
Mieszkając w dużym mieście, czyli w środowisku do którego niejako jest stworzony samochód elektryczny, wąska grupa ludzi ma dostęp do własnego garażu, a co za tym idzie gniazdka elektrycznego. Nie inaczej jest z osobami parkującymi w podziemiach bloku, bo pomimo zagwarantowanego miejsca postoju, na jego ładowanie muszą mieć dodatkową zgodę. Czy wobec takich ograniczeń, a tym samym nie mając możliwości codziennego, a najlepiej nocnego ładowania samochodu, automatycznie jesteśmy wykluczeni z posiadania modelu elektrycznego? Sprawdziliśmy to testując Peugeota e-2008.
REKLAMA
Zacznijmy jednak od samego samochodu. Wsiada się do niego wygodnie, co dodatkowo ułatwia dolne spłaszczenie kierownicy, którą doskonale trzyma się w dłoniach. Posiada ona również spłaszczenie na górze, co jest ważne, bo inaczej nie widziałbyś wskazań na trójwymiarowym wyświetlaczu, a są one przydatne. Możesz skorzystać z paru fabrycznych ustawień wskazujących: podstawowe parametry jazdy, nawigację, przepływ energii lub też samodzielnie skonfigurować informacje które ma wyświetlać. Niestety chwilę trwa przełączanie pomiędzy wyświetlanymi parametrami, bo wszechobecna jest animacja pojawiająca się każdorazowo. Świetnym rozwiązaniem są drzwi zasłaniające progi chroniąc je przed zabrudzeniami, co jest przydatne dla każdego kto nie jest właścicielem myjni lub nie czyści samochodu zaraz jak delikatnie się zakurzy. Wnętrze ma klasyczny Peugeotowski klimat z fortepianowymi przyciskami, który uzupełniają podświetlane (z wyborem jednego z ośmiu kolorów oraz jego natężeniem) panele boczne drzwi oraz deski rozdzielczej. Z przodu do dyspozycji mamy dwa gniazda USB (jedno klasyczne i jedno typu „c”) oraz gniazdo 12V. Fotele są wygodne i posiadają pełną (ręczną) regulację, pozbawioną jednak odcinka lędźwiowego. Przyda się za to w chłodne dni ich trzystopniowe ogrzewanie. Idealnym dodatkiem jest szklany dach (z ręczną roletą, dopłata 4000 PLN), który zajmuje prawie całą jego powierzchnię. Otwiera się jednak w połowie, jednak jak zapomnisz go zamknąć możesz to zrobić pilotem – naciskasz przycisk zamknięcia samochodu i trzymasz dopóki się nie zamknie. Dla pasażerów z tyłu Peugeot wygospodarował dwa gniazda USB i wystarczającą do komfortowego podróżowania przestrzeń. Nie będą oni narzekać ani na zbyt mało miejsca na nogi jak również na wyprofilowanie kanapy. Pomimo, że testowy egzemplarz był w najwyższej wersji wyposażenia, to fabrycznie zabrakło w nim alarmu (dopłata 700 PLN) oraz schowka na okulary.
System multimedialny zapewnia właściwe doznania dla naszych uszu, jednak zastosowany w nim procesor nie pozwala na słuchanie miksów bez słyszalnych przerw między utworami. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość wyboru płyty (katalogu) poprzez kliknięcie w jej okładkę. Gdyby nie głośność połączenia telefonicznego z rozmówcą (jest zbyt cicha) nie można by narzekać gdyż nie słychać żadnych szumów, ani nakładania się dźwięków. Nawigacja działa sprawnie i pewnie prowadzi, jednak przy ustalaniu miejsca docelowego nie daje nam wyboru i wytycza jedną drogę. Jeżeli znamy lepszą będzie uparta przez kilka kilometrów zanim uszanuje nasz wybór i wytyczy nową.
O ile automatyczna klimatyzacja jest sprawna przy temperaturach zewnętrznych rzędu 25-30 stopni Celsjusza i jest w stanie zapewnić właściwy komfort w kabinie, to już w okolicach 40 stopni nie radzi sobie i – wyłączając dźwięki z głośników – stanowi najgłośniejszy element jazdy. Co prawda nie będzie ściekał z ciebie pot, ale do poczucia chłodu i ożywczego komfortu będziesz miał równie daleko. Jej praca zdecydowanie kontrastuje ze wszechogarniającą nas ciszą i to nawet przy prędkościach autostradowych gdzie do naszych uszu nie docierają uporczywe dźwięki opływającego e-2008 powietrza. Wyłączywszy multimedia i klimatyzację możesz szeptać z pasażerem i zwrotnie nie usłyszysz „co?”.
