
Od 1989 roku, wiele razy uczestniczyłem w różnych typach, formach i akcjach zarządzania kryzysowego.
REKLAMA
Czy to fala strajków na początku 1991 roku, po rozpaleniu społecznych emocji podczas kampanii prezydenckiej Wałęsy. Czy - walka z niespotykaną zapaścią budżetową latem 1991, którą można było prowadzić tylko dzięki sile charakteru Leszka Balcerowicza i Jana Krzysztofa Bieleckiego. Czy największy chyba od 1989 roku strajk górniczy pod sam koniec 1992 roku, gdzie zarządzałem kryzysem, ale bez wsparcia Premier Suchockiej nie byłoby szans na znalezienie rozwiązania. Czy różne strajki kolejowe, pielęgniarskie, nauczycielskie, które w latach 90. udawało się pokojowo prowadzić aż do kompromisów dzięki wyobraźni partnerów oraz ministrów śp. Andrzeja Bączkowskiego i Longina Komołowskiego.
Czy dramatyczne zarządzanie powodziami (mam ich kilka w swoim spisie) już w XXI wieku, budujące nowe sposoby sprawności zarządzania państwem dzięki intuicji i rzetelności Donalda Tuska. Czy znalezienie szybko zestawu narzędzi pomagających stopować i osłabiać w Polsce przebieg i skutki kryzysu gospodarczego z 2008 roku, co nie byłoby możliwe bez dobrej współpracy wszystkich stron, siły Premiera i determinacji Jacka Rostowskiego.
Czy najtrudniejsze zadanie, jakim było zarządzanie tragicznymi dniami i państwem po katastrofie smoleńskiej w kwietniu 2010 roku.
Lecz po co ja wymieniam te zdarzenia, które w takiej czy innej postaci potrzebowały sprawności zarządzania, empatii wobec różnych ludzi i grup społecznych, woli solidarnego działania, by pomagać ludziom integrować się wobec najtrudniejszych wyzwań?
Bo dziś widzę i rozumiem, że obecne doświadczenie, pandemia Koronawirusa - jest o setki, setki razy trudniejszym wyzwaniem.
I że tak, jak i wtedy liczy się przywództwo, jego jakość, jego uczciwość i przejrzystość w budowaniu podstawowej dla takiego wyzwania - zasady solidarności. Tylko solidarność buduje zaufanie, bez zaufania nie będzie solidarności.
Dlatego wymieniłem te nazwiska, bo te osoby nawet w najtrudniejszych warunkach o tym nie zapominały.
I rozglądam się dokoła.
Dla Kaczyńskiego (bo to on zarządza politycznym wymiarem tego kryzysu) solidarność i zaufanie są nieistotne. Bo jego ulubiona i do tej pory skuteczna technika rządzenia opiera się na tworzeniu, wzmacnianiu polaryzacji i nienawiści społecznej rozwijanej do paranoidalnej skali.
Mamy rozpędzającego się Koronawirusa.
Kluczowe jest, jaką strategię rozwoju sytuacji przyjmiemy.
Spowolnienie rozprzestrzeniania się wirusa (ludzie w domach, praca zdalna, szkoły zamknięte, imprezy odwołane, granice pod kontrolą, nowe nawyki - higiena, dystans do ludzi etc.) jest bardzo ważne, i to minister Szumowski rozumie, wybraliśmy nienajgorszą strategię.
Ale uzupełnieniem musi być polityka badań testowych na dużą skalę (jak w Niemczech), bo ona pozwala też budować politykę troski o grupy najbardziej zagrożone, ich separację, ale i badania przesiewowe. Sens walki z epidemią nie polega na tym, by chaotycznie rzucać się od jednych decyzji do drugich, zakazywać publicznej informacji o rozwoju choroby (jak to bezsensownie zrobił wojewoda w województwie Warmińsko-Mazurskim) - tylko mieć plan działań i wdrażać go konsekwentnie, nie - przypadkowo. Bo tu nie chodzi o to, czy będziemy lubili rządy PiS, tylko jaka będzie skala śmiertelności w wyniku KORONAWIRUSA!
I trzeba od razu przyjąć, że możliwy jest scenariusz najgorszy - wolniejszy w Polsce, niż w innych krajach wzrost skali choroby, nawet przerwa letnia (i ulga nasza), ale i jesienny powrót drugiej fali Koronawirusa. Nie będzie szczepionki za 6 miesięcy, ani pewnie za 12. Jeśli taki scenariusz przyjąć, to cały system ochrony zdrowia musi się do tego dostosować, trzeba mocniej włączyć w zażegnywanie skutków Koronawirusa prywatną część systemu ochrony zdrowia, ale bez tworzenia różnic między ludźmi i groźby nierówności. I rygory oraz restrykcje poruszania się muszą być utrzymane. A całe państwo musi przejść na nowy system funkcjonowania, wykorzystując do tego nowe technologie, szczególnie w usługach publicznych, dostępności wielu usług komercyjnych, i formach pracy zdalnej.
