Fot. Tomasz Siuda

Kilka godzin temu – pociski rakietowe spadły na dwie bazy w Iraku. W bazach Al-Asad oraz Irbil stacjonują nie tylko żołnierze USA, ale także m.in. polscy. To irański odwet za śmierć generała Kassema Sulejmaniego. Trwa szacowanie strat materialnych – bo tym razem prawdopodobnie bez ofiar. Operacja męczennik Sulejmani - wydaje się, że jest to ostrzeżenie ze strony Iranu, ale równocześnie cios w prestiż USA. W niemal w tym samym czasie samolot Boeing 737 ukraińskich linii lotniczych z Teheranu do Kijowa z 170 osobami na pokładzie rozbił się tuż po starcie z lotniska Imama Chomeiniego pod Teheranem. Na razie nie wiadomo – czym była spowodowana ta katastrofa lotnicza.

REKLAMA
Uparcie powtarzam, że zabicie generała Sulejmaniego było poważnym błędem. Nasuwają się pytania dlaczego właśnie w tym momencie i jakie było rzeczywiste uzasadnienie wyeliminowania tego celu nr 1. Bo jeśli akt ten miał uspokoić sytuację i doprowadzić do wycofania się Iranu z Iraku – jest zupełnie na odwrót.
Generał zginął w Bagdadzie – był oficjalnym przedstawicielem władz irańskich, którzy przybył do Iraku na zaproszenie rządu irackiego. Raczej nie była to misja wojskowa, a bardziej polityczno-dyplomatyczna. W narastającym kryzysie po 3 stycznia, umknęły uwadze podjęte wysiłki na rzecz stabilizacji regionu. Od tygodni trwały rozmowy irańsko-saudyjskie, by zdeeskalować napięcie pomiędzy nimi. Generał był także w te rozmowy zaangażowany. Saudyjski następca tronu, Muhammad bin Salman zdał sobie wreszcie sprawę, że do zakończenia wojny w Jemenie wiedzie droga przez Iran. Saudyjczycy nie chcieli też powtórki ataków na infrastrukturę naftową. Nie dość, że te rozmowy zostały przerwane, to także Irak znalazł się w bardzo trudnym położeniu.
Od października ub. roku w Iraku trwały protesty po raz pierwszy także tak zdecydowanie antyariańskie i to ze strony szyitów irackich, który miał być matecznikiem wpływów irańskich. W tej chwil nastroje radykalnie się zmieniły na antyamerykańskie i jest to już sukces Sulejmaniego zza grobu.
W złożonej rzeczywistości politycznej, każdy premier i czołowi politycy iraccy od lat musieli być akceptowani przez Iran, a także przez USA. Obok smutnego faktu korupcjogennych układów polityki irackiej i słabości tego państwa, coś zaczynało się wreszcie udawać, a mianowicie był nim stały wzrost produkcji ropy. Stany Zjednoczone, w stabilizowaniu sytuacji politycznej w Iraku były skazane na współpracę z Iranem i na odwrót. Politycy iraccy lawirowali pomiędzy sowimi potężnymi protektorami: USA i Iranem. Było to ogromne wyzwanie jak i szansa na współpracę, która została całkowicie zaprzepaszczona. W tej chwili największym przegranym jest Irak, który po długim okresie chaosu, wydawało się, że wychodził wreszcie na prostą. Teraz stał się poligonem wojny zastępczej amerykańsko-irackiej. Nie ma mowy o współpracy Iranu z USA. Każdy polityk iracki doskonale wie, że lepiej nie mieć przeciwko sobie milicji szyickich.
Niestety z każdą godziną radykalnie maleją jakiekolwiek szanse, aby udało się rozwiązać ten konflikt za pomocą środków dyplomatycznych. W ostatnim wpisie apelowałem do władz RP i opozycji, by przemówić jednym głosem w sprawie deeskalacji konfliktu USA- Iran. Nie wiem czy za kilka godzin, apel ten w ogóle będzie aktualny. Należy takie działania deeskalacyjne podjąć, choćby ze względu na to, że w tej chwili w Iraku w bazie Al-Asad stacjonuje nadal około 150 polskich żołnierzy, w ramach misji szkoleniowo-technicznej, która trwa od 2016 r.
Ktoś niedawno napisał, że nie da się komentować nieprzewidywalnej polityki i decyzji prezydenta Donalda Trumpa, a szczególności wręcz jego kompulsywnej aktywności na twitterze. Komentatorzy zwracają uwagę, że Trump nie potrafi współpracować nawet ze swoją administracją, a owocem jego nieprzemyślanych decyzji są coraz groźniejsze skutki. Przypomnijmy, że jeden z artykułów impeachmentu właśnie dotyczy polityki zagranicznej, a ściślej nacisków i szantażu Trumpa wobec prezydenta Ukrainy. Prywatny ambsador jak Giuliani, wyrzucani doradcy, zastraszeni urzędnicy oraz gorące tweety – to jest styl tej prezydentury.
