Żyjemy obecnie pod presją choroby, której w istocie nie umiemy leczyć. Stosujemy się do zaleceń, przebywamy w domach (chociaż to prawie więzienie!), izolujemy potencjalnie zarażonych za pomocą kwarantanny - ale gdy ktoś już jest zarażony, to nie mamy środka, który by mógł posłużyć jako lek. Więc albo przeżyje - albo nie. Chorobę musi pokonać - jeśli zdoła - własna odporność organizmu.

REKLAMA
Jest to bardzo frustrujące. Przywykliśmy do tego, że mamy do dyspozycji różne skuteczne medykamenty, więc jak jesteśmy chorzy - to sądzimy, że trzeba tylko zastosować właściwy lek, a choroba zostanie pokonana. Szczególnie rozzuchwaliły nas antybiotyki - bardzo skuteczne w zwalczaniu odwiecznych wrogów ludzkości, chorobotwórczych bakterii. Niestety przy koronawirusie ten sposób działania nie może być zastosowany, bo czynnikiem zakaźnym jest wirus, a na wirusy antybiotyki nie działają. W efekcie na nękającą nas obecnie zarazę nie mamy właściwego leku.
Zwróćmy jednak uwagę na fakt, że w podobnych warunkach ludzie żyli, chorowali i zdrowieli przez całe stulecia. W 2014 roku napisałem artykuł o tym, jakie przedziwne (i nieskuteczne...) leki stosowano w starożytności i w średniowieczu. Redakcja Newsweek Historia publikując ten artykuł opatrzyła go tytułem "Kuracje grozy". Artykuł ten można przeczytać tutaj. Zapraszam do tej podróży w przeszłość - bo aktualna sytuacja pod wieloma względami cofa nas do średniowiecza...