
Co zatem jest jeszcze ważne dodatkowo? Zrozumienie, że życie toczy się tak naprawdę dla obywateli w ich relacjach z państwem i administracją, w ich relacjach z różnego typu usługodawcami (i mówię tu głównie o usługach publicznych).
REKLAMA
I że zmiana sposobu funkcjonowania tych usług jest koniecznością w chwili zarazy: jak mamy iść do urzędu i załatwiać sprawy przez najbliższy rok, jak mamy się uczyć, jak mamy czuć się zaopiekowani zdrowotnie, jak mamy uczestniczyć w kulturze i rozrywce, w obrzędach religijnych, jak mamy uczestniczyć w demokracji ( bo zaraza nie może zabić demokracji)?
Ale zmiana modelu funkcjonowania usług publicznych jest również szansą na to, by po kryzysie, po zarazie - mieć sprawniejsze, bardziej nam przyjazne, wygodniejsze, nowocześniejsze państwo.
W przyspieszony sposób rośnie potrzeba zbudowania nowego modelu funkcjonowania usług publicznych - tak żeby w zgodzie z zasadą równości były dostępne dla wszystkich, ale i wyrównywały szanse między ludźmi i grupami społecznymi.
To może pomóc wygenerować nowy model państwa, nastawiony na nową jakość szczególnie istotnych usług publicznych:
- w edukacji. Nie można zdalnej edukacji zadekretować ministerialnym ołówkiem. Potrzeba nowej infrastruktury - wysokiej jakości sieci. Pamiętam, jak Ministerstwo Cyfryzacji wyśmiewało się z moich uwag, że akcja 100 MGb/ sek dla szkoły na stulecie niepodległości jest propagandówką: bo do ilu szkół Internet o takiej przepływności realnie dotarł (dyskusja trwała w 2017 roku), a po drugie już wówczas UE sugerowała, że e-Szkoła wymaga od 750MGb/ sek do 1Gb/ sek. Co dzisiaj się w tej sprawie robi? Może zaczęły się już rozmowy z operatorami, ale jak w efekcie tej współpracy poprawić jakość internetu dostępnego dla mieszkańców wsi i szkół wiejskich? Potrzeba sprzętu dla nauczycieli i uczniów, potrzeba e-podręczników w różnych formatach (to nie jest skan podręczników istniejących). Potrzeba elastyczności w stosowaniu nauczanych treści - a nie sztywnego pilnowania ram programowych. Potrzeba gotowości do tego, by personalizować nauczanie i oceny. Potrzeba repozytoriów wiarygodnej wiedzy, żeby gdzieś w szkole nie uczono o „złych szczepionkach”, czy „ płaskiej ziemi”. To nie jest przeniesienie analogowego, papierowego nauczania - w świat cyfrowy w skali 1:1. W rezultacie powinien powstać zupełnie nowy model edukacji, w którym uczenie zdalne będzie oczywiście tylko elementem. W ciągu paru dni IBM i Cisco w Polsce przygotowały na Cisco Webex szkolenia dla nauczycieli, wcześniej trenując 500 wolontariuszy do uczenia nauczycieli, jak mają prowadzić zdalne lekcje. To się dzieje! Ale wymaga mądrego i łączącego wszystkich partnerów działania - jak również informacji dla rodziców i kooperacji z nimi. I zrozumienia, że edukacja jest dla ucznia, a nie dla widzimisię państwa. Co do matur, czy egzaminów, o których przeprowadzeniu rozmawiamy wiosną 2020 - to lepiej je naprawdę dobrze przygotować i nawet przesunąć w czasie, niż brnąć w katastrofę,
- w nauczaniu na poziomie wyższym, co jest kluczowe już na dziś, ale będzie super ważne także w przyszłości. Są takie szkoły, jak moja SWPS, gdzie w ciągu 2 tygodni przygotowano nową architekturę uczenia zdalnego. Jej istotą jest nowy sposób relacji studenta i mistrza ( z wymogiem, że tu się nie da nic ukryć...). Jest repozytorium tekstów. Każdy pracownik ma swój kontakt ze swoją grupą. Zajęcia odbywają się w modelu video w czasie realnym. Cały system prezentacji, dyskusji, udziału studentów i ich oceniania jest zdefiniowany, a każdy pracownik dostaje pomoc, by to ogarnąć. Ale jak jest na innych uczelniach, szczególnie bardzo dużych i o różnych specjalnościach? Jak przesterować zajęcia praktyczne? Czy Virtual Reality do pokazywania eksperymentów w fizyce, chemii, biologii, czy wirtualna nauka anatomii - są już gotowe, albo kiedy mogłyby być te rozwiązania przygotowane? Czy nie byłaby to świetna okazja do zbudowania nowego typu edukacji dla dorosłych, na przyszłość - polskiego MOOC (Massive Online Open Courses) stworzonego przez najlepsze polskie uczelnie i instytuty? Czy biurokraci z urzędów będą się trzymali dotychczasowych wzorców ocen studentów, oraz programowania i ewaluacji praktyk ( czy przy nauczaniu zdalnym może być zdalna praktyka - jaka, dla jakich umiejętności i zawodów) ? Na te pytania musi dziś odpowiedzieć i Ministerstwo, i uczelnie...
