
W marcu Amerykanie pospieszyli do sklepów z bronią, padł rekord, a kupujący cierpliwie czekali w długich kolejkach. W tym samym czasie w zapobiegliwości nie ustępowali także Rosjanie, zaczęli gromadzić zapasy…wódki. Jeszcze inni rzucili się by wymieść z półek zapasy papieru toaletowego. Uzbrojeni w zapasy ludzie szykowali się do długiej batalii z pandemią.
REKLAMA
Na naszych oczach zatrzymana została globalna gospodarka. Zaskakuje skala tej operacji - zamknięte granice, spadek aktywności i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla, o której nie śniło się inicjatorom klimatycznego porozumienia paryskiego. Niepokoi też łatwość z jaką z dnia na dzień zakłócone zostały globalne łańcuchy dostaw. Amerykanie boleśnie przekonali się, że pogoń za zyskami nie idzie w parze z bezpieczeństwem zdrowotnym. 80% składników medykamentów produkowanych było w Chinach. W pierwszych tygodniach odbiorcy z różnych państw wyrywali sobie maseczki i respiratory. Natomiast Pekin uprawiał w najlepsze propagandę maseczkową, wysyłając na prawo i lewo transportery wyładowane po brzegi sprzętem medycznym, co miało być świadectwem troski o najbardziej potrzebujących.
COVID-19 nie oszczędził Stanów Zjednoczonych, zabrał już 100 tysięcy ofiar, za chwilę liczba zakażonych osiągnie 2 miliony, gospodarka wchodzi w recesję, a w ostatnich 12 tygodniach o zasiłki wystąpiło prawie 40 milionów ludzi. Nawet w najbardziej zjadliwym Wielkim Kryzysie dobicie do poziomu 25% bezrobocia zajęło wiele miesięcy. W tej chwili bezrobocie gwałtownie skoczyło, a zanim gospodarka odbuduje utracone miejsca pracy, minie wiele miesięcy, jeśli nie lat.
To, że USA się podniosą z tego kryzysu nie ma wątpliwości. Najgorsze jest to, że pandemia nie została wygaszona, wciąż atakuje ze złowieszczą siłą, dalsze przedłużanie kwarantanny jest już gwarancją długotrwałej recesji. Już na początku maja maja pojawił się dylemat: ttwierać poszczególne stany czy jednak poczekać do wypłaszczenia krzywej zachorowań? W Michigan suprematyści urządzili protest przeciwko lockdown wprowadzonemu przez gubernatorkę Gretchen Esther Whitmer. Prezydent Trump wsparł protestujących, argumenty o pandemii i gwałtownie rosnącej liczby zakażeń koronawirusem nie miały dla niego znaczenia, gdy wchodziła w grę ostra polaryzacja polityczna – jak wiadomo gubernatorka jest demokratką.
Prezydent nie odpuszcza, woli budować swoją pozycję na ostrym sporze politycznym - nieżyciowi i bezduszni demokraci – kontra prezydent biznesmen, działający instynktownie i jak utrzymuje - skutecznie.
Ostatnie tygodnie są dla Trumpa chyba najgorsze nie tylko w jego karierze politycznej, ale w życiu. Nie potrafi się odnaleźć w tym kryzysie. Nie jest ani strażakiem gaszącym pożar, ani policjantem, który potrafi zapanować nad chaotycznym ruchem i pokierować rządem federalnym i gubernatorami w taki sposób by niezakłócony był przepływ informacji i sprzętu.
Trump jest atakowany, że zbyt długo ignorował zagrożenie i nie przygotował kraju na uderzenie pandemii. Odpowiada wściekle kontratakując - wskazując kolejnych winnych od Obamy, „nic nierobiących” demokratów, Światową Organizację Zdrowia po Chiny, które jego zdaniem działają w złej wierze.
Prezydent nie tylko nie uspokaja sytuacji, lecz jeszcze bardziej ją zaognia. Wyrazem desperacji było zaproponowanie niebezpiecznego dla chorych na koronawirusa leku na malarię. „Nie jestem lekarzem” oznajmiał proponując koktajle z wybielacza, z czego, mocno wyśmiany, szybko się wycofał. Teraz obiecuje, że do końca roku powstanie szczepionka.
Trump ma wielu wyznawców, telewizję „Fox News” na usługach, niespożytą energię i do tej pory wydawał się być teflonowy. W chaotycznej galopadzie zaczyna się jednak potykać o własne nogi. Prezydent jeżdżący meleksem po polu golfowym na Florydzie jest wizerunkową katastrofą – w sytuacji, gdy liczba ofiar koronawirusa sięgnęła prawie 100 tysięcy, a „New York Times” w niedzielnym wydaniu opublikował nazwiska części ofiar. Chyba coś dotarło do prezydenta, bowiem na twitterze karkołomnie się tłumaczył, że grał pierwszy raz od trzech miesięcy, by się odstresować po morderczej pracy.
