Czy samorządy nie dostaną pieniędzy na inwestycje z nowych funduszy unijnych, bo nie będzie ich stać na wkłady własne? Dochody z podatków lokalnych spadły w pandemii o ponad połowę, a wydatki na edukację rosną. Zwróciłam się do ministra finansów z zapytaniem, czy zna problem i zamierza pomóc samorządom.

REKLAMA

Pandemia koronawirusa spustoszyła budżety polskich samorządów. Wpływy z PIT w pierwszym półroczu br. spadły o 8 proc, z CIT - o 1, 5 proc, a z podatków lokalnych aż o 53 proc. Straty w skali kraju sięgają miliardów złotych - podaje Związek Miast Polskich.

To się dzieje w wyjątkowo złym czasie, w przededniu nowej unijnej perspektywy finansowej 2021 - 2027. Samorządy muszą już powoli planować inwestycje współfinansowane z UE i zabezpieczać pieniądze na wkłady własne. Z pewnością poradziłyby sobie jak wcześniej, gdyby nie były zmuszone dokładać coraz więcej do edukacji. Za rządów PiS wydatki miast i gmin na oświatę wzrosły o 12 proc, subwencja - o 6 proc. W dodatku od września będą płacić jeszcze więcej, bo rząd obciąża je kosztami podwyżek pensji nauczycieli.

Jak rząd najszybciej może rozwiązać problem? Dorzucić z kasy państwa więcej pieniędzy na edukację, zliberalizować politykę fiskalną wobec samorządów. Związek Miast Polskich obliczył, że subwencja powinna wzrosnąć o 30 proc. Zapytałam więc ministra finansów, czy jest na to szansa. Zapytałam także, czy i jak zamierza odciążyć finanse samorządów, by mogły bez przeszkód starać się o pieniądze z UE. Teraz czekam na odpowiedź.

Pewne jest jedno: rząd nie może w nieskończoność przerzucać na innych odpowiedzialności za finanse państwa i kosztów spowolnienia gospodarczego.