- w opiece zdrowotnej, i wymieniam tę dziedzinę, choć opisałem różne czynniki zmian w innej części tego tekstu. Warto tylko dodać, że trzeba przygotować zmiany w kształceniu, trzeba stworzyć zachęty do wyboru zawodu lekarza i pielęgniarki, i laboranta etc. - oraz stworzyć prawdziwą motywację dla ludzi, by chcieli uczyć się tych profesji, ale i byli odpowiednio wynagradzani. W jakiej perspektywie Polska może podwoić liczbę lekarzy, by uzyskać wskaźnik 4 lekarzy praktykujących na 1000 mieszkańców? I nawet, jeśli to perspektywa 20 lat, to decyzje w tej sprawie trzeba podjąć już obecnie. Tak, jak szybki wzrost nakładów na służbę zdrowia - powinien być priorytetem na najbliższych 5 lat (jest to miliony razy ważniejsze od polskiego górnictwa). Wyzwaniem jest również otwarcie się na nową organizację systemu opartą o narzędzia cyfrowe (kolejki, przesyłanie danych - użycie Blockchain dla bezpieczeństwa danych, oraz przesyłanie wyników, konsultacje on line etc) - to poprawi efektywność, a zarazem przyniesie oszczędności (ćwiczenia dla chorych na Parkinsona w systemie video ze szpitala - bardzo wydajne, obejmujące więcej pacjentów, jak to pokazuje doświadczenie Kopenhagi). Użycie AI oraz algorytmów, a także analizy sekwencji genetycznych (radykalnie tanieje wykonywanie tych analiz), wraz z wykorzystaniem urządzeń do mierzenia stanu zdrowia (cukier, serce etc.) noszonych tuż przy ciele, nawet przecież obecnych w zegarkach - oraz dostępem centrum medycznego z lekarzami do tych danych, powinno zbudować kluczową dla przyszłości systemu ochrony zdrowia - zmianę paradygmatu. Przejście z modelu wyłącznego reagowania na chorobę - na rozwój prewencji. I najważniejsze: systemy opieki zdrowotnej muszą mieć procedury, ale nie mogą być nastawione na procedury - muszą być nastawione na pacjenta (tego nie umieliśmy zrobić w ciągu ostatnich 30 lat),
- w administracji, gdzie wiele usług administracyjnych już jest przełożonych na możliwości cyfrowe. Ale istotą jest ich upowszechnienie. Musi to oznaczać np.rozpropagowanie e-identyfikacji za pomocą choćby ePUAP, możliwość operacji zwrotnych, czyli odpowiedzi urzędów drogą elektroniczną we wszystkich dziedzinach na elektroniczne oczekiwanie złożone przez klienta, wreszcie połączenie sieciowe różnych instytucji administracyjnych, żeby po internetowym ( z każdego urządzenia, czyli formaty smartfonowe są tu konieczne) rozpoczęciu sprawy przez obywatela/ klienta - pracownicy różnych urzędów nie latali między sobą z papierami, albo przewozili je do innych urzędów. To musi oznaczać też uproszczenie kroków w procedurze administracyjnej. W efekcie nie tylko uczynimy usługi administracyjne przyjazne obywatelom, ale radykalnie skrócimy czas ich rozpatrywania oraz rozwiązywania problemów obywateli. Musi być też jasne, kto i na jakich zasadach ma dostęp do naszych danych - nie ma potrzeby, żeby przeszło 20 służb miało dostęp do kolekcji danych z Akt Stanu Cywilnego ( po co Straż Graniczna ma wiedzieć o małżeńskiej separacji określonych osób). I wreszcie - administracja dysponuje olbrzymimi zasobami danych. Zgodnie z regulacjami UE są to informacje publiczne oraz dane otwarte. W ciągu ostatnich lat zrobiono wiele, by te zasoby otwierać coraz bardziej. I udostępniać za darmo do ponownego użytku, co jest istotne dla nas jako obywateli, ale i dla małego biznesu, żeby w oparciu o te dane budował apki i usługi różnego rodzaju, ułatwiające nam życie np. jako mieszkańcom miast. Wreszcie - cyfryzacja usług administracyjnych buduje otwarte państwo i otwarty rząd. Może budować nowe relacje państwa i obywateli, może tworzyć podstawy do prawdziwie partycypacyjnej demokracji, czyli naszego udziału w konsultacjach, opiniowaniu rozwiązań, wreszcie udziału obywateli w przejrzystych procesach podejmowania decyzji! Obywatele są wtedy naprawdę traktowani jak źródło wiedzy dla państwa, a nie jak przeciwnicy, których trzeba zmanipulować propagandówką zamiast dać im dostęp do danych oraz otworzyć pole wspólnej pracy nad wspólnym rozwiązywaniem problemów. Dzisiejszy dramat komunikacyjny: rząd - obywatele bierze się z faktu, że jedynym przepływem informacji oraz szansą na minimalny kontakt są media państwowe albo konferencje prasowe (a może kilkugodzinny czat ministra zdrowia na temat zagrożeń KORONAWIRUSEM, na żywo, otwarty - pomógłby w lepszej komunikacji, lepszej, czyli wiarygodnej),