To, że Trump częściej gra w golfa od ulubionego obiektu nieustannych uszczypliwości - Obamy nie jest jeszcze tak poważnym problemem. Jest nim już natomiast wręcz patologiczny brak empatii wobec rodzin ofiar. Nie potrafi okazać współczucia, pomija tematu, ignoruje go, nie zauważa. W zamian mamy festiwal pewności siebie i za każdym razem podkreślanie o „great job” i ostentacyjne paradowanie bez maseczki.
Komentatorzy oskarżają Trumpa niemal o wszystko, ale czy był w stanie powstrzymać pandemię? Stany Zjednoczone płacą wysoką cenę za swoją otwartość i atrakcyjność. Jeszcze w lutym tłumy zagranicznych turystów zadeptywały Nowy Jork, San Francisco czy Los Angeles. Czy można było ot tak zamknąć kraj? Mało realne. Natomiast Trump zasłużenie został „chłopcem do bicia” za brak przywództwa i chaos w czasie pandemii.
Prezydentowi spada poparcie, także w stanach uznawanych z bastiony republikanów. Wygląda na to, że Trump może zapłacić polityczną cenę, a ostanie błędy przekładają się na spadek zwiastujący katastrofę wyborczą.
Spokój i przewidywalność byłego wiceprezydenta Joe Bidena zaczyna być coraz bardziej doceniania. Sędziwy Biden z powodu kwarantanny prowadzi zoomkampanię w swoim domu w Delaware. Nie jeździ po kraju, pokazał się jedynie na chwilę - w maseczce, gdy składał wieniec z okazji Memorial Day. Mało dynamiczna, senna i dość przewidywalna jest to kampania, nie dziwota, że Trump wyzłośliwia nieustannie ćwierkając o „śpiącym” Joe. Mimo wielu różnych niedociągnięć i popełnianych wciąż licznych gaf, Biden nieustanie pnie się w sondażach w górę.
Wciąż nie wiadomo – czy uda mu się zmobilizować progresywny elektorat, zaproszenie Elizabeth Warren do przyszłej ekipy rządzącej może być zachętą i może umożliwić połączenie różnych nurtów. Jest też łatwiej, bo wyborcy mogą zagłosować na Bidena wyrażając sprzeciw wobec Trumpa. Nic nowego – tak wygrał Reagan z Carterem i tak może być tym razem.
Także domowa kampania to nie pierwszyzna w historii USA - równe sto lat temu, nie ruszając się ze swojego domu w Marion w Ohio, Warren Harding z ganku prowadził swoją kampanię. Jego zwolennicy, w łącznej liczbie 600 tysięcy sami fatygowali się do niego, słuchając przemówień wygłaszanych z werandy. Nie przeszkodziło mu to w żaden sposób zdobyć prezydentury. W sytuacji Bidena zoomkonferencje prowadzone na miejscu, w pieleszach domowych mogą wynieść go do zwycięstwa. Z tą poprawką, że w przypadku Hardinga była to zwykła niechęć do wyczerpujących wojaży po kraju, a Biden przestrzega zalecenia „zostań w domu” by nie rozprzestrzeniać koronowirusa. Ma to pewne zalety, mniej wyczerpujących spotkań, konfrontacji z przeciwnikami, a przede wszystkim zminimalizowanie gaf, z których były wiceprezydent słynie.
Kampania toczy się swoim utartym trybem i nie widać by został on zakłócony w poważniejszy sposób. Pandemia COVID-19 daleka jet od zakończenia i niestety wyłania się smutny obraz kondycji amerykańskiego społeczeństwa. Koronawirus najbardziej dyskryminuje kolorowe mniejszości, rdzennych mieszkańców i obfite żniwo zbiera wśród najuboższych. Dziesiątkuje niewielką 175-tysięczną populację Indian Nawaho. Padły smutne rekordy - wśród Indian jest już tylu chorych, co łącznie w 9 stanach, a zgonów tyle co łącznie w 11 stanach. W Milwaukee w stanie Wisconsin, czarni mieszkańcy stanowiący 26% populacji przekładają się na 50% zachorowań i aż 81% ofiar śmiertelnych koronawirusa. Te covidowe nierówności widoczne są także w Nowym Jorku.
„Pandemia jest jak wzburzone morze – teoretycznie powinniśmy wspólnie z tym żywiołem walczyć – niestety, nic bardziej mylnego. Ubodzy, a są nimi głownie Czarni i Latynosi tłoczą się na nędznej tratwie, ryzykując bardzo wiele - są skazani na samodzielna walkę o przetrwanie. A zamożniejsi – kontynuuje profesor Richard Reich z Uniwersytetu Berkley, spędzają ten czas w komforcie i bezpieczeństwie. Mają przywilej pracy zdalnej, nie muszą ryzykować zdrowiem jeżdżąc komunikacją miejską”. Ponad 100 tysięcy zamożniejszych mieszkańców Manhattanu po prostu wyjechało z zadżumionego miasta do swoich letnich domów i rezydencji. Nie ma teatrów, atrakcji kulturalnych, koncertów muzycznych - nie chcą oglądać smutniejszego oblicza miasta. Niektórzy rozważają wyprowadzkę na stałe.