Nie mając planu B. Pompeo-Trump zaczęli wywierać maksymalną presję na Iran, po wcześniejszym jednostronnym wycofaniu się w maju 2018 r. z porozumienia nuklearnego. Iran czekał rok na reakcję Unii Europejskiej, a także Chin i Rosji i się nie doczekał. Z powodu sankcji przestali kupować irańską ropę i wiele inwestycji zostało przerwanych i zawieszonych. Przyparty do muru, Iran nie zamierzał ulegać presji. Były ataki na tankowce i zajęcie brytyjskiego tankowca, zestrzelenie drona, ataki na saudyjskie rafinerie. Każdy incydent był kolejnym etapem eskalacji, który doprowadził do największego kryzysu ostatnich dni i coraz groźniejszych konsekwencji.
Pojawiają się też komentarze przede wszystkim ze strony zagorzałych zwolenników prezydenta Trumpa, a także jastrzębi opowiadającymi się za odsunięciem wrogiego „reżimu ajatollahów” od władzy, że jest to najlepszy moment do ataku i nie można tej szansy przegapić. Według nich reżim słania się na nogach, mocno osłabiony sankcjami i z dramatycznie spadającym poparciem Irańczyków, czego dowodem bardzo krwawo stłumiony bunt społeczny jeszcze kilka tygodni temu.
Chciałbym wylać kubeł zimnej wody na gorące głowy. Iran, mimo że znajduje się w głębokim kryzysie gospodarczym, a także politycznym – jest niezwykle trudnym przeciwnikiem. Wysokie morale Korpusu Strażników Rewolucji, ich bohaterski dowódca – męczennik Sulejmani jeszcze bardziej mobilizuje ich szeregi. Korpus ma przećwiczone schematy działań asymetrycznych, a także sojuszników: Baszara Assada, Hezbollach, Hutich i milicje szyickie. Najbardziej trzeźwiące powinny być koszty jakie ponieśli Amerykanie w Iraku. Jeśli dojdzie do zawalenia reżimu w Iranie – kto zapanuje nad chaosem i ryzyka powtórki wariantu syryjskiego? Nie ma przecież zorganizowanej opozycji. Punktowe uderzenia w różne cele w Iranie – mogą jedynie umocnić konsolidację reżimu.
Generał jeszcze za życia był bohaterem dla około 70% Irańczyków i był symbolem zwycięstwa. Poskromił ISIS i ocalił przed upadkiem chwiejący się reżim Baszara Assada. Jeszcze za życia miał niewiarygodnie wysokie ponad 70% poparcie. W tej chwili to poparcie jest jeszcze wyższe. Dowodzą tego wielomilionowe tłumy żałobników. Tłum był tak gęsty, że stratowanych zostało kilkudziesięciu żałobników. Więcej Irańczyków brało udział jedynie w uroczystościach pogrzebowych Chomeiniego w 1989 r.
W tej chwili –nawet ci, którzy byli niechętni wobec reżimu, ulegają narodowej mobilizacji i konsolidują się wokół władz. Umiarkowana frakcja, dla której Sulejmani był wpływowym rywalem politycznym – teraz ma bardzo ograniczone możliwości działania. Po pierwsze nie mogą jawnie krytykować popleczników męczennika Sulejmaniego. Po drugie za umowę nuklearną obrywa się umiarkowanym , za naiwność, że da się współpracować z „wielkim szatanem” Jeśli w lutym dojdzie do wyborów – jest coraz pewniejsze, że twardogłowi konserwatyści zdobędą znaczną przewagę w medżlisie. Pytanie kto będzie następcą wiekowego i schorowanego Chameneia- najwyższego przywódcy? Która z frakcji przeważy?
Kolejne etapy eskalacji konfliktu z USA, paradoksalnie wzmacniają reżim w Iranie, który jeszcze kilka tygodni temu znajdował się poważnym kryzysie. Oczywiście nie da się takiej mobilizacji utrzymać zbyt długo i wiele zależy co stanie w najbliższych dniach, a nawet godzinach.
Iran duszą sankcje, a dla Trumpa zaczął się rok wyborczy i proces w ramach impeachmentu w Senacie. Czy zatrzymają wojenną machinę zagłady? Zadziwiające, że świat, który znajduje się wobec poważnego wyzwania jakim jest zmiana klimatu – musi zmierzyć się z konfliktem, którego przy odrobinie dobrej woli można było uniknąć.