
Minęło wiele lat od czasu, gdy tak często tańczyłam jak w 2020 roku. Przez wiele lat, a może nawet nigdy w życiu, nie czerpałam z tego takiej przyjemności jak dziś. W zasadzie mogę powiedzieć, że kiedyś obraziłam się na taniec. Po kontuzji kolana w wieku lat 15 i po zakończeniu jeszcze nawet nierozpoczętej kariery profesjonalnej tancerki moją relację z tańcem można skwitować słowami LOVE-HATE RELATIONSHIP. Zostałam aktorką, a taniec stał się boczną odnogą mojego życia, gdzie głównie uczyłam tańczyć innych. To zabawne, że choć zawsze było dla mnie najważniejsze, aby uczniowie wynieśli z moich zajęć miłość do tańca i nauczyli się czerpać z niego radość, sama tak rzadko tę radość czułam.
Po obejrzeniu filmu Mr. Gaga zdałam sobie sprawę, że w tańcu szukałam właśnie TEGO; słuchając, jak Ohad opowiada o ruchu, miałam gęsią skórę, czułam każdą cząstką siebie, że zgadzam się w 100% z tym, co mówi, i że najbardziej na świecie chciałabym mieć okazję potańczyć z Ohadem.
I w tych niesamowitych okolicznościach, u samego źródła, zetknęłam się pierwszy raz z językiem ruchowym GAGA.
Gaga w pandemii
Niesiona przez informacje, jakie zdobyło moje ciało, poczucie, że dokładnie takich zajęć mi brakuje, aby czuć się dobrze w swoim ciele, a także, jak wiele nowej wiedzy i narzędzi mogę przekazać innym. Nie tylko tancerzom, ale i aktorom czy wspinaczom... nie oszukujmy się, w tamtym momencie byłam gotowa przekazać szczęśliwą nowinę nawet przypadkowemu przechodniowi na ulicy. Postanowiłam, że chce chodzić na zajęcia gagi także w Warszawie. Aby dalej się uczyć i nie zgubić tego wspaniałego uczucia, jakie dało mi dziesięć dni w Tel Awiwie.
Aż nastał LOCKDOWN na całym świecie, a zajęcia online zaczęli prowadzić nie tylko ludzie od fitnessu.
Tutaj niesamowitą robotę zrobił instagram – od lajka do komentarza poznałam Gosię Mielech. Instruktorkę gagi, a także wspaniałą tancerkę, choreografkę i twórczynię własnego programu ćwiczeń GoPiYoga (Gosia, Pilates, Yoga), w której korzysta również z narzędzi gagi. To u Gosi pierwszy raz byłam na zajęciach z gagi prowadzonych po polsku! To było mega dziwne przeżycie :-) bo cały język, nazwy i pojęcia do tej pory znałam po angielsku i aż mi coś momentami zgrzytało, gdy słyszałam to wszystko po polsku. Z czasem bardzo polubiłam zajęcia Gosi z gagi, ale też właśnie GoPiYoge (Gosia zasługuje na swój własny artykuł i mam nadzieję, że taki powstanie, więc nie rozpisuję się tu za bardzo). Tak więc czas lockdownu upłynął mi na godzinach tańca. Żonglowałam sobie zajęciami tak, aby bywać na wybranych zajęciach ulubionych nauczycieli z zagranicy, ale też odwiedzać polską nauczycielkę Gagi.
Najważniejszą różnicą było to, że za warsztaty trzeba już było zapłacić określoną kwotę – a nie „co łaska”. Jednak kartą przetargową był sam Ohad – na warsztatach on także prowadził zajęcia (z metodyki), a na warsztatach dla profesjonalnych tancerzy – tak jak wcześniej na stacjonarnych można było nauczyć się fragmentów choreografii ze spektakli Ohada.