Obok nierówności społecznych, pandemia odsłoniła wiele dysfunkcjonalności zarówno w sferze politycznej, jak również w gospodarce rynkowej. W politycznej doszło do sporów kompetencyjnych na linii burmistrzowie miast z gubernatorami, a ci ostatni z władzami federalnymi. Najbardziej w ogniwie decyzyjnym zawiodły władze federalne. Gospodarka rynkowa też dała się podejść w pierwszej chwili, okazało się, że zabrakło maseczek, rękawiczek nie mówiąc już o respiratorach.
Szkoły, uniwersytety, wiele instytucji, ale przede wszystkim przedsiębiorstwa i biznes przestawiły się na zdalny tryb. System zdalnej edukacji ma wiele mankamentów - spora część dzieci i młodzieży z różnych względów nie uczestniczy w codziennej edukacji. Natomiast przedsiębiorcy odkryli, że zdalne zarządzanie ma wiele zalet, także spotkania z głównym zarządem mogą być częstsze, aniżeli było to w czasach przed pandemii. Rządowe pakiety stymulacyjne trafiły głównie do wielkich korporacji, ale także małych i średnich firm. Niestety jest to czas cięć kosztów, czyli przede wszystkim zatrudnienia - by przejść w miarę suchą stopą przez zawirowania, a nawet recesję. Czynników ryzyka jest wciąż zbyt dużo: napięte łańcuchy dostaw, kryzys na rynkach wschodzących, przewidywane uderzenie drugiej jesiennej fali epidemii oraz widmo recesji, a przede wszystkim nadal ryzykowne otwieranie gospodarki w środku pandemii. Niezwykle trudno o średnioterminową strategię, co dopiero mówić o dalszym planowaniu. W tle majaczy wizja zimnej wojny z Chinami, rzucając ponury cień na przejawy optymizmu.
Ekonomiści dyskutują o bezprecedensowej sytuacji. Lockown został wprowadzony, gdy gospodarka była w niezłej kondycji, jej odmrożenie może nie oznaczać szybkiego powrotu do stanu sprzed pandemii. Ostrożne prognozy zarysowują nobliści z ekonomii: Jospeh Stiglitz i Paul Krugman. Według nich możliwe są trzy warianty odrodzenia gospodarczego w kształcie litery „V”, „U” albo „W”.
Te akademickie rozważania są umiarkowanie pesymistycznie i według tych wybitnych ekonomistów rynek będzie potrzebował od kilku, do nawet kilkunastu lat by odbudować stan zatrudnienia i rozwoju sprzed pandemii.
Jest jeszcze niezwykle pesymistyczna wizja Nourielego Roubiniego „doktora zagłady”, który tradycyjnie wieszczy długą recesję, porównywalną jedynie do wielkiego kryzysu. On nakreślił literę „L” – bez nadziei, wiele lat męczarni, upadku tysięcy firm, utrzymującego się dwucyfrowego bezrobocia. Roubini stał przed laty znany, gdy przewidział globalny kryzys finansowy. Potem z trafnością jego prognoz było na szczęście już gorzej.
Amerykanie są niezwykle praktyczni i innowacyjni. Wykuwane są nowe idee, koncepcje i rozwiązania i trendy. Robert Reich, Paul Krugman i Joseph Stiglitz mają wiele racji, że obecny system zaczyna coraz bardziej zawodzić. Potrzeba bardziej spójnego programu, który będzie dawał różne bodźce, by zmniejszyć bezrobocie, a także zatrzymać i odwrócić gigantyczne rozpiętości w dochodach pomiędzy 1% najbogatszych a resztą społeczeństwa. Czy uda się odbudować klasę średnią? Wielkim problemem są spadające dochody. Dziadkowie zarabiali najlepiej, potem nieźle rodzice – a obecne pokolenie – ubożeje w zastraszającym tempie. Odrębną kwestią, ale bardzo ważną, jest wpływ na gospodarkę przyśpieszającej automatyzacji i rozwoju sztucznej inteligencji.
Wybory w 2020 r. w cieniu pandemii są niezwykle ważne, także w wymiarze symbolicznym. Amerykański system polityczny, społeczny i finansowy wymaga odnowy. Od tego w jaki sposób Stany Zjednoczone będą wychodziły z tego kryzysu zależy kondycja gospodarki światowej, jakość współpracy międzynarodowej i ewentualny renesans multilateralizmu. Trump w drugiej kadencji oznacza nakręcanie konfliktów zarówno na scenie krajowej i międzynarodowej. W tej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy niezwykle potrzebne jest stonowane i rozsądne przywództwo USA. Czy nowy prezydent podoła temu zadaniu?
Odłożony na sobotę start Rakiety Falcon 9 z kapsułą Crew Dragon pozwoli na chwilę zapomnieć o kłopotach. Jest historycznym wydarzeniem nie tylko po latach wznowionych lotów załogowych, a także gigantycznym przedsięwzięciem publiczno-prywatnym NASA z SpaceX Elona Muska. Pozostaje oczekiwać, że start będzie udany – tak jak szybie powrót ożywienia gospodarczego i odnowy życia politycznego w USA.