Peugeotem e-2008 jeździ się sprawnie nie tylko po mieście, ale również poza nim. Jest stabilny, przewidywalny i pewny w prowadzeniu, nawet przy większych prędkościach. Pomimo, że prędkość maksymalna została ograniczona do 150 km/h, nie przeszkadza to zupełnie. Po mieście z taką prędkością nie pojedziesz, chyba że bezpośrednio do zakładu psychiatrycznego i na czołówki gazet, a na autostradzie (najlepiej niemieckiej) jak zobaczysz tempo spadku naładowania baterii przy większych prędkościach, samoczynnie noga zsunie ci się z gazu i nawet nie będziesz wiedział kiedy.
To co wyróżnia samochody elektryczne, to liniowe ich przyspieszenia. Z e-2008 nie jest inaczej. Nie czujemy zmiany biegów, a nabieranie prędkości jest płynne i – subiektywnie – nie sprawia żadnej trudności Peugeotowi. Do wyboru mamy trzy tryby jazdy: Eco, Normal i Sport. Eco nie udało nam się sprawdzić ponieważ aktywuje się w momencie osiągnięcia żądanego komfortu, a to nie było możliwe w żadnym dniu testu, gdyż temperatura powietrza oscylowała codziennie między 30, a 40 stopni Celsjusza. Tryb Normal (zawsze na nim włączany jest e-2008) jest w zupełności wystarczający. Samochód szybko reaguje na naciśnięcie pedału gazu, a przyspieszanie – również to gwałtowne – jest na satysfakcjonującym poziomie. Tryb Sport uruchamia dodatkowe pokłady Peugeota, tak te jezdne jak i te związane z zapotrzebowaniem na energię. Jazda na nim sprawia dużo radości, reakcja na pedał gazu jest natychmiastowa, a i samo przyspieszenie jeszcze większe. Jednak nie będziesz z niego zbyt często korzystał, kiedy sprawdzisz jak chwilowe „popuszczenie lejców” wpłynęło na poziom naładowania baterii. Widok zapotrzebowania na poziomie 50 kWh jest nadzwyczaj częsty. Skrzynia biegów została wyposażona w dodatkowy tryb „B”, który zwiększa poziom hamowania silnikiem, jednak – tak jak w trybie „D” – realizowany jest on automatycznie i nie mamy nie niego żadnego wpływu. Szkoda, gdyż możliwość samodzielnego regulowania stopnia pohamowywania znacząco wpłynęłaby za zarządzanie energią i zwiększyła zasięg pomiędzy ładowaniami, oczywiście u kierowców świadomych, którzy potrafią z niej korzystać. Dla wszystkich rozkojarzonych i tych kierowców, którzy resztkami sił docierają do celu, skrzynia biegów ma jeszcze jeden atut: bez względu na bieg, jeżeli wyłączymy e-2008 samoczynnie przełączy się na „P” (parking). Warta również wzmianki jest możliwość podtaczania się (puszczając pedał hamulca samochód zaczyna lekko ruszać), co w przypadku modeli elektrycznych nie jest tak ewidentne.
Oczywiście testowany Peugeot e-2008 wyposażony został w systemy wspomagające kierowcę. Mamy zatem na pokładzie system utrzymania e-2008 w osi jezdni (można wyłączyć go na stałe), monitorowania martwego pola, rozpoznawania znaków, czy chociażby ostrzegający przed kolizją. Oprócz ostatniego, który – sprowokowany naszym brakiem reakcji – parę razy zadziałał i systemu rozpoznawania znaków wiernie pokazującego na wyświetlaczu obowiązujące ograniczenia prędkości, praca reszty była niezauważalna i to na tyle, że jakby nie wydruk specyfikacji nie wiedzielibyśmy że znajdują się w wyposażeniu. Zgoła odmiennie do swoich obowiązków podchodzi kamera cofania i czujniki parkowania. Są precyzyjne i nie nadwrażliwe, co w połączeniu ze zwinnością e-2008 sprawia, że zaparkowanie odbywa się sprawnie i bezstresowo.
