Media obficie karmią nas ostatnio złymi wiadomościami. Nie będę pisał, na jaki temat, bo przecież wszyscy wiedzą. Dlatego miło jest - na odmianę! - mieć jakąś dobrą wiadomość. I dzisiaj taką dobrą wiadomością chcę się z Państwem podzielić.

REKLAMA
Ta wiadomość jest dobra głównie dla mnie, ale być może ucieszy także Osoby życzliwie do mnie nastawione albo takie, które czasem lubią czytać moje teksty. Otóż od pewnego czasu udostępniam napisane przeze mnie artykuły (zwłaszcza popularnonaukowe) w serwisie Acadamia.edu. Serwis ten prowadzony jest w Stanach Zjednoczonych (siedzibę ma w San Francisco) i zawiera obecnie 1932 moje artykuły (plus trochę referatów z konferencji naukowych, książek, materiałów dydaktycznych itp.). Miłą cechą tego serwisu jest to, że zlicza on, ile razy ktoś (z całego świata!) zajrzał do jakiegoś mojego tekstu. I ostatnio dostałem informację, że liczba takich odwiedzin przekroczyła 50 tysięcy (vide kopia z ekranu powyżej).
Nie ukrywam, że jest to dla mnie powód do dużej radości. Gdyby te moje prace nadal stały w formie papierowej na półce - to nie byłoby z nich żadnego pożytku. A tak - to czytelnicy do tego zaglądają. Być może nie każdy zaglądający przeczyta cały tekst, ale doczekałem się blisko półtora tysiąca "Followers" czyli osób, które na bieżąco śledzą to, co udostępniam. To całkiem sporo!
Efektem jest to, że niektórzy autorzy pisząc swoje prace powołują się na publikowane przeze mnie treści. A to cieszy, bo przecież po to piszę te moje publikację, żeby ktoś miał z nich jakiś pożytek.
Nawiasem mówiąc w innym serwisie o nazwie Research Gate, udostępniającym wyłącznie prace naukowe, też miewam sporą liczbę czytelników - o czym świadczy sympatyczny komunikat dotyczący ubiegłego tygodnia:
logo
ale jednak publikacje w serwisie Academia.edu są czytane zdecydowanie częściej.
Informuję o tym wszystkim, bo cieszę się z tego wyniku - i chcę dzielić tę radość z Czytelnikami tego blogu.