KTOŚ TYM MUSI ZARZĄDZIĆ!
Programy ratunkowe i stymulacyjne dla gospodarki i naszych dochodów muszą być do tego scenariusza dostosowane. I chyba taką wersję scenariuszy przedstawił Piotr Arak, i Polski Instytut Ekonomiczny (choć o szczegółach można dyskutować). To, co ważne - nie zabić sensu pomocy gospodarczej biurokracją (4 stronicowy druk z ZUS-u oparty na totalnym braku zaufania państwa do biznesu, do ludzi pracujących) oraz nie zabić jej rywalizacją o każdą złotówkę (rząd - opozycja) - pewnie pieniędzy i tak w ogóle nie starczy. Prognoza i strategia gospodarcza musi być długoterminowa (co najmniej rok DOŁKA) i skorelowana ze strategią rozwoju epidemii.
Nie wolno też minimalizować pomocy unijnej.
Bo jest kluczowa, od przesterowania już istniejących środków na swobodną linię wydatków przeciwdziałania Koronawirusowi, czy poprzez wspólne przedsięwzięcia gospodarcze, akcje - jak zakup sprzętu medycznego i ochronnego, czy jak wsparcie europejskie dla powrotów do domu Europejczyków spoza Europy. I tu katastrofa - według unijnej propozycji pasażerowie tych ratunkowych lotów nic nie płacą, a Unia dopłaca 75% do kosztów transportu. Dlaczego więc Polska z tego rozwiązania nie skorzystała?
I tu jest sedno sprawy - de facto uruchomiony w czasach zarazy, chociaż przecież hodowany od lat, drugi wirus: NACJOWIRUS!
Bo władze polskie bardziej myślą o politycznym marketingu, niż tylko o realiach i konkretnych narzędziach osłabiania Koronawirusa. Bo są w pułapce wzorca politycznego, którego ojcem jest Jarosław Kaczyński. Że polskie jest najlepsze, że wstajemy z kolan, że musimy szprycować narodową dumę aż do chorej postaci. Często dumę opartą na strachu. To dlatego wdrożono polski i samolubny, i totalitarny model zamykania granic - bez przejazdu dla Estończyków i Litwinów, bez zielonej linii dla ciężarówek, za to z debilnym nakazem dla polskiego strażnika i policjanta, by skupili się na wymuszeniu wypełnienia papierowego druku lokalizacyjnego - jakby nie było geolokacji sieciowej.
W Południowej Korei, w taki właśnie sposób, przez analizę sieci lokalizuje się zagrożenia, a nawet rząd zmienił prawo, by mógł dla dobra i zdrowia ludzi czasowo mieć dostęp do wszystkich rejestrów zdrowotnych z danymi. Ale tam było to możliwe, bo utrzymuje się mechanizmy demokracji, bo buduje się zaufanie społeczne - z ludźmi i dla ludzi.
W Polsce - widać chorą, niezrozumiałą presję, byśmy szli do wyborów prezydenckich 10 maja! Ta chora presja ma przyczynę czysto polityczną, a zupełnie pomija zdrowie i bezpieczeństwo obywateli, Polaków. No bo jak to: Polacy by się poddali? Musimy być przecież najlepsi, a Chińczycy są koszmarnie źli, co chore radary chorego umysłu Macierewicza wychwytują natychmiast. Tak, jak poseł Bochenek wydziwia na Unię Europejską, że zakazuje działań Netflixowi. A to w odpowiedzi na racjonalną prośbę (gęstość ruchu w sieci) komisarza Bretona: i Netflix, i Google na YouTube obniżyły jakość usług, by była większa przepustowość przepływu informacji w sieci. Zrobiono coś solidarnego, o czym rządzący w Polsce nie mogą nawet pomarzyć.
Solidarność, zaufanie....
To ludzie mają mieć zaufanie do władzy, a nie władza do ludzi, władza ma obywatelom służyć. Budowanie solidarności i zaufania jest więc kluczowym narzędziem dobrego zarządzania. I niezbędny jest ludzki wymiar przywództwa...
Brak przywództwa, solidarności i zaufania może niestety w Polsce rosnąć. To radykalnie ograniczy naszą zdolność do dawania sobie rady z kryzysem epidemii oraz z kryzysem życia i gospodarki.
Pora odkleić NACJOWIRUSA od KORONAWIRUSA i wyrzucić go do śmieci. Jeśli chcemy normalnie przetrwać nienormalne czasy.
To do Pana, Panie Kaczyński...
Michał Boni
20 marca 2020
20 marca 2020
