Ten obrazek to jest początek artykułu w Gazecie Wyborczej. Bardzo a propos tego wpisu...
Ten obrazek to jest początek artykułu w Gazecie Wyborczej. Bardzo a propos tego wpisu... https://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,17229870,Biegnij__doktorku__biegnij__Niepiekny_swiat_mlodych.html

Za kilka dni w całej Polsce rozpocznie się nowy rok akademicki. Rok trudny, bo trzeba będzie realizować większość zajęć dla studentów w trybie zdalnym. To nastręcza wiele trudności. Dodatkowo "nad głową" nauczycieli akademickich wisi konieczność dokumentowania tego zdalnego nauczania w sposób, który nie ma żadnego odpowiednika w nauczaniu tradycyjnym. Pozwolę sobie na kilka słów komentarza, do którego przeczytania gorąco Państwa zapraszam.

REKLAMA
Tradycyjny wykład to coś, co umiemy robić. I my i studenci. Jestem wykładowcą od ponad 30 lat i wiem, jak przekazywać wiedzę tak, żeby rozbudzić i utrzymać uwagę słuchaczy.
logo
To bardzo ważne, bo warunkiem skutecznego dotarcia do umysłu słuchacza: studenta, doktoranta, młodszego kolegi na katedralnym seminarium - jest to, by słuchacz zechciał się otworzyć i przyjąć przekazywane treści. Dlatego prowadząc moje wykłady próbowałem zawsze nie odgradzać się od studentów pulpitem czy katedrą, tylko starałem się nawiązać bezpośredni kontakt z audytorium, nawet jeśli było bardzo liczne.
logo
Cieszył mnie bezpośredni kontakt ze słuchaczami, możliwość śledzenia ich twarzy (raz zainteresowanych, innym razem znudzonych) i możliwość prowadzenia z nimi swoistej gry, w której moją wygraną jest ich uznanie, a ich wygraną jest przyrost wiedzy, która prowadzi do tego, co jest w kształceniu akademickim najważniejsze: do mądrości. Ten sposób prowadzenia wykładów sprawdzał się nie tylko podczas nauczania studentów, ale także przy przekazywaniu wiedzy w ramach tak zwanych uniwersytetów otwartych
logo
przeznaczonych dla seniorów, a także przy próbach popularyzacji wiedzy dla dzieci.
logo
Tradycyjny sposób prowadzenia wykładów był też dobrze odbierany przez słuchaczy, którzy byli do tego przyzwyczajeni i chętnie przyswajali wiedzę przekazywaną im właśnie w takiej formie.
logo
To wszystko niestety zepsuła pandemia. Konieczność przeniesienia procesu nauczania "do cyberprzestrzeni" zmusiła do zerwania z tradycją, wymyślenia nowych metod nauczania na odległość, a także stopniowego wdrażania i doskonalenia tych metod.
Każdy z nauczycieli akademickich starał się wymyślić, zastosować i systematycznie doskonalić wybrane metody zdalnego nauczania. Niektórzy stosowali gotowe narzędzia: Zoom, MS Teams, na AGH platformę UPeL, na innych uczelniach inne dedykowane oprogramowanie itp. Pomysłów i rozwiązań było wiele.
Ja wymyśliłem swoją własną metodę przekazywania moich wykładów studentom. Forma ta została uznana za tak innowacyjną, że pozwolono mi opublikować artykuł na jej temat w tygodniku wydawanym przez Polską Akademię Umiejętności (PAU), zatytułowanym "PAUza Akademicka":
logo
Jeśli trudno odczytać tekst na pokazanym obrazku, to można skorzystać z podanego wyżej linku, który prowadzi do odpowiedniego numeru PAUzy, w którym na stronicy 3. można odczytać wszystko wyraźnie i wygodnie.
Teraz, na początku kolejnego roku akademickiego, znowu mamy polecenie prowadzenia zajęć w sposób zdalny - i już znacznie lepiej jesteśmy do tego przygotowani. Przykładowo ja i moi koledzy z Katedry Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej przygotowaliśmy ponad 50 filmów dydaktycznych ilustrujących treści, które będziemy przekazywać studentom w ramach zdalnych wykładów. Są one dostępne (dla wszystkich!) w kanale YouTube o nazwie Strefa Inżynierii Biomedycznej
logo
Wiem, że wykład na odległość to nie to samo, co wykład prowadzony metoda tradycyjną. Nie jestem jednak aż tak pesymistyczny, jak prof. Sadurski, który w swoim felietonie w "Gazecie Wyborczej" napisał:
logo
Mam trochę odmienne zdanie, zwłaszcza że przy kształceniu inżynierów (czym się zajmuję) wspólne piwo po wykładzie nie odgrywa chyba tak doniosłej roli, jak przy kształceniu humanistów. Ale zgadzam się z opinią, że korzystanie z wykładu na odległość tak się ma do korzystania z niego na sali wykładowej - jak oglądanie opery w telewizji do prawdziwego wieczoru operowego spędzonego w teatrze muzycznym.
Niestety - do opery w najbliższym czasie zapewne nie pójdziemy. Nie spotkamy się także zbyt szybko na sali wykładowej. Trudno - zwaliła się na nas pandemia i bezpieczeństwo stało się najważniejsze. Jest tylko jeden bolesny fakt. Przeniesieniu zajęć do cyberprzestrzeni towarzyszy lawina biurokratycznej nieufności. Mnożone są różne formy raportowania i kontrolowania, czy aby te zajęcia na odległość naprawdę się odbywają?
Prowadzę wykłady od ponad 30 lat i nie przypominam sobie, żeby ktoś biegał i sprawdzał, czy aby na pewno jestem przy tablicy w jakiejś sali i czy na tej sali są studenci? Ja zawsze byłem bardzo obowiązkowy i rozpoczynałem moje wykłady z dokładnością co do minuty. Ale byłem wyrozumiały dla spóźniających się studentów, a także dla tych, którzy musieli wyjść przed końcem wykładu. Na AGH wykłady zawsze były nieobowiązkowe, więc studenci przychodzili na nie raz w większej liczbie, innym razem w mniejszej - ale była to oferta. Jeśli student wolał wysłuchać wykładu i potem uczyć się z własnych notatek albo z nagrania wideo (nigdy nie zabraniałem filmowania wykładów!) - to przychodził. Jeśli uważał, że lepiej się nauczy z książek i z prezentacji zwartych w Internecie - to miał prawo do takiego wyboru. Ważne było, żeby zdobył wymaganą wiedzę, co sprawdzałem na egzaminie.
Ale z chwilą przejścia z sali wykładowej do Internetu ruszyła lawina obowiązków ewidencjonowania i wykazywania, co i kiedy się robiło. Chwilowo jeszcze ma to umiarkowane rozmiary, ale nieufność i podejrzliwość władz rośnie. Niedługo pracę dydaktyczną na uczelni trzeba będzie "odsprawozdawać" równie starannie, jak pracę naukową, którą już teraz ujęto w karby bardzo sztywnych przepisów, punktacji, akredytacji itp.
I to jest smutne...