Sondaże dają pewne zwycięstwo Demokracie. Czy może już spać spokojnie?
REKLAMA
Odpowiem krótko –jeszcze nie. Ogólnokrajowe prowadzenie w sondażach może nie mieć bezpośredniego przełożenia na zebranie niezbędnego minimum do wygrania prezydentury - czyli 270 głosów elektorów.
Przykładowo w 2016 r. Hilary Clinton, mimo że po zliczeniu głosów w skali kraju miała blisko 3 miliony głosów więcej, to jednak przegrała w kluczowych stanach, a przede wszystkim wydawało się, że w pewnym Wisconsin – zdobyła jedynie 227 do 304 głosów elektorskich, które zebrał Donald Trump.
Mimo, że Joe Biden wydaje się, że pewnie prowadzi w większości wahających się stanów i może po raz pierwszy wygrać od 1976 r. w Teksasie i od 1992 r. w Georgii – może się okazać, że jednak jego konkurent ostatecznie tam zwycięży.
Wciąż należy pamiętać, że np. w Teksasie, Florydzie Wisconsin, Pensylwanii, Karolinie Północnej i Południowej, Ohio, Iowie – o szali zwycięstwa może przeważyć od kilkuset od kilkunastu tysięcy głosów.
Wciąż należy pamiętać, że np. w Teksasie, Florydzie Wisconsin, Pensylwanii, Karolinie Północnej i Południowej, Ohio, Iowie – o szali zwycięstwa może przeważyć od kilkuset od kilkunastu tysięcy głosów.
Według niektórych analityków – 20 elektorów z Pensylwanii może zaważyć o zwycięstwie jednego i drugiego kandydata.
Wybory prezydenckie zdominowały przekaz informacyjny, ale warto wiedzieć, że wybierana jest także 1/3 składu Senatu – czyli demokraci, republikanie i niezależni kandydaci ostro rywalizują o 35 miejsc w 100 osobowym Senacie. Demokraci mają szanse na odzyskanie większości w izbie wyższej po 10 latach przerwy. Ponadto wybierany jest skład Izby Reprezentantów – łącznie 435 deputowanych. Tutaj nawet agencje sondażowe na zlecenie republikanów wskazują jednoznacznie, że demokraci utrzymają w tej izbie większość, którą udało się im uzyskać w 2018 r.
Do wczoraj swój głos oddało korespondencyjnie bądź w lokalu wyborczym prawie 100 milionów obywateli amerykańskich. Wygląda na to, że dzisiaj pobity zostanie kolejny rekord frekwencyjny – prawdopodobnie 150 milionów weźmie udział w wyborach. W 2016 r. frekwencja wynosiła blisko 135 milionów.
Dzisiaj dopełnia się kulminacja wyborów, które trwają już od wielu tygodni. O emocjach i napięciu niech świadczy, że w Nowym Jorku, Waszyngtonie i w wielu miastach właściciele zabijają sklejką witryny sklepowe.
Jest poważne ryzyko wybuchu zamieszek, a nawet aktów przemocy – sytuacja taka może trwać kilka dni, a równie dobrze całe tygodnie – jeśli nie dłużej. W maju czerwcu przez wiele stanów przetoczyła się fala protestów – trwało to wiele tygodni i niekiedy miało dramatyczny przebieg.
Kiedy będziemy znać wyniki?
W nocy z wtorku na środę wstępne dane mogą napływać z poszczególnych stanów, ale zapewne dopiero w piątek, a nawet na początku przyszłego tygodnia mogą być znane bardziej szczegółowe dane – gdy zliczone zostaną wszystkie głosy we wszystkich stanach.
Kto wie czy nie dłużej - może toczyć się batalia sądowa, a nawet wkorczyć do akcji Sąd Najwyższy - wtedy nie wiadomo czy w listopdzie poznamy ostateczny wynik.
Zatem czeka nas długa noc, ale prawdopodobnie równie długie dni w oczekiwaniu na rezultat aktu wyborczego, a w zasadzie procesu trwającego od kilku tygodni, który ma zostać dzisiaj ukoronowany.

