Sekunda, moment, kilka mgnień - Czas bije niby serce, Bo ogłoszono wielki dzień - Bez ani jednej śmierci. W tym czasie więc piekielnych bram Sam diabeł nie otwiera. W raju scenariusz jest ten sam - Przyjmują, lecz nie teraz. -------- Rozporządzenie miało moc, Która sprawiała, że przez noc Nikt nie zakończył życia w swej pościeli. Nawet najpoważniejszy stan Nikogo nie pozbawiał szans - Do rana wszyscy jakoś dociągnęli. ------- Dziś żadna rzeź nie zbierze żniw - Kazano stępić noże, Więc z bitwy każdy wróci żyw, Z czym wcześniej było gorzej. ------- Nie wolno dzisiaj wielkich słów – Bóg, honor, czy ojczyzna Używać, żeby sobie znów Prawo zabijać przyznać. ------ Nikomu dziś nie tryśnie krew, Bo na samego czarta zew Nikt nie dobędzie dziś kindżałów. Nikt nie zapadnie w wieczny sen, Nikomu się nie skończy tlen W dzień tryumfu wzniosłych ideałów. ------ Przestańcie więc o zemście śnić Za naród albo wiarę. Dziś można tylko lekko bić I dusić też z umiarem. ------ Możecie już z balustrad zejść I nie zasłaniać nieba. Jest przecież tyle lepszych miejsc, Nie skaczcie, nie potrzeba. ------- Wisielców też nie zabrzmi chór Będzie przecięty każdy sznur, Dopóki w żyłach krew jeszcze pulsuje. Nie napracuje się dziś kat, Skoro zamknęli tamten świat I święty Piotr petentów nie przyjmuje. -------- Więc nie umartwią naszych dusz Najgorsze przepowiednie. Katastrof będzie co i rusz Ofiary - ani jednej. ----------- Dziś nikt nie padnie zgięty w pół, W pół życia i marzenia. A kto osunie się pod stół, To tylko z przejedzenia. ------- Nikogo z nóg nie zwali ból, I nie dosięgnie żadna z kul, I przypadkowe śmierci także się nie zdarzą. A jak ktoś umknie oczom służb, Spec-oddział wskrzesicieli dusz Pomoże pielęgniarkom i lekarzom. -------- Upiją śmierć na jednej z uczt I dadzą jej najlepszy kawior. A potem zamkną ją na klucz. I nawet kosy ją pozbawią. ------- Położą śmierć sam Bóg wie gdzie W piwnicy na kanapie. Po czym pogrąży się we śnie, I nawet nie zachrapie. -------- Nikt nie da rady tego dnia Zakazać cieszyć się i śmiać, Jeszcze możemy coś pokazać światu. Jak oszaleje ktoś do cna, To mu psychiatra kaftan da - On też świętować prawo ma W domu wariatów. ---------- Jeden zapijał się na śmierć, Ale skubany nie umierał, Choć w gardło co dzień wlewał litr najmarniej. Jeszcze innego sąsiad prał Nikt nie wie za co – tak już miał, Dobro ze złem ścierało się bezkarnie. ------ Więc nigdzie nie umierał nikt - Kto życia nie szanował zbyt, Traktując śmierć jak wybawienie, Ten, który bić się zwykł do krwi, Ściska Puszkina tomik i Na pamięć teraz zna „cudowne mgnienie”. ------- Dziś w każdym z naszych pięknych miast Nie zapach prochu, tylko ciast Unosi się w domostwach niczym w święta. Widzę w narodzie taki żar, A wiem, że zaraz pryśnie czar, O czym w ferworze mało kto pamięta. ------ Dziś samobójców kazał rząd, Zamykać, by nie psuli świąt, Rozkazał też ożywić utopionych. Na koniec było morze braw, W dzienniku żadnych przykrych spraw I premier bardzo był zadowolony. ------ Nagle ucichły zgiełki sal, Wtem cisza i zaduma. Bo jednak się nie udał bal, Bo jednak gdzieś ktoś umarł. Do końca nikt nie wiedział gdzie I co to był za człowiek. Słyszałem tylko plotki, że Zawiodło pogotowie. ------- Kto to załatwił? Kto tak śmiał? Jaką łapówkę śmierci dał? I ile wzięła, by pracować na urlopie? Fakt zaś, że serce, cóż tu kryć Z miłości mu przestało bić, A skrzydła jeszcze widać w teleskopie.
1976
