Deklaracja Ziobry to walka o przetrwanie jego projektu politycznego - ocenia Tomasz Lis. - Solidarna Polska jest, a jakoby jej nie było, istnieje, ale jakby nie żyła, oddycha, ale jej puls jest ledwo wyczuwalny. Oczywiste jest w tej sytuacji, że trzeba korzystać z każdej okazji, by wykrzyczeć światu, a w każdym razie Polsce, że istniejemy, walczymy, jesteśmy aktywni, nie porzuciliśmy nadziei.

REKLAMA

Jeśli ktoś ogłasza chęć ubiegania się o prezydenturę trzy i pół roku przed wyborami prezydenckimi, to wiadomo, że nie o prezydenturę chodzi w tej deklaracji. O co więc chodzi Zbigniewowi Ziobrze? O nic wielkiego. O przeżycie.

Deklaracja Ziobry nie jest oczywiście irracjonalna. Solidarna Polska jest, a jakoby jej nie było, istnieje, ale jakby nie żyła, oddycha, ale jej puls jest ledwo wyczuwalny. Oczywiste jest w tej sytuacji, że trzeba korzystać z każdej okazji, by wykrzyczeć światu, a w każdym razie Polsce, że istniejemy, walczymy, jesteśmy aktywni, nie porzuciliśmy nadziei. Gdy więc Jarosław Kaczyński ogłasza, że prezydentura go nie interesuje, Zbigniew Ziobro ogłasza, że jego, owszem, interesuje, i to bardzo. Ponieważ w PIS jest tylko jeden polityk i nazywa się on Kaczyński, deklaracja Kaczyńskiego wygląda trochę tak, jakby PiS w ogóle zrezygnowało z wystawiania w wyborach prezydenckich swego kandydata. Co oczywiście jest bzdurą. PiS kogoś wystawi. Najpewniej wystawi się w wyborach prezydenckich sam niezainteresowany prezydenturą Kaczyński. Ale dziś się nie wystawia, więc wystawia się Ziobro.

Skorzystać z każdej okazji, wejść w każdą lukę, to całkiem słuszna taktyka Solidarnej Polski. Sęk w tym, że okazja jest w sumie marna, a luk jest niewiele i są małe. Ziobro i jego mała partia mogą grać tylko na części boiska, na której akurat nie gra Kaczyński. Ale jak Kaczyński zechce na tej części zagrać, to dla Ziobry nie starczy już miejsca.

Desperacja Zbigniewa Ziobry jest zrozumiała - istnieć za wszelką cenę. W tym samym momencie, gdy zadeklarował ambicje prezydenckie, pojawiła się informacja, że chce mieć drugie dziecko, ale nie wiadomo co na to jego żona. Cóż, odpowiedzi na to dramatyczne pytanie też nie znam. Wiem tylko, że o drugie dziecko będzie Państwu Ziobrom łatwiej niż o prezydenturę. Na dziecko nie będą potrzebowali zgody Kaczyńskiego.