
Wydaje się, że proces w sprawie impeachmentu prezydenta Trumpa w amerykańskim Senacie zakończy się już niebawem i to korzystnym niego głosowaniem. Republikańska większość ma mu to zagwarantować. Czy w takim razie prezydent może już spać spokojnie?
REKLAMA
Zgodnie z Konstytucją po przesłaniu artykułów do Senatu izba wyższa działa jako sąd przysięgłych w procesie parlamentarnym prezydenta i decyduje, czy usunąć go z urzędu, czy też uniewinnić. Senatorowie złożyli przysięgę o bezstronności. Obradom procesowym przewodniczy prezes Sądu Najwyższego John Roberts.
Przypomnijmy prezydent Trump został oskarżony o nadużycie władzy związanej z presją wobec Ukrainy, czyli wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy i odwieszenia jej pod warunkiem śledztwa antykorupcyjnego w sprawie jego rywala politycznego. Drugi artykuł impeachmentu dotyczy obstrukcji i sabotowania przez prezydenta wszelkiej współpracy w czasie przesłuchań w kwestii impeachmentu.
Od początku procesu przewodniczący większości republikańskiej Mitch Maconell, mimo już dość zaawansowanego wieku, dwoi się i troi by zmniejszyć szkody na wizerunku prezydenta Trumpa i wydaje się, że jest skuteczny na tym polu. Przed nim kolejna bardzo ważna batalia, by nie dopuścić do przedłużenia procesu. Może dojść do takiej sytuacji, gdy do Demokratów mających 47 senatorów przyłączy się czterech Republikanów w głosowaniu w kwestii włączenia świadków do procesu. Jest to mało prawdopodobne gdyby jednak jakimś cudem do tego doszło -świadkowie wezwani nakazem sądowym mogli by wiele powiedzieć na temat decyzji Trumpa o zawieszeniu pomocy dla Ukrainy dla własnych celów politycznych i nadużyciach w związku z obstrukcją prac komisji Izby Reprezentantów.
Republikanie doskonale wiedzą, że przedłużenie procesu jest bardzo ryzykowne Chcą jak najszybciej go zakończyć i każdy dzień przynosi kolejne spekulacje i domysły podsycane przez media, co może wpłynąć na spadek notowań. Sam prezydent nie ułatwia tego zadania. Od wtorku 21 stycznia, czyli pierwszego dnia procesu przed Senatem kompulsywnie tweetuje. Jednego dnia aż 140 tweetów i retweetów głównie z jednego medium Fox News. Wychodzi jeden (re)tweet co 5 minut – czy prezydent ma czas na inne rzeczy? W jednym z tweetów zaatakował, a nawet odgrażał się Adamowi Schiffowi (główny manager Demokratów w sprawie impeachmentu), że „przyjdzie czas, gdy będzie musiał zapłacić za szkody wyrządzone krajowi”.
Adam Schiff - 59 letni deputowany z Kalifornii, oraz pozostałych sześciu managerów impeachmentu argumentowali przez kilkanaście godzin za impeachmentem prezydenta. Właśnie Schiff przez wiele godzin dał się poznać jako świetny mówca, spokojny i niestrudzenie argumentujący. Nawet jeden z republikańskich senatorów wyrażał się z uznaniem o kunszcie jego wystąpień. W nich Schiff odwoływał się do poczucia obywatelskiego obowiązku i odpowiedzialności wśród republikańskich senatorów, by móc wreszcie przeprowadzić rzeczywisty proces, który będzie zagwarantowany przez dopuszczenie świadków.
„Amerykański naród na to zasługuje"” zgodnie z zasadą rule of law. Przypomniał, że z powodu obstrukcji prezydenta Trumpa nie udało się uzyskać dokumentów, a większość potencjalnych świadków jeszcze na etapie impeachmentu w Izbie Reprezentantów nie mogła stawić się przed komisję z powodu wyraźnego zakazu prezydenta.
Główny manager w sprawie impeachmentu mógł zaleźć prezydentowi za skórę. Dał popis retorycznej zręczności. Bezpośrednio zwrócił się do republikańskich senatorów powołując się na raport CBS News, w którym jeden z powierników Trumpa, miał im rzekomo zagrozić, że „jeśli zagłosują przeciwko Trumpowi, to ich głowy nabite zostaną na piki”. Schiff dorzucił z całą powagą, aczkolwiek nie kryjąc pewnej ironii, że ma nadzieję, że jest to nieprawda, a jeśli tak - to prezydent republiki amerykańskiej coraz bardziej upodabnia się do absolutnego monarchy. I z całą powagą dał jasno do zrozumienia, że każdy kolejny dzień prezydentury Trumpa stanowi zagrożenie dla kraju i amerykańskiej demokracji. Przestrzegał, że jeśli nadużycia władzy wykonawczej odbędą się bez konsekwencji, kolejni prezydenci mogą podążać za przykładem Trumpa.
