Wczoraj ukazało się kilka sondaży i wszystkie są dość pouczające.
Z samego rana pokazał się sondaż dla TOK FM, na temat poparcia dla niekarania za niewielkie ilości marihuany. W ciągu zaledwie dwóch lat z około 8 procent - poziom akceptacji doszedł do pawie 50 procent! To wielka, rewolucyjna zmiana. Pokazuje ona - bardziej niż cokolwiek innego - jak zmienia się nasz kraj.
Gdy dwa lata temu wpisałem ten postulat na sztandary Ruchu, to mało kto z obecnych posłów, chciał to zaakceptować. Opinia publiczna to powszechnie potępiała i wyszydzała. Oczywiście Ruch skorzystał na wielkiej pracy Wolnych Konopi, "sieci na rzecz polityki narkotykowej", Krytyki Politycznej i konsekwentnej pracy wielu autorytetów, jak choćby prof. Vetulaniego, czy Marka Balickiego. Jednak dopiero nasze działania nadały sprawie niezbędny rozgłos. I stąd ten sukces. Nieskromnie powiem, że to jest prawdziwa miara polityki, a nie sondaże poparcia władzy! Zmienić kraj!
Również wczoraj pokazał się nowy sondaż CBOS, tradycyjnie pokazujący niskie poparcie dla RP. Jak to tłumaczyć? Poza zwykłą i tradycyjną już zdolnością do nietrafiania w prognozy, co cechuje CBOS od lat, to jak to zrozumieć, że z jednej strony Ruch ma spektakularny sukces w zmianie nastawienia Polaków do jednego ze swych postulatów, a z drugiej - słabe wyniki sondażu? Z jednej strony Kwaśniewski przeprasza za swoje błędy w sprawie polityki narkotykowej, zmianę popiera Wałęsa, a z drugiej media donoszą o "nokaucie" dla Ruchu Palikota?
Dodajmy do tego jeszcze jedno badanie opublikowane wczoraj we Wprost, w sondażu na temat - kto po Tusku? Na pytanie - kto powinien zastąpić Tuska w funkcji premiera - Polacy odpowiedzieli: Kwaśniewski (21%), Kaczyński (13%), Sikorski i Palikot (9%). Media podkreślają, że wygrał Kwaśniewski, a drugi był Kaczyński i dalej Sikorski z Palikotem. W komentarzach mówi się, że jest dwóch poważnych kandydatów: Kwaśniewski i Kaczyński! Wprawdzie różnica między Kwaśniewskim a Kaczyńskim jest dwa razy większa, niż między Palikotem a Kaczyńskim, to nie to jest najciekawsze w tym badaniu, a coś innego - co zupełnie umyka uwadze komentatorów.
Otóż postawmy pytanie jaki byłby wynik, gdyby ten sondaż obejmował tych samych polityków tylko bez Kwaśniewskiego, który sam o sobie mówi, że jest nieczynnym politykiem? Na kogo przeszłyby głosy Kwaśniewskiego? Na Kaczyńskiego? Wątpię! Może jeden procent i nie więcej. Na Sikorskiego? W części tak, bo to szef MSZ, a więc ma te same kompetencje, co były prezydent. Jednak Sikorski to polityk radykalny, agresywny i prawicowy - więc elektorat Kwaśniewskiego raczej jest mu niechętny (?) Oprócz mnie, pozostaje Miller - szef SLD! Tu powinno być najbliżej, ale jest jak wiemy - najdalej, bo Kwaśniewski nieustannie dystansuje się od Millera. Trudno sobie wyobrazić, aby istotna cześć wyborców Kwaśniewskiego, nie przeniosła się więc na mnie! A to oznacza bardzo dziwne konsekwencje!
Z jednej strony rośnie poparcie dla postulatów Ruchu (m.in. dotyczy to lekcji religii, in vitro, opodatkowania Kościoła), wysokie miejsce dostaję ja, jako lider, a słabo wypada partia? Wprawdzie sondaże uliczne mówią wciąż o poparciu na poziomie 13 procent, ale w TNS i CBOS spada. Jak to mimo wszystko rozumieć? Ja wyciągam z tego wniosek prosty: robić swoje! Zwycięstwo jest na wyciągniecie ręki i niech się CBOS martwi!