- w dostępie do kultury, co oznacza wykorzystanie szansy na to, by jeszcze mocniej zdemokratyzować dostęp do kultury i otworzyć się na różnorodność kultury (bez ideologicznej kontroli, czyli wybiórczego promowania określonych spraw i wartości). Podziwiam aktywność (a to tylko przykłady) Filharmonii Narodowej, Opery, Muzeum Powstania Warszawskiego, czy Zachęty, Centrum Sztuki Zamku Ujazdowskiego, Teatru Żydowskiego, czy Teatru Nowego z „Jezusem” - w udostępnianiu różnych ofert, ale i tworzeniu nowych form artystycznego performansu. To działa dzisiaj: w czasach zarazy i za darmo. Później trzeba będzie wypracować model finansowy rodzenia się takich inicjatyw, tak żeby instytucje kultury mogły funkcjonować ( na pewno warto byłoby wspierać różnorodne akcje crowdfundingowe). To, co znaczące w tych sprawach - to uświadomienie sobie, jak istotny jest otwarty dostęp do kultury. A nie ciągłe: z papierowych i analogowych okopów dokonywane ostrzeliwanie się środowisk związanych z prawami autorskimi - wymierzone w tych, którzy w końcu nie są wcale złodziejami w Internecie, tylko chcieliby mieć dostęp np.do swojego dziedzictwa kulturowego. Pytanie: czy to nie państwo powinno finansować zasób Wolnych Lektur, czy Filmoteki (oj, przebrnąć przez aplikacje NINY nie jest łatwo i np. wyjść poza trailer filmu....), czy Teatru Telewizji i promować dostęp do tych kolekcji. Jest również coraz bardziej ważne, by otwierać dostęp do rodzącej się na żywo twórczości (ci, którzy na melodię „Róbmy swoje” ułożyli piosenkę o czasach zarazy - nie bali się w pierwszym rzędzie o prawa autorskie). Trzeba wreszcie znaleźć rozwiązanie dla niezbędnej ochrony praw autorskich ze wszystkimi konsekwencjami (wynagrodzenia dla artystów) oraz spełnienia potrzeb masowego, internetowego odbiorcy.
Opisane kierunki zmian w funkcjonowaniu usług publicznych, to zaledwie początek koniecznych zmian. Bo warto przecież także na nowo zdefiniować modele usług opiekuńczych - dla seniorów, ale i dla dzieci w żłobkach i przedszkolach (ich funkcje społeczne, jeśli chodzi o wyrównywanie szans dzieci, uzupełnianie braków wynikających z różnic w domowych kapitałach kulturowych - są kluczowe).
Lepiej, by nowoczesne państwo dawało równy dostęp do usług, przejmując wiele funkcji społecznych, rozwojowych, wyrównawczych, które obecnie finansujemy z własnej kieszeni, niż brnęło w złą jakość usług, rosnące nierówności oraz brak satysfakcji ludzi z jakości życia.
Wolałbym, by pewne usługi były nam oferowane (dobra opieka nad dziećmi, czy szkoła z dobrze wynagradzanymi nauczycielami, a jeśli korepetycje, to np. za darmo w systemie zdalnym, przygotowane w specjalnych aplikacjach przez szkołę), a nie - by pod pozorem sprawiedliwości socjalnej dawano nam kolejne partie 500 plus, niszcząc samoodpowiedzialność wielu rodzin oraz szanse kobiet na rynku pracy.
Debata o modelu nowoczesnych usług publicznych musi się rozpocząć, a doświadczenie kryzysu i KORONAWIRUSA może w tych tragicznych czasach stworzyć jej dobry początek.
Polityka pandemii nie może zapominać o wyzwaniach dnia dzisiejszego (zdrowie, praca, gospodarka, usługi publiczne), ale też ma wszelkie szanse rozpocząć proces naprawy państwa.
Jest tylko jeden warunek.
Żebyśmy w doświadczaniu epidemii nie połączyli ze sobą KORONAWIRUSA z NACJOWIRUSEM. Ten pierwszy zabija ludzi, ten drugi zabija miejsce Polski w świecie, ale zabija też demokrację. A samo to połączenie jest zabójcze dla polityki pandemii i kryzysowego zarządzania nią - tak, by w centrum był człowiek.
Michał Boni