Prawnicy prezydenta Trumpa w sobotę starali się podważyć „wątłe” jak określili podstawy impeachmentu. Zwrócili uwagę na wiele luk oraz starali się ukazać artykuły oskarżenia jako działanie motywowane jedynie interesem politycznym Demokratów by maksymalnie osłabić prezydenta w tegorocznych wyborach.
Jednak nie tyle w sali Senatu USA, a bardziej poza nią pojawiają się kolejne „sensacyjne” informacje. Niedawno wypłynęło nagranie, w którym prezydent już w 2018 r. miał mówić o odwołaniu ambasador Marie Yovanovitch.
Kolejną „sensacją” jest przeciek z jeszcze niewydanej książki Johna Boltona – byłego doradcy prezydenta Trumpa. Bolton miał utrzymywać, że dowiedział się od prezydenta o wstrzymaniu pomocy wojskowej dla Ukrainy, by rozpoczęła śledztwo w sprawie korupcji.
Kolejną „sensacją” jest przeciek z jeszcze niewydanej książki Johna Boltona – byłego doradcy prezydenta Trumpa. Bolton miał utrzymywać, że dowiedział się od prezydenta o wstrzymaniu pomocy wojskowej dla Ukrainy, by rozpoczęła śledztwo w sprawie korupcji.
Choć tego wprost być może nie napisał, wiadomo, że chodziło o Bidenów, Hunter Biden w latach 2014-19 był zatrudniony w ukraińskim holdingu Burisma, a jego ojciec Joe ma być głównym rywalem Trumpa w wyborach prezydenckich. Wskazanie na korupcyjny układ miał znacznie osłabić, a nawet odebrać szanse Joe Bidenowi.
Zamiast osłabić konkurenta, prezydent musi stawić czoła impeachmentowi. Wciąż trudno przewidzieć, jakie będą tego koszty polityczne – nawet co bardzo prawdopodobne po uniewinnieniu Trumpa. Do jego skazania potrzeba 2/3 głosów, czyli Demokraci musieliby przyciągnąć aż 20 republikańskich senatorów. To wydaje się być niemożliwe – musiałby dojść do politycznego „trzęsienia ziemi”, aby do tego doszło.
Zamiast osłabić konkurenta, prezydent musi stawić czoła impeachmentowi. Wciąż trudno przewidzieć, jakie będą tego koszty polityczne – nawet co bardzo prawdopodobne po uniewinnieniu Trumpa. Do jego skazania potrzeba 2/3 głosów, czyli Demokraci musieliby przyciągnąć aż 20 republikańskich senatorów. To wydaje się być niemożliwe – musiałby dojść do politycznego „trzęsienia ziemi”, aby do tego doszło.
Jeśli nawet– co jest wątpliwe, dojdzie do głosowania w sprawie dopuszczenia świadków – wówczas impeachment zacznie przypominać kalibrem „aferę Watergate”.
Chcąc tę groźną bombę rozbroić, Republikanie będą chcieli, jak wspomniałem, szybko zakończyć ten proces. W przeciwnym razie jej wybuch nie tylko dotknie prezydenta, lecz także GOP, straty bardzo trudne do przewidzenia.
Chcąc tę groźną bombę rozbroić, Republikanie będą chcieli, jak wspomniałem, szybko zakończyć ten proces. W przeciwnym razie jej wybuch nie tylko dotknie prezydenta, lecz także GOP, straty bardzo trudne do przewidzenia.
Jednego można być tej sytuacji prawie pewnym - deputowany Adam Schiff to wschodząca gwiazda Demokratów i wyrasta być może na nowego lidera tej formacji, a nawet kandydata, który może uzyskać nominację i skutecznie powalczyć o prezydenturę w 2024 r.
Bardzo wzmożona twitterowa aktywność prezydenta Trumpa - nawet od późnych godzin nocnych – świadczy o jednym, przynajmniej jeszcze przez kilka dni raczej nie będzie dobrze spać. Boję się pomyśleć – co stanie się z twitterem – jeśli proces zostanie przedłużony i wezwani zostaną świadkowie…