Na osobny akapit zasługują światła z funkcją doświetlania zakrętów, wszystkie w technologii LED. Wydatnie podnoszą komfort poruszania się nocą i w warunkach ograniczonej widoczności nie powodując wrażenia, że czegoś nie dostrzegamy i coś umyka z naszego pola widzenia. Jedyne zastrzeżenie jakie można do nich mieć to to że w trybie auto, automatyczne jest wszystko wraz z przełączaniem się pomiędzy światłami mijania, a drogowymi. Czasami, szczególnie poruszając się po mieście, może powodować konsternację jak włączą się „długie” i przez chwilę oślepiamy pieszych i rowerzystów.
Cennik Peugeota e-2008 otwiera wersja Active która została wyceniona na 149 700 PLN. Najwyższa wersja wyposażeniowa (GT) to koszt 172 000 PLN, a egzemplarz testowy pokryty lakierem perłowym do którego dodano alarm, szklany dach oraz bezprzewodowe ładowanie smartfona został wyceniony na 180 000 PLN.
Jeżeli jesteś mieszkańcem metropolii, to z dużym prawdopodobieństwem mieszkasz w apartamentowcu, kamienicy lub czymś co jeszcze kilka lat temu byłoby po prostu blokiem, a teraz – dzięki deweloperowi – uzyskało swoją nową nazwę. Obojętnie jednak jak nazwiesz budynek, w którym znajduje się twoja wyśniona kwatera, to nie masz do swojej wyłącznej dyspozycji garażu połączonego z nią. W najlepszym wypadku posiadasz miejsce parkingowe w podziemnym garażu lub wyznaczone na zewnątrz, a najprawdopodobniej parkujesz tam gdzie właśnie znalazłeś miejsce. Czy zatem automatycznie jesteś wykluczony z posiadania samochodu elektrycznego? Bo przecież trzeba go ładować, a zrzucanie kabla elektrycznego z piątego piętra, ciągnięcie go przez trawnik (jakkolwiek jest duży), chodnik, pomiędzy innymi samochodami jest awykonalne. Peugeot obiecuje, że na w pełni naładowanych bateriach e-2008 może przejechać 320 kilometrów. To wystarczająca ich liczba do codziennego poruszania się po mieście, jak również na weekendowe wycieczki poza nie. Wystarczająca, ale pod warunkiem że istnieje możliwość naładowania baterii, tak aby taki zasięg pojawił się na wyświetlaczu. Nam nie udała się ta sztuka i winny (najprawdopodobniej) jest algorytm zliczający pokazujący zasięg. Przy w pełni naładowanej baterii (na szczęście jest również wskaźnik – jak w tradycyjnych modelach – pokazujący jej procent naładowania) maksymalnie udało nam się uzyskać 260 kilometrów zasięgu. W samochodach elektrycznych wskaźnik zasięgu jest jednym z ważniejszych. To przecież on daje kierowcy bieżące informacje, czy dojedzie do celu. Niestety ale w e-2008 wymaga on dopracowania ponieważ jego zmiana wskazań nie następuje płynnie, a co 10 kilometrów. To niewystarczająca informacja dla kierowcy, który podążając przy niskim zasięgu dodatkowo ulega presji i zdenerwowaniu gdyż nie może na bieżąco reagować – wraz ze zmieniającym się zasięgiem – korygując styl jazdy. Do momentu poprawienia jego płynności wskazań zdecydowanie lepiej korzystać ze wskaźnika naładowania baterii. Będzie to i bardziej miarodajne i zdrowsze dla psychiki.
I tak dochodzimy do drugiego najważniejszego elementu użytkowania samochodu elektrycznego, którym jest jego ładowanie i czas jego trwania. Nie posiadając własnej ładowarki jesteśmy uzależnieni od infrastruktury miasta - a wybierając się w trasę również państwa - oraz oferowanych ładowarek i ich dostępności. A tutaj różnice są znaczące. W przypadku ładowania prądem zmiennym (AC) z ładowarki komercyjnej wskaźniki pokładowe pokazywały, że zasięg w ciągu godziny wzrośnie o 42 kilometry. W efekcie po prawie 52 minutach ładowania pobraliśmy 5,25 kWh i stopień naładowania baterii wzrósł o 10%, a zasięg o 30 km. Przy średnim poborze prądu w trakcie testu wynoszącym 16 kWh/100 km powinniśmy pobrać 4,8 kWh aby uzyskać dodatkowe 30 kilometrów zasięgu. Kolejna próba: korzystamy znowu z komercyjnej ładowarki (tym razem CCS, która maksymalnie podawała 52,4 kW mocy) i w trakcie 2 godzin i 8 minut naładowaliśmy e-2008 do pełna (z wyjściowego poziomu 29%) pobierając 37,12 kWh. Tym samym w każdej minucie ładowania nasz zasięg zwiększał się o ponad 1,8 km. Ten sam typ ładowarki (CCS) tylko w innym miejscu i kolejny raz otrzymujemy inny wynik. Tym razem w ciągu godziny i dziesięciu minut pobraliśmy 12,67 kWh, co daje nieco ponad 1,1 kilometra zasięgu na minutę. Jak na ich tle wypada ładowanie z gniazdka? Korzystając z dodawanej przy zakupie do modelu ładowarki jednofazowej w ciągu sześciu godzin doładowaliśmy baterię o 33%.
