Jareda Kushnera czy powiernika i speca od misji specjalnych - Rudy’ego Giulianiego. Trump sprawia wrażenie, że bardziej ceni dyktatorów, nie szczędząc im pochwał, a często ma napięte relacje ze swoimi demokratycznymi sojusznikami z Europy i Azji. Nieprzewidywalność Trumpa zdaje się być atutem w relacjach z dyktaturami. Nie wiadomo, jak zareaguje, co zrobi - impulsywnie podejmuje decyzje i zaskakuje także swoich doradców.
Trump, mimo że w połowie czerwca 2020 r. przekroczy 74 lata, nie wygląda na tyle. Kwestia wieku w jego wypadku nie jest tematem dla mediów. Ostatnio pojawiły się spekulacje na temat jego zdrowia, ale jak widać nie trwały za długo. Trump zachowuje spontaniczność, arogancję, jest niebywale energiczny oraz ma niewątpliwą charyzmę. Wydaje się być nieczuły na krytykę oraz ataki przeciwników politycznych i sam potrafi być dosadny, a nawet brutalny w swoich krucjatach przeciwko nim. Nie przejmuje się gafami, niewiedzą czy niekompetencją oraz tym, że nie ma zbyt starannie dopasowanego garnituru. Ta niezwykła witalność, a także odgrywanie z powodzeniem człowieka spełnionego w biznesie idzie Trumpowi całkiem nieźle.
Hilary Clinton miała atuty, budżet na kampanię o połowę większy od Trumpa, mainstreamowe media za sobą i wreszcie w wyborach prawie 3 miliony głosów przewagi. Na niewiele się to zdało, bo przegrała w newralgicznych, niestabilnych pod względem preferencji politycznych tzw. swing states. Drogę do prezydentury utorowało Trumpwi zwycięstwo, choć często niemal o włos w takich stanach jak: Floryda, Michigan, Pensylwania oraz Wisconsin.
Obama i jego współpracownicy odkryli siłę internetu jako narzędzia komunikacji, pozyskiwania danych, a także zbierania funduszy. Obamie udało się uzbierać dwa razy więcej na kampanię, aniżeli jogo rywalowi Johnowi McCainowi. To było jak starcie się dwóch światów nowego ze starym, McCain preferował kontakt bezpośredni i jak już to rozmowę telefoniczną, mail zdawał się być czymś dziwacznym i odhumanizowanym.
Proces kryzysu i znikania mediów lokalnych przyspieszył w latach dwutysięcznych. Od 2004 roku zamknięto prawie dwa tysiące gazet, setki wytrawnych dziennikarzy zmuszonych było znaleźć inny zawód. Nie było już wnikliwych dziennikarzy śledczych, tropiących miejscowe układy, naużywanie władzy i korupcję. Szczególnie środkowe stany zaczęły przypominać medialną pustynię. Podupadłe struktury medialne zaczęły przejmować organizacje religijnych fundamentalistów. Był to wieloletni, konsekwentny proces - docierano z przekazem do określonej grupy odbiorców, którą są biali Amerykanie w średnim wieku z mniejszym niż przeciętnym dochodem i pełni obaw przed wszelką innością: imigrantami, gejami, transseksualistami, a także globalizacją, która wyssała ich miejsca pracy.
Być może decydujące dla zwycięstwa będzie dotarcie do tej grupy, która w 2016 r. była zarejestrowana, ale z różnych względów nie poszła do wyborów – chodzi o 33,5 proc. elektoratu. Jest o co walczyć. Sztabowcom i religijnym sojusznikom Trumpa zależeć będzie na uaktywnieniu tylko tych, którzy mogliby na niego zagłosować. Demokraci przegapili moment zapaści edukacyjnej, medialnej oraz infrastrukturalnej, a także radykalizacji religijnej, szczególnie w środkowych stanach. Przed Demokratami tygodnie batalii politycznych związanych z wyłanianiem w prawyborach kandydata albo kandydatki i potem jeszcze trudniejsza droga w aktywizowaniu utraconego elektoratu i pokonanie urzędującego prezydenta.