Jazda samochodem elektrycznym wymaga ciągłego planowania i panowania nad jego zasięgiem i możliwością przejechania kolejnych kilometrów. Jeżeli tego nie zrobisz lub „pójdziesz na żywioł”, to efektem będzie poruszanie się w sytuacji gdzie w samochodzie z tradycyjnym napędem stale świeci się kontrolka paliwa. To nie jest relaksujący widok, ani nie pozostawiający na jakikolwiek wybór, kiedy wiesz, że każde mocniejsze naciśnięcie gazu ponadnormatywnie zmniejszy stopień naładowania baterii i możesz nie dojechać do celu. Samochód elektryczny zmienia również percepcję postrzegania czasu i kilometrów. To w jego przypadku 1,5h (średni czas potrzebny na naładowanie baterii do sensownego poziomu) to niewiele, a 50 kilometrów to znaczny dystans. Zupełnie na odwrót niż przy benzyniaku, dieslu, a nawet hybrydzie. Nie zmienia tego stosunkowo duży zasięg e-2008. W zasadzie jest on pozorny i ściśle uzależniony od charakterystyki naszej jazdy. Pomimo, że Peugeot zrobił całkiem przemyślany model, który pozwala na czerpanie satysfakcji z jazdy, to ciągle na równi z kierowcą jesteśmy logistykami i planistami, ale to już wina samego napędu elektrycznego, a nie konstruktorów e-2008.
Czy zatem mieszkanie w bloku wyklucza posiadanie samochodu elektrycznego? Nie, jednak dla większości osób jego posiadanie będzie oznaczać zmianę przyzwyczajeń i konieczność dostosowania rytmu życia do ładowania auta. Najlepiej jakby udało się to połączyć z innymi aktywnościami np. zakupami, czy też treningiem. Wtedy samochód zamiast bezczynnie stać na parkingu może się ładować. Pytanie ilu osobom to się uda? Brak planowania i jazda na skraju zasięgu oznacza ciągłe wpatrywanie się w niego licząc że dojedziesz do celu, gdzie prześpisz się w samochodzie czekając aż naładuje się bateria do zadowalającego i pozwalającego na chwilę wytchnienia poziomu. Jeżeli lubisz czytać, przez chwilę może ci się nawet taki stan rzeczy podobać, ale w dłuższym okresie poczujesz, że marnujesz czas. Tym bardziej, że samochód (z założenia) ma ułatwiać codzienność, a nie dodatkowo ją komplikować. Samochód elektryczny nie sprawdzi się u osób, których praca lub styl życia powoduje, że muszą natychmiast i niezaplanowanie gdzieś się przemieścić i to niekoniecznie w obrębie miasta. Nie sprawdzi się również u osób, które dużo jeżdżą i to nie ze względu na zbyt mały zasięg, a na długotrwałe i nie do końca możliwe do zaplanowania ładowanie baterii. Sprawdzi się natomiast u wszystkich – i to niezależnie gdzie mieszkają – którzy lubią i mają wszystko rozplanowane oraz lubią to robić. U osób, których największym zaskoczeniem dnia codziennego jest czerwony kolor na sygnalizatorze drogowym i nowy kolor paznokci koleżanki w pracy, reszta „jak została zapisana”, tak się dzieje. To oni będą w pełni zadowoleni że przemieszczają się samochodem elektrycznym, reszta nie do końca albo wcale.
Dziękuję firmie InterAuto - Autoryzowanemu Dealerowi Peugeot - z Krakowa za udostępnienie samochodu do testu